30 stycznia 2013

Wojsko zawsze przygotowuje się do najgorszego

Grafika: Anna Tworek

Autor: "Wyklęty"

Wojsko zawsze przygotowuje się do najgorszego, czyli do wojny.
[R. Sikorski o Rosyjsko-Białoruskich manewrach Zachód 2013]


W ostatnim czasie służby informacyjne Federacji Rosyjskiej wraz z Białorusią poinformowały świat o przygotowaniach do dużych manewrów wojskowych, które odbędą się jesienią 2013 roku. Poprzednie manewry Zachód 2009 pokazały przygotowania ofensywne w stosunku do Polski, brało w nich udział blisko 900 czołgów i 100 samolotów. Czołgi są jednym z najbardziej ofensywnych środków wojskowych, więc ciężko nazwać te manewry obronnymi. Co ciekawe, od  początku roku zaczęto wzywać obywateli RP posiadających wojskową kategorię A po odbiór nowych przydziałów mobilizacyjnych oraz na obowiązkowe ćwiczenia. Czyżby wracał przymusowy pobór zwany ładnie "służbą zasadniczą"? Przydziały mobilizacyjne nie omijają również właścicieli motocykli, quadów oraz innych pożądanych dla wojska pojazdów. Otrzymują oni decyzje administracyjne, które nakładają obowiązek przekazania sprzętu wojsku z chwilą rozpoczęcia działań zbrojnych. Dlaczego gminy, powiaty teraz przypomniały sobie o tym obowiązku? Czyżby Polska szykowała się do wojny? Jak w ogóle wygląda stan Wojska Polskiego?

25 stycznia 2013

Historia "cieknącego kranu"

Grafika: Anna Tworek

Autor: Paweł Szala

Od paru już lat możemy zauważyć wzmożoną ilość rozmów na temat życia, prawa do życia i świadomości życia. Dyskusje te rosną wprost proporcjonalnie do zataczającej coraz szersze kręgi sekularyzacji społeczeństw europejskich. Wzmożone zainteresowanie tyczy się nie tylko eutanazji, tak ostatnio popularnej za sprawą pana Owsiaka, ale także - a może przede wszystkim? - aborcji. Liczba krajów, które zgadzają się na takie zabiegi powoli, acz regularnie wzrasta. Ostatnio dołączyły do nich m.in. Urugwaj, Luksemburg i Francja. Hm, na jakiej podstawie - spytacie - decydujemy o losie stworzenia, które ma naturalne prawo do życia? A może usłyszę, że ów kilkutygodniowe dziecko nie jest jeszcze człowiekiem? Otóż właśnie udowodnię, że jest.

Włodzimierz Fijałkowski - lekarz ginekolog-położnik, członek Papieskiej Akademii „Pro Vita”, twórca polskiego modelu Szkoły Rodzenia, urodzony 4. czerwca 1917 roku. W wieku 40 lat pracując w klinice chorób kobiecych w Gdańsku pewnego dnia podczas pracy poprosił kolegów o zastępstwo w pełnieniu swych obowiązków, bo zostawił chyba odkręcony kran w domu i musi iść to sprawdzić. Oni oczywiście się zgodzili, "Nie ma problemu, w porządku", w końcu szanowany lekarz prosi ich o pomoc. Gdy doktor wrócił do domu okazało się, że wszystko jest na m swoim miejscu, nic nie cieknie, nigdzie nie ma lejącej się wody. Za miesiąc sytuacja się powtórzyła, ale tym razem pan Włodzimierz powiedział, że cieknie mu z rur i musi czym prędzej wracać, naprawić je, bo zaleje mu cały dom. No "zdarza się najlepszym", nic się nie dzieje panie profesorze...

21 stycznia 2013

Seryjny samobójca


Autor: Anna Tworek

Autor: Agnieszka Kwak

W przestrzeni ostatnich lat w Polsce mieliśmy do czynienia z różnymi, nie do końca wyjaśnionymi sytuacjami.  Katastrofy lotnicze, które wstrząsnęły całym światem, zgony  mniej lub bardziej ważnych ludzi polityki czy innych dziedzin życia. Wszystko działo się szybko, nagle. U każdego z nas wywoływało to rozmaite emocje.  Rozpacz, współczucie mieszały się ze strachem i zaskoczeniem.  Wszyscy zadawaliśmy sobie pytanie dlaczego, co się stało? No właśnie… 

Ofiary seryjnego samobójcy to ludzie związani m.in. ze śledztwem smoleńskim czy katastrofą CASY. We wszystkich przypadkach mamy do czynienia z tym samym schematem działania. Najpierw znalezione zostaje ciało, potem w mediach od razu pojawiają się informacje: „Podejrzewamy, że to było samobójstwo. Denat miał problemy finansowe. Najprawdopodobniej nie wytrzymał już psychicznie”. Potem oczywiście śledztwo, jak zawsze nikt nic nie widział i nic nie wie. Żadnych śladów osób trzecich oczywiście nie znaleziono. Wszystko przycicha, zapominamy i jest jak dawniej, stara dobra sielanka na zielonej wyspie...

16 stycznia 2013

"Ta, która depcze głowę węża"

Grafika: Anna Tworek

Autor: Maciej Pawłowski

Lubimy słuchać opowieści. Pewnie każdy z nas zna kilka legend, opowiadań, które byłby w stanie opowiedzieć nawet teraz. Historie pełne magii, niezwykłych wydarzeń, sam znam kilka. Postanowiłem nieco bliżej zapoznać Was z jedną z nich. Cały urok tej opowieści polega na tym, że wydarzyła się naprawdę. Cofnijmy się więc na moment do 1531 roku, do Meksyku…

Maryja z Nazaretu, zwana Matką Bożą z Guadalupe objawiła się w tym czasie pewnemu biednemu Aztekowi – Juanowi Diego. Jednak zacznijmy od początku.... Bohater naszej opowieści wspinał się na wzgórze Tepeyac. Na szczycie góry ujrzał piękną kobietę. Temu widokowi towarzyszył śpiew, jak sam mężczyzna później opisywał, śpiew nadludzki, z innego świata. Juan Diego zaczął przyglądać się kobiecie. Jej ubiór był niezwykły i nietypowy, pod niebieskim płaszczem kobieta miała założoną różową tunikę, ręka jej była zaś opasana czarną wstęgą. Oznaczało to, że owa niewiasta była brzemienna.

Do Indianina zwracała się w jego ojczystym języku, nahuatl. Oto co Maryja powiedziała tego dnia Juanowi Diego: "Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę. Idź teraz i powiedz biskupowi o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś". Pomimo tego, że mężczyzna był w szoku, czym prędzej popędził do biskupa. Niestety, Juan de Zumárraga nie uwierzył chłopakowi. Domagał się dowodu, tak więc niepocieszony i zawiedziony Indianin wrócił na wzgórze Tepeyac.

14 stycznia 2013

Jeden z największych przekrętów historii nowożytnej - prawda o Al-Kaidzie


Grafika: Anna Tworek


Autor: Sobiesław Górski


Każdy, a na pewno wielu z nas na hasło "Al-Kaida"odpowie: Osama Bin Laden, terroryzm etc.
Żyjemy święcie przekonani, że ów organizacja walczy przeciwko wpływom Izraela, USA i Zachodu w krajach muzułmańskich. Czy my tak naprawdę wiemy, czym jest Al-Kaida?

11 stycznia 2013

Czy ten Bóg w ogóle istnieje?

Grafika: Anna Tworek
            
Autor: Dominik Zborowski

Wiele jest spekulacji na temat istnienia Boga. Nie jest to kwestia tylko i wyłącznie wiary, choć aspekt ten jest niezwykle istotny dla każdego chrześcijanina. Istnieje ogrom przesłanek (żeby nie powiedzieć dowodów), które świadczą o tym, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo na istnienie nadprzyrodzonej siły, istoty. I w zgodzie z tą myślą już od zamierzchłych czasów ludzie chcieli wykreować obiekt, postać, której należy oddawać hołd, składać ofiary, jednak działo się to z różnym skutkiem. W rozmaitych wierzeniach pojawiają się motywy biblijne (które zostały niejako odziedziczone przez naszą wiarę) jak chociażby potop w mitologii babilońskiej czy niepokalane poczęcie występujące w perskim zaratusztrianizmie, co daje pretekst niedowiarkom do wysnucia tezy, że chrześcijaństwo jest kolejną synkretyczną religią przypominającą politeizm grecki. Czy słusznie?

9 stycznia 2013

Illuminati - tajemnica przemysłu muzycznego

Grafika: Anna Tworek

Autor: Agnieszka Kwak


W Internecie pojawia się mnóstwo artykułów na różne tematy: ktoś zabił drugiego człowieka, ktoś obrabował bank, ktoś popełnił samobójstwo. Dla wielu tego typu lektura jest porywająca, intrygująca.  Jednak czy Ty, obywatelu Rzeczypospolitej Polskiej, słyszałeś o organizacji o nazwie Illuminati, która działa m.in. w przemyśle muzycznym? Niestety w mediach nic o niej nie usłyszysz, bo jest to bardzo niewygodna sprawa dla wielu artystów współczesnego świata. Lady Gaga, Katy Pery, Rihanna, Madonna – to tylko garstka ludzi, która wpadła w sidła Illuminati, która padła tak naprawdę jej ofiarą


Illuminati to jedna z najbardziej tajemniczych organizacji na świecie, która narodziła się w Stanach Zjednoczonych. Jej przedstawiciele to bardzo inteligentni ludzie, ale nie są wiernymi kibicami Realu Madryt  czy prostymi ludźmi z Chicago. To ludzie, którzy chcą utworzyć swój własny porządek świata, w którym człowiek będzie sterowany, manipulowany, bez własnego zdania i właściwie bez celu życia. Nie do pomyślenia, prawda? A jednak. Głównym obszarem działania Illuminati jest przemysł muzyczny, ale także inne sfery naszego życia  poprzez które najłatwiej dotrzeć do zwykłego Kowalskiego czy innego szarego zjadacza chleba. Pragną podporządkować sobie ludzi i wykorzystywać ich do własnych celów.

7 stycznia 2013

Świadectwo

Grafika: Anna Tworek

Autor: Maciej Pawłowski

Relacja z dnia 16.09.2012

Hej ludzie. Wczoraj (15/09/2012) byłem na pielgrzymce w Skrzatuszu. Uznałem, że to wydarzenie jest warte opisania. Nie tylko ze względu na rangę imprezy, ale również pod względem aspektów duchowych, które to Spotkanie Młodych niesie ze sobą. Od razu ostrzegam wszystkich potencjalnych satanistów, tekst będzie zawierał słowo "Bóg", zapewne w dużych ilościach. Za nim jednak przejdziemy do samego opisywania pielgrzymki skupimy się na mnie, to nieco ułatwi mi opisanie późniejszych refleksji.

To była moja trzecia pielgrzymka. Już od ostatniej klasy gimnazjum co rok uczęszczałem do Skrzatusza. Pierwsze podejście było z ciekawości, do kościoła chodzę, to i na pielgrzymkę mogę pójść, prawda? Tak więc podróż number one była dla mnie czysto rekreacyjna. Po przejściu blisko 30 kilometrowej drogi dotarłem wraz z resztą uczestników na miejsce. Obok miejscowego kościoła ustawiony był wielki namiot (będący w stanie pomieścić około dwóch tysięcy ludzi), porozstawiane były stoiska, w których to można było pogłębić tajemnice wiary. Ja byłem ze znajomymi, więc rozłożyliśmy się na kocu za namiotem, w zasadzie mieliśmy gdzieś te całe rekolekcje, to całe "nawracanie się". Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, na końcu tylko wzięliśmy udział w Eucharystii. Zwieńczeniem imprezy był koncert, wrażenia miałem więc pozytywne. Tylko tak jakoś przeszedłem obok Boga...No ale dobrze się bawiłem, więc czemu by nie wrócić za rok, no nie?

Wyruszyłem z nieco inną ekipą, w liceum poznałem nowych ludzi, postanowiliśmy do Skrzatusza wybrać się razem. Jednak tym razem skupiłem się nie tyle na rozmawianiu ze znajomymi, co poznawaniu nowych ludzi. Nieraz spotkało się animatora chcącego przekazać Ci, że Bóg Cię kocha. Fajnie, ja go też. Po kilku godzinach spędzonych na radosnym hasaniu po mieście, wcinaniu hamburgerów, gadaniu z nowo spotkanymi ludźmi, wspólnie z resztą udałem się do namiotu posłuchać tego, co biskup Edward Dajczak ma nam do powiedzenia. A miał dużo, i gadał z sensem, i słuchałem go nie mogąc przestać. Coś tam mi w serduchu drgnęło. Czy doświadczyłem wtedy kontaktu z Bogiem? I tak, i nie. Na dobrą sprawę wiara, czyli chodzenie do kościoła, słuchanie kazań, modlenie się było mi nieco obojętne. Nie przeszkadzało mi, więc to akceptowałem. W sumie to czasami sam chciałem szukać kontaktu z Bogiem. Ale tylko czasami. Tak więc o ile słowa biskupa wywarły na mnie wrażenie, to nie przyniosło to jakiegoś większego efektu. W sumie nic w moim życiu się nie zmieniło. A potem była Eucharystia i koncert, pielgrzymka numer dwa na plus. Za rok też pójdę.

Tyle że przez ten rok dużo się zmieniło...

4 stycznia 2013

"Bóg z nami, któż przeciw nam?"*




Autor: Paweł Szala

Rok temu po wysłaniu jednego z tekstów na duży polski portal (nie będę robił reklamy) zbierający rzekomo teksty autorów reprezentujących różne poglądy otrzymałem odpowiedź, że nie będzie on opublikowany, ponieważ jest nieprzychylny dla rządu, no a że rząd finansuje tenże portal... 
By ponownie usiąść nad kartką papieru skłonił mnie wewnętrzny imperatyw, poczucie wobec otaczającej mnie rzeczywistości, że właśnie JA muszę. Jak to pięknie ujął Karol Wojtyła: "Każdy z Was młodzi przyjaciele ma w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które należy wykonać i wypełnić, nie wolno zdezerterować.". I tak też my dzisiaj jako nowa redakcja Soczewki stawiamy sobie nowe cele, gdyż czujemy się zobowiązani do wypełniania naszego Westerplatte.

Świat się zmienia. Zawsze tak było i będzie, póki istnieje. Mogłoby się wydawać, że przemija wszystko. Jednak od ponad 2 000 lat istnieje instytucja niewiele zmieniona w swych strukturach, wciąż - mimo schizm i podziałów - trwająca przy swoim. Mam na myśli rzecz jasna Kościół. I to nie tylko rozumiany w ujęciu wyższego duchowieństwa, ale przede wszystkim jako wspólnota. Trwa, istnieje, ale czy w świecie powszechnie aprobującym śmierć setek tysięcy ludzi w Syrii, w świecie przyznającym pokojową nagrodę Nobla prezydentowi USA propagującemu aborcję, w świecie 50 Centa i Rihanny, a wreszcie w świecie w którym Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca aborcję i spuszczanie odpadów, a w tym szczątków dzieci "do kanalizacji i latryn", jest jeszcze miejsca dla tego Kościoła? No i co za tym idzie - czy jest jeszcze miejsce dla Boga?

3 stycznia 2013

Zapowiedź pierwszego tekstu



by Anna Tworek


Jak myślicie, czego można się spodziewać?