6 lutego 2013

Zimna wojna vol.2

Grafika: Anna Tworek

Autor: Paweł Szala

"Gdy spod ciężkich tanków ro­bocza trys­ka krew, w sa­lonach hut i banków ra­dos­ny słychać śpiew: Niech żyje woj­na [...] pieniążki sy­pią się. [...] Za cudzą kie­szeń od­daj młode życie swe."  - śpiewał niegdyś Maciej Maleńczuk. Jak słowa te mają się do obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie?

Jednym z najpopularniejszych czynników "wojnotwórczych" jest z całą pewnością mamona. Od tysiącleci, albowiem każda wojna wlicza w ryzyko dla stron konfliktu zarówno zyski, jak i straty. Nie inaczej jest w kwestii "wojny domowej" w Syrii, która z pewnością domową nie jest i można nawet rzec, że nie do końca dotyczy ona Syrii.


Wojna rozpoczęta w 2011 roku stała się centrum zainteresowań światowych mocarstw i właściwie każde z państw biorących w niej udział ma w konflikcie swój interes. Cały spór sprowokowany przez działania wewnątrzpaństwowe powstańców został rozbuchany przez zachód i wykorzystany do realizacji projektów pod nazwą: "Wpływy i ekspansja". Stało się tak w szczególności wskutek zaangażowania Stanów Zjednoczonych, które niczym Wielki Bohater Świata rzucają się na pomoc środowiskom prodemokratycznym. Wspierają je wielkie państwa europejskie jak Niemcy czy Francja, które widzą w USA dobrego partnera gospodarczego i ideologicznego, tzn. wprowadzającego wszędzie demokrację. Co więcej - państwa UE uznały powstańczy rząd za oficjalny rząd Syrii, odrzucając stanowisko Al-Assada. W całym tym zamieszaniu przewija się także Izrael pragnący stać się głównym i jedynym hegemonem na Bliskim Wschodzie. Potwierdza te słowa chociażby przez niedawne złamanie Karty Narodów Zjednoczonych i zbombardowanie terenów syryjskich.

Ciężko nie zauważyć analogii w stosunku do pomocy niesionej przez USA dla Afganistanu czy Iraku. Pomimo klęski wojskowej Stany Zjednoczone znów decydują się na udział w kolejnej wojnie. Przyczyną takowego stanu rzeczy jest oczywiście co? Oczywiście ropa, choć nie tylko. Zarówno Amerykanie jak i Rosjanie prowadzą sprzedaż militariów dla powstańców w Syrii, na czym zarabiają świetne pieniądze. 
Po tej samej stronie barykady stoją oczywiście sami powstańcy. Środowiska te przeplatają się, są niejednolite. Jedne mają wizję państwa religijnego, owładniętego wszerz i wzdłuż islamem; drugie chcą, by religia była istotna, ale nie dążą do państwa teokratycznego; i w końcu te, które odrzucają wizję łączenia państwa i religii. Także między tymi stronnictwami dochodzi do scysji i walk, a zdjęcia i obrazy z konfrontacji przedstawiane w mediach, wskazują rzekomo na okrucieństwo wojsk prezydenta Bashara-Al-Assada. Ponadto udało mi się dotrzeć do nagrań, na których widać rewolucjonistów zbierających się w określonym miejscu, a następnie używających na sobie różnego rodzaju środków o wyglądzie zbliżonym do krwi i skóry, by ostatecznie wśród krzyków rozpaczy nagrywać sfingowaną tragedię ludzi ginących z rąk armii lub pełne rozpaczy pogrzeby. Czysta propaganda, którą łyka obecnie cały Zachód, a i także niektóre z naszych mediów. 

Rzecz jasna nie wszędzie tak jest. Po obydwu stronach dochodzi do czynów okrutnych i nieludzkich. Jeden z działaczy prodemokratycznych, który został przez rząd uwięziony wyznał w wywiadzie:

"Bicie, wieszanie za nadgarstki, wieszanie za nogi, wsadzanie drewnianych pałek do odbytu, napastowanie seksualne - to tylko niektóre z wyrafinowanych form tortur stosowanych przez wojska posłuszne Basharowi al-Assadowi"

Fot. Piotr Mrugała

Po drugiej stronie barykady stoi licząca ponad dwa razy więcej żołnierzy armia rządowa Al-Assada i Rosjanie wspierający działania dyktatora. Po raz kolejny widzimy, że nie ma i nigdy nie było zjednania Europy i Rosji, której kultura i polityka nie jest proeuropejska, a bardziej dzika i nieobliczalna, zbliżona do azjatyckiej.

Państwo Syryjskie rządzone przez ponad 10 lat przez Bashara-Al-Assada, a wcześniej przez jego ojca nigdy nie było państwem nieszczęśliwym i nawet specjalnie ubogim, jak na warunki bliskowschodnie. Nie dochodziło do konfliktów między muzułmanami a chrześcijanami, co dzieje się na masową skalę obecnie. Nie było prześladowań. Społeczeństwa bliskowschodnie różnią się kulturowo od społeczeństw europejskich, ludzie nie uważają demokracji za najwyższe dobro. Zazwyczaj wręcz odwrotnie - bronią swych dowódców. I tak samo jest tym razem. Bo - na "chłopską logikę" - gdyby Al-Assad nie miał poparcia narodu, to nie utrzymałby we władaniu całej armii i nie byłby w stanie oprzeć się sile protestujących, dodatkowo wspartych przez takie potęgi jak USA, Izrael, Francja, Anglia itd.

Rosja stojąca po drugiej stronie barykady to zdecydowanie mocny punkt dla syryjskiego rządu. Rosjanie pragną kontrolować wschodnią strefę, dlatego też starają się oddalić od siebie wizję przejęcia inicjatywy  w Syrii (a następnie zapewne w Iranie) przez Zachód. Państwo Putinowskie posiada własny port Tartus w Syrii, z którego korzysta przy transportowaniu wszelkich środków zaopatrzeniowych. 

Port ten może stać się kluczowy dla udziału Rosji w dalszym rozwoju tego konfliktu. Patrząc na historię można łatwo prześledzić, że Rosjanie nigdy nie oddają za darmo i do końca tego, co już raz złapali za ogon. Tak było z Obwodem Kaliningradzkim przy Polskiej granicy, Berlinem (z którego wycofali się dopiero w ponad 40 lat po wojnie!) czy Gruzją, od której mimo rezygnacji z dalszych działań wojennych zagarnęli 2 okręgi. O tej ich skłonności do ekspansji mówił już także angielski historyk badający Polską historię - Norman Davies:

"Irlandia uzyskała niepodległość w 1922 r. Czy wie pan, jak długo sprawami Irlandii zajmowano się w brytyjskim Home Office, ministerstwie spraw wewnętrznych? (...) Do 1975 r. To oczywiście symbol, ale pokazuje, jak długo brytyjska opinia publiczna nie mogła się pogodzić z tym, że istnieje ten niepodległy kraj, który nie jest częścią imperium brytyjskiego. Bardzo długo ta oczywista prawda przebijała się do świadomości społeczeństwa żyjącego nostalgią za dawną wielkością. W Rosji taka postimperialna nostalgia również istnieje i dlatego przyjmowanie prawd godzących w to przekonanie to długi proces."

Tak i tym razem Federacja Rosyjska nie zamierza odejść z niczym i bierze czynny udział w walkach nie tylko angażując się finansowo, ale także militarnie. Do wstrząsającego i przemilczanego incydentu doszło zeszłego roku, gdy Turcy nakazali lądowanie rosyjskiemu samolotowi przelatującemu przez ich kraj. Piloci zdecydowali się lądować dopiero, gdy Turcy zagrozili zestrzeleniem. Na lotnisku okazało się, że w samolocie lecącym do Syrii Rosjanie próbowali przetransportować części do bomby nuklearnej. Całą sytuację skomentować można słowami Waldemara Pawlaka: "Na wschodzie bez zmian".

Można się zastanowić, co my możemy zrobić w tej sytuacji? Niewiele, ale zdecydowanie zachowaniem nagannym byłoby przemilczenie obecnej tragedii, jaka tam się odbywa. Nie można żyć bajkami Disneya, gdy bezkarnie i notorycznie giną ludzie. W ciągu ostatnich 2 lat w Syrii zginęło już ponad 30 000 osób i liczba ta rośnie. Izraelici mówią wręcz, iż tragiczna wojna w Libii to był w zasadzie piknik w porównaniu z obecną sytuacją w Syrii.

Świadomość w Polsce jest jednak niewielka. Pocieszające, że tacy artyści jak OSTR i Hades potrafili wyrazić swój manifest czyniąc krok w dobrym kierunku i nagrywając utwór "600 dni" ze wstrząsającym (absolutnie +18) teledyskiem, choć to cały czas mało. O powszechnej znieczulicy społecznej mówił już parę ładnych lat temu legendarny wokalista Dżemu Ryszard Riedel :


"Naj­bar­dziej nie mogę znieść ludzkiej obojętności na zło. Tej sa­mej bes­tii, mniej­szej lub większej, w cza­sie woj­ny i na co dzień przez ludzi ho­dowa­nej dla ludzi. Nie mogę się wyr­wać, bo nie pot­ra­fię być obojętny."


Można śmiało stwierdzić, że cały konflikt sprowadza się do prywatnych interesów mocarstw światowych i ma niewiele wspólnego z wojną domową. Zimna wojna vol. 2.

1 komentarze:

gitmarket pisze...

Interesujące wnioski, ale faktycznie prawdziwe.

Prześlij komentarz