11 stycznia 2013

Czy ten Bóg w ogóle istnieje?

Grafika: Anna Tworek
            
Autor: Dominik Zborowski

Wiele jest spekulacji na temat istnienia Boga. Nie jest to kwestia tylko i wyłącznie wiary, choć aspekt ten jest niezwykle istotny dla każdego chrześcijanina. Istnieje ogrom przesłanek (żeby nie powiedzieć dowodów), które świadczą o tym, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo na istnienie nadprzyrodzonej siły, istoty. I w zgodzie z tą myślą już od zamierzchłych czasów ludzie chcieli wykreować obiekt, postać, której należy oddawać hołd, składać ofiary, jednak działo się to z różnym skutkiem. W rozmaitych wierzeniach pojawiają się motywy biblijne (które zostały niejako odziedziczone przez naszą wiarę) jak chociażby potop w mitologii babilońskiej czy niepokalane poczęcie występujące w perskim zaratusztrianizmie, co daje pretekst niedowiarkom do wysnucia tezy, że chrześcijaństwo jest kolejną synkretyczną religią przypominającą politeizm grecki. Czy słusznie?

Pomijając wszystkie średniowieczne i nowożytne cuda uznane oraz potwierdzone przez Kościół katolicki i inne wydarzenia z zamierzchłej przeszłości, na temat których niektórzy mogą wątpić zacznę swe rozmyślania od osoby stosunkowo współczesnej.


Postać Ojca Pio może świetnie poświadczyć o istnieniu Boga. Ten skromny mnich doświadczył w życiu ogromu niewytłumaczalnych logicznie zjawisk, uzdrowień, znaków. Istnieje również wielu świadków jego bilokacji, która może być zdefiniowana jednoczesnym pobytem osoby w dwóch miejscach. Niesamowite, prawda? Oto jedno ze świadectw: „Byłem kapitanem w piechocie, pewnego dnia na froncie, podczas strasznej godziny bitwy niedaleko mnie zobaczyłem mnicha który krzyknął: Niech się Pan oddali z tego miejsca! Podbiegłem do niego  i w tym momencie, tam gdzie przed chwilą stałem wybuchł granat i pozostawił krater”; w tym samym czasie widziano go w klasztorze. Gdziekolwiek się pojawił dało się odczuć przesycający zapach kwiatów co nazywane jest osmogenezą. Niewiarygodne jest to, że zapach utrzymywał się przez bardzo długi czas nawet w miejscach, w których Ojciec Pio znajdował się choćby przez moment.. Ciężko ukryć, iż najbardziej znanym fenomenem związanym z tą postacią są oczywiście stygmaty. Przypadek, że człowiek posiadał niegojące się rany prawie dokładnie w tych samych miejscach, w których miał je Chrystus? Nie sądzę. Co do świadków przywróceń do zdrowia (nie tyko fizycznego) – jest ich mnóstwo.


"Chleb i wino, przez słowa Chrystusa i wezwanie Ducha świętego stają się Ciałem i Krwią Chrystusa"-KKK. Jeden z najniezwyklejszych cudów eucharystycznych zdarzył się w Lancano w VIII w., gdzie podczas konsekracji pojawiło się Ciało w kształcie pierścienia wokół Hostii i jest widoczne do dziś. Badania dowiodły, że Ciało to jest mięśniem serca. Prawdziwa Krew przekształciła się z czasem w pięć małych skrzepów, które zostały zidentyfikowane jako krew ludzką grupy AB. Jakiekolwiek oszustwo zostało odrzucone przez profesjonalnych badaczy. Podobnych przypadków zanotowano co najmniej kilkanaście! Znane są również historie ludzi, których jedynym pokarmem była Eucharystia przyjmowana raz dziennie przez kilka dekad, co w dzisiejszych czasach jest nieomal niewyobrażalne.
           

Pewien człowiek przyszedł do domu sławnego naukowca w momencie, gdy ten kończył budowę skomplikowanego modelu Układu Słonecznego. Mężczyzna zobaczył maszynę i z zachwytem stwierdził: "Jakie to piękne...". Po chwili zaczął kręcić korbką, uruchamiając urządzenie i powodując, że "planety" zaczęły się poruszać. "Kto to stworzył?" - pyta znajomy - ateista. "Nikt" - odpowiada Newton i wraca do wcześniej wykonywanych czynności.
"Chyba źle mnie usłyszałeś, kto zrobił tę maszynę?" - ponawia pytanie mężczyzna.
Newton: "Już ci powiedziałem, nikt".
Przyjaciel Newtona przestał kręcić korbką i lekko zdenerwowany zwrócił się do niego: "Słuchaj Issac, ta wspaniała maszyna musiała być przez kogoś zrobiona. Nie mów mi, że przez nikogo, bo nie uwierzę".
Newton przestał pisać, wstał, spojrzał na przyjaciela i stwierdził: "Czyż to nie dziwne? Mówię ci, że nikt nie zrobił tej prostej zabawki, a ty mi nie wierzysz. A przecież przyglądając się właśnie Układowi Słonecznemu - tej skomplikowanej cudownej maszynie - równocześnie śmiesz mówić, że nikt jej nie stworzył. Ja w to nie uwierzę".


Ta prosta historyjka daje do myślenia. Tak ciężko w dzisiejszych czasach dostrzec obecność Boga w stworzonym przez Niego świecie? Doskonałość - to dobre słowo - właśnie doskonałość wszechświata jest kolejnym argumentem na istnienie istoty wyższej, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy to naukowcy co rusz odkrywają „nowe” zależności, prawa, właściwości. Większość z nich to osoby głęboko wierzące, choć wielu nawróciło się dopiero zgłębiając tajemnice wszechświata.


Najważniejszym z cudów, który najpewniej świadczy o obecności Boga jest życie i śmierć krzyżowa Jezusa. Istnieją argumenty racjonalne, czysto historyczne i nawet niechrześcijańskie, które pokrótce przedstawię.


W dziele Testimonium Flavianum żydowski kronikarz Flawiusz pisze o życiu i działalności Jezusa tak: W tym czasie żył Jezus, człowiek mądry, jeżeli w ogóle można go nazwać człowiekiem. Czynił bowiem rzeczy niezwykłe i był nauczycielem wszystkich ludzi, którzy z radością przyjmowali prawdę.[...] Piłat zasądził go na śmierć krzyżową”. Tacyt w swoich Rocznikach również wspomina o podobnej osobie. Zmowa? „Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza został skazany na śmierć przez Prokuratora Poncjusza.” tak więc można śmiało rzec: Jezus Chrystus był postacią historyczną, rzeczywistą.


Zmartwychwstanie zapowiedziane zostało natomiast znacznie wcześniej niż mogłoby nam się wydawać. W Starym Testamencie Abraham dostaje od Boga polecenie złożenia w ofierze swego niewinnego - Izaaka. Wyrusza więc załamany z synem, a tenże niesie ze sobą drewno idąc pod górę na egzekucję. Ciężko więc o większą analogię (nieskazitelny syn wysłany na śmierć, symbol drewna) i to w tak ważnej przypowieści ST! Samemu Zmartwychwstaniu Jezusa próbowano przez wiele lat zaprzeczyć i unieważnić je, jednak bezskutecznie. Cztery ewangelie i apostołowie głoszący prawdę w imieniu Jezusa nawet za cenę śmierci nie mogą kłamać.


Przedstawione wyżej argumenty są zaledwie kroplą w morzu i niewielkim wskaźnikiem tego, że Bóg objawia się nam cały czas i tak jak w poprzednim tekście powiedział Maciej Pawłowski: „[Boga] można znaleźć nawet go nie szukając”. Nie jest to więc kwestia wiary tylko i wyłącznie, ale także (a może przede wszystkim?) zdrowego rozsądku i szczerości wobec siebie. W życiu każdego  człowieka mają miejsce sytuacje, których byt nie sposób racjonalnie wyjaśnić. Czy więc wobec tak przygniatającego ogromu niezaprzeczalnych faktów nadal warto dążyć do rzekomej „równości” ściągając krzyże, paląc Biblię i niszcząc cały dorobek chrześcijańskiego świata?

7 komentarze:

DoxtraduS pisze...

Nie ma komentarzy, argumenty są nie do podważenia. :D Dzięki za zacytowanie moich słów w tekście, miło mi. A teraz do rzeczy. Wstęp i zakończenie napisałeś IMO bezbłędnie. Z rozwinięciem jest taki problem, że nie do końca "najechałeś" na niedowiarków. Nie, nie chodzi mi o agresywne pokazywanie niezbitych dowodów. Po prostu brakowało mi informacji o osobach, które próbowały udowodnić nieprawdziwość niektórych wydarzeń. No i oczywiście poległy. :)

Damian Matyniak pisze...

Istnienia Boga podważyć nie można.
Jedyne zastrzeżenie-"Cztery ewangelie i apostołowie głoszący prawdę w imieniu Jezusa nawet za cenę śmierci nie mogą kłamać."
Jak wiemy Ewangelii jest więcej. Te, które mamy udostępnione, są okrojone i przystosowane do potrzeb Kościoła...
Argument ten może budzić wątpliwości.

Super_SoldierPL pisze...

,,Czy więc wobec tak przygniatającego ogromu niezaprzeczalnych faktów nadal warto dążyć do rzekomej „równości” ściągając krzyże, paląc Biblię i niszcząc cały dorobek chrześcijańskiego świata?"

Żaden z podanych przez ciebie faktów nie jest niezaprzeczalny. Zapisy biblijne łatwo podważyć, męczeństwo apostołów można wyjaśnić chorobą psychiczną i szczerą wiarą w autentyczność tego co widzieli, cuda sprzed XIX i XX wieku są bardzo wątpliwe i ciężko podchodzić do nich bez sceptycyzmu, zresztą dokonania Ojca Pio też budzą wiele wątpliwości u każdego trzeźwo myślącego człowieka. Mięsień sercowy mógł się znaleźć w rzeczonej hostii od jakiegoś zmarłego/zamordowanego człowieka. Wreszcie idealność świata można sprowadzić do czystego przypadku...

Doprawdy, nie przestają mnie zadziwiać ludzie którzy próbują w różnoraki sposób udowadniać istnienie Boga bądź przekonują innych że dany cud jest niepodważalny/niewytłumaczalny naukowo, i z pewnym politowaniem patrzą na wszelkich ,,niedowiarków" którzy tych oczywistych przecież dowodów nie uznają.
Niczym Izaak Newton który sporą część życia poświęcił na szukanie naukowego dowodu istnienia Boga - i go nie znalazł.

Czy naprawdę tak trudno zauważyć, że słowem które tak często przewija się w religii chrześcijańskiej jest ,,Wiata"? Nigdy nie było, i aż do dnia sądu ostatecznego nie będzie żadnego dowodu bądź niezaprzeczalnego faktu potwierdzającego istnienie Boga - mam tu na myśli dowód bądź fakt jaki osoba która danego doświadczenia nie przeżyła osobiście i podchodzi do niego w sposób naukowy nie będzie mogła sensownie (ważne słowo) zanegować, wytłumaczyć nietypowym zbiegiem okoliczności etc.

Jaki byłby sens Wiary w Boga gdyby jego istnienie było oczywiste i niezaprzeczalne? Gdyby tak było, prawie wszyscy by w niego wierzyli (prawie - bo są i tacy którzy dzisiaj nie wierzą w okrągłość ziemi) - przestrzegali przykazań etc. - prosty przykład: gdybyś wiedział ze 100% pewnością że za dane przewinienie możesz nie osiągnąć zbawienia (a wiesz też ze 100% pewnością że takowe istnieje), robiłbyś co mógł (albo co najmniej robiłbyś bardzo wiele) żeby go nie popełnić - i nie byłoby to wybieranie trudniejszej acz słuszniejszej drogi, bo wobec tej pewności nagordy ,,przebijajacej" wszystko inne to właśnie byłaby najłatwiejsza z dróg.

Jak dla mnie, oczywistość istnienia Boga = bezsens całej Wiary i całego Chrześcijaństwa...

A tak nawiasem mówiąc, z osobistego doświadczenia - zarzucanie ,,niedowiarków" toną ,,oczywistych dowodów i argumentów" i wyśmiewanie ich niewiary wcale nie pomaga w ich nawracaniu, wręcz bardzo to utrudnia. A przypominam iż (podobno) owe nawracanie jest jedną z ważniejszych rzeczy jakie Chrześcijanin ma do zrobienia na tzw. Ziemskim padole (a ja mam paru kolegów którzy zostali ateistami dzięki usilnym, wieloletnim staraniom ich ,,bardzo religijnych i świętych" rodziców i babć - jacy muszą być zszokowani że zmuszanie prawie dorosłego syna/wnuka do chodzenia do kościoła czy tego chce czy nie dało efekt odwrotny do zamierzonego...)

Paweł Szala pisze...

Soldier - operuj faktami, bo podważasz wszystkie fakty (poza teorią wsadzenia mięśnia sercowego do kielicha) bez żadnych, żadnych dowodów, badań, tylko dlatego, że prawdopodobnie ciężko Ci je przyjąć. Mówisz, że cuda Ojca Pio są podważane. No dobrze, ale zwróć uwagę, że wszystko można podważyć. Możesz podważyć fakt, że że dzieci rodzą się małe, bo wydaje Ci się to nierealne. Ale właśnie trzeba umieć rozróżnić prawdę od bajania. Jak wyjaśnisz stygmaty Ojca Pio? Codziennie wbijał sobie sztylety w dłonie i stopy, a potem wstydliwie je chował i owijał w bandaże?

Poza tym autor nie odrzuca wiary ani nie mówi, że jest to oczywiste. Pisze wprost:
"Nie jest to więc kwestia wiary tylko i wyłącznie, ale także (a może przede wszystkim?) zdrowego rozsądku i szczerości wobec siebie."

Każda wiara u rozsądnego człowieka potrzebuje logicznego myślenia. Skoro uważasz, że oczywistość istnienia Boga jest bezsensowna według ideologii chrześcijańskiej wiary, to może lepiej uwierzyć w bociany przynoszące dzieci, bo na to dowodów nie ma?

Autor w żadnym miejscu nie skrytykował niewierzących, w żadnym miejscu nie zarzucił głupoty, to dopowiedziałeś sobie Ty. Autor natomiast posłużył się faktami, by pokazać, dlaczego wierzy w Boga rozumem, a nie zmiennym sercem.

Pozdrawiam.

Damian Matyniak pisze...

Sprawę z mięśniem sercowym można by podważyć, GDYBY nie zgodność DNA z tym z całunu Turyńskiego...taka rozbieżność w czasie?

Anonimowy pisze...

Będziesz miłował Pana Boga swego a bliźniego swego jak siebie samego.

Oto warunek naszego istnienia na Jego Ziemi.

Masz dar życia - na razie ogólnie skrócony do 80 lat, oraz zapewnienie od Boga, że jeżeli zechcesz żyć wiecznie, możesz owo życie wieczne uzyskać, pod warunkiem stosowania się do powyższego przykazania. Miłość do Boga polega na uznaniu jego autorytetu, posłuszeństwa wobec Jego przykazań oraz wdzięczności za dar życia.

Owo przykazanie to najmądrzejsze zdanie, kiedykolwiek wypowiedziano we Wszechświecie.

Brak posłuszeństwa wobec tego Prawa jest źródłem WSZYSTKICH naszych problemów.

Uproszczając to jeszcze bardziej, miłość ku bliźniemu jest gwarancją na to, że bliźni nigdy nie zostanie przez ciebie skrzywdzony.

Miłosierny Bóg chce zapewnić nam życie wieczne pod warunkiem, że docenimy Jego wysiłek twórczy poprzez powstrzymanie się od krzywdzenia naszych bliźnich. Jeżeli zdobędziemy się na miłość do nich, nigdy ich nie skrzywdzimy.


http://www.zbawienie.com/

Abel Polak pisze...

A cz Biblie któryś to czytał ?


Jezu o czym wy tu piszecie, co to za wiara na podstawie czego ?



Rzekł do nich Jezus: Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.

Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki.

Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa.

A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie.

Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie?

Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście.








Prześlij komentarz