16 stycznia 2013

"Ta, która depcze głowę węża"

Grafika: Anna Tworek

Autor: Maciej Pawłowski

Lubimy słuchać opowieści. Pewnie każdy z nas zna kilka legend, opowiadań, które byłby w stanie opowiedzieć nawet teraz. Historie pełne magii, niezwykłych wydarzeń, sam znam kilka. Postanowiłem nieco bliżej zapoznać Was z jedną z nich. Cały urok tej opowieści polega na tym, że wydarzyła się naprawdę. Cofnijmy się więc na moment do 1531 roku, do Meksyku…

Maryja z Nazaretu, zwana Matką Bożą z Guadalupe objawiła się w tym czasie pewnemu biednemu Aztekowi – Juanowi Diego. Jednak zacznijmy od początku.... Bohater naszej opowieści wspinał się na wzgórze Tepeyac. Na szczycie góry ujrzał piękną kobietę. Temu widokowi towarzyszył śpiew, jak sam mężczyzna później opisywał, śpiew nadludzki, z innego świata. Juan Diego zaczął przyglądać się kobiecie. Jej ubiór był niezwykły i nietypowy, pod niebieskim płaszczem kobieta miała założoną różową tunikę, ręka jej była zaś opasana czarną wstęgą. Oznaczało to, że owa niewiasta była brzemienna.

Do Indianina zwracała się w jego ojczystym języku, nahuatl. Oto co Maryja powiedziała tego dnia Juanowi Diego: "Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę. Idź teraz i powiedz biskupowi o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś". Pomimo tego, że mężczyzna był w szoku, czym prędzej popędził do biskupa. Niestety, Juan de Zumárraga nie uwierzył chłopakowi. Domagał się dowodu, tak więc niepocieszony i zawiedziony Indianin wrócił na wzgórze Tepeyac.


Maryja czekała tam na niego. Obiecała Juanowi Diego, że gdy przyjdzie w to samo miejsce następnego dnia, otrzyma wyraźny dowód, który z pewnością przekona biskupa. Tak też się stało. Choć Indianin nigdzie nie dostrzegł Matki Bożej, to jednak jego oczom ukazała się polana kwitnących róż. Mężczyzna zerwał je, zawinął w swoją tilmę (długa szata charakterystyczna dla uboższych warstw społecznych Meksyku), następnie udał się do biskupa. Tam też doszło do cudu. Na ubraniu Juana widniał obraz Maryi. Juan de Zumárraga padł na kolana i zaczął modlić się z prośbą o przebaczenie swego wcześniejszego braku wiary. Świadkami tego wydarzenia byli również Juan Ganzalez oraz Ramirez Fuenleal.

Tak brzmi opowieść, jednak czy powinniśmy w nią uwierzyć? Odpowiedzią na to pytanie jest tilma, zachowała się ona po dziś dzień i możemy ją zobaczyć w Bazylice Matki Bożej z Guadalupe. Wizerunek Maryi jest niezwykle dokładny, w dodatku materiał, z którego została wykonana szata zachował się wręcz idealnie. Jest to fakt tym bardziej istotny, że nawet przy najlepszej konserwacji tego typu tkanina (agawa) nie miała prawa przetrwać aż tylu lat. A jednak przetrwała.

Wielu była takich, którzy wątpili w prawdziwość tego wizerunku. Wykonano więc badania „farby”, z której „namalowano” Maryję. Eksperci musieli przyznać, że substancja, która została użyta do przedstawienia obrazu Matki Bożej nie istnieje na ziemi. Po prostu nie ma takiego pierwiastka! Nawet w dzisiejszych czasach ciężko byłoby nam znaleźć malarza ,który tak dokładnie potrafiłby odwzorować ludzką postać. A co dopiero Juan Diego, Indianin, który na malowaniu nie znał się kompletnie.

Poddajmy teraz obraz analizie. Dlaczego Maryja objawiła się w Meksyku, właśnie w takim ubiorze, oraz dlaczego na obrazie pod stopami Matki Bożej jest wąż? Już wyjaśniam. Okres, w którym doszło do objawienia był niezwykle trudny dla Azteków. Był to czas pierwszych ewangelizacji tych terenów, nie przebiegała ona zbyt dobrze. Wąż był bożkiem tamtejszej ludności. Uważano, że należą mu się ofiary z ludzkiej krwi. To Maryja kazała nazywać się Juanowi Diego Matką Bożą z Guadalupe. W języku nahuatl słowo „Coatlallope" znaczy „Ta, która depcze głowę węża. Był to jasny sygnał – chrześcijaństwo jest potężniejsze od obecnie panujących religii. Brzemienna kobieta przynosi im Boga, który może ich wybawić.

Fot. Piotr Mrugała

Na obrazie widzimy również gwiazdy, są one umiejscowione na płaszczu Maryi. Naukowcy ustalili, że gwiazdozbiór odpowiada położeniu ciał niebieskich temu, sprzed blisko pięciuset lat! Przypadek? Nie sądzę.

Podobno najpiękniejsze w każdym człowieku są oczy – nie inaczej jest z obrazem. Eksperci poddali źrenice aż 2 500-krotnemu zbliżeniu. Dostrzeżono w oczach kobiety dwanaście ludzkich postaci! Prawdopodobnie Maryja „patrzyła” oczami Juana Diego w chwili pokazania róż biskupowi. Żaden malarz na świecie nie jest w stanie stworzyć tak szczegółowego malowidła.

Wydawać by się mogło, że ten obraz niczym nie może już nas bardziej zaskoczyć. Nic bardziej mylnego. Przypadkowo został on raz oblany kwasem, rama uległa zniszczeniu, szata z wizerunkiem Maryi pozostała jednak nietknięta. Zauważono nawet, że malowidło nie jest pokryte kurzem, cząsteczki pyłu po prostu od niego odlatują. Przeprowadzono nawet eksperyment z owadami – żadna mucha nie zdecydowała się usiąść na obrazie, za każdym razem nieustannie latały w powietrzu.

Kolejna sensacja nadeszła w roku 2007, a więc stosunkowo niedawno, jak na prawie pięćsetletni obraz. Podczas Mszy świętej w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem z portretu Maryi wydobyło się jasne światło. Było ono umiejscowione w okolicach jej brzucha. Utworzyło kształt ludzkiego embrionu, podobny do obrazu widzianego podczas badań echograficznych....Czy trzeba coś jeszcze dopowiadać?

Dnia 12 grudnia obchodzimy wspomnienie Matki Bożej z Guadalupe. Ogromne rzesze wiernych składają prośby o wstawiennictwo za ich samych, ich rodziny, znajomych. Wielu jest  takich, którzy mówią, że otrzymali od niej pomoc. Podobno wystarczy jej zaufać a ona zatroszczy się o ciebie niczym matka o swe dziecko. Zaufasz?

0 komentarze:

Prześlij komentarz