13 października 2011

Kobieto - znaj swoje miejsce! cz.3



Patrząc na opisywaną sytuację, nasuwają mi się kolejne przemyślenia. Zastanawia mnie, dlaczego w 2011 roku, podczas wojny o parytety, kampanii na rzecz poluzowania prawa aborcyjnego, legalizacji związków partnerskich oraz praw mniejszości, nikogo nie interesuje dyskryminacja kobiet w Siłach Powietrznych – czyli ich docelowemu miejscu pracy.



Chciałbym zwrócić uwagę wszystkich bojowników o tolerancję i równouprawnienie na pewien fakt. Szanowny panie Januszu, szanowni członkowie Ruchu Poparcia Palikota, szanowne feministki – proklamujecie państwo nowoczesne, walkę o tolerancję, równość, likwidację dyskryminacji. Chcecie to osiągnąć poprzez legalizację związków homoseksualnych, zapewnienie kobietom prawa do dysponowania własnym ciałem, do którego zaliczacie aborcję. Moim zdaniem walka o tolerancję i równouprawnienie wymaga pewnej konsekwencji. I tak historycznie, w nowożytnej Europie najpierw miała miejsce walka o równouprawnienie kobiet, a dopiero o wiele później akceptacja małżeństw homoseksualnych w niektórych jej krajach.


Myślę więc, że wpierw powinniście państwo doprowadzić do końca sprawę równouprawnienia kobiet w kwestii dostępności wykonywanych zawodów i stanowisk – a sprawa ta nie jest zakończona choćby w przytaczanym prze ze mnie przykładzie Sił Powietrznych – a dopiero potem przejść do kolejnych etapów waszej walki o tolerancję. Pokażcie że jesteście konsekwentni! I że zależy Wam na mniejszościach – tych naprawdę małych i dyskryminowanych (wszak w 2010 r. kobiet w SP było ,,aż” 160, z tego kobiet-pilotów w okolicach 20-30…). Problem w tym, że niezbyt wybijające się mniejszości danego społeczeństwa mają to do siebie, że reprezentują niewielką siłę wyborczą. Tak więc walka o prawa dla nich nie zapewni kandydatowi/partii sporego wzrostu słupków w sondażach.


Politycy dzielą się na 2 zasadnicze typy. Pierwsi to tacy, którzy walczą o sprawę X dla samej sprawy – bo uważają, że jest słuszna. Drudzy to ci, którzy walczą o sprawę X dla głosów innych osób o nią walczących – pragną się przypodobać rodakom, a w konsekwencji otrzymać stołek. Tych drugich charakteryzuje to, że zazwyczaj po dorwaniu się do tzw. ,,koryta”, zapominają o sprawie, dla której walczyli. Oczywiście czasem sobie o niej przypomną – a zazwyczaj termin tego wydarzenia wypada tuż przed wyborami. Osobiście ciekaw jestem, do którego z dwóch podanych wyżej typów zaliczają się kandydaci RPP, i czy jeśli zdobyliby władzę (co obecnie przy poparciu jakim dysponują jest raczej niemożliwe), rzeczywiście bylibyśmy świadkami rewolucyjnych (nie mnie osądzać czy słusznych) zmian w Polsce w imię tolerancji, równości i równouprawnienia.


Wracając do zasadniczego tematu – chciałbym teraz skierować do dowódców naszych SP, przyszłego Ministra Obrony Narodowej (zapewne pozostanie nim Tomasz Siemoniak) pewną prośbę, apel:
Panowie Generałowie! Panie Ministrze! Skoro z powodu Waszych przekonań, kobiety nie mogą w naszych Siłach Powietrznych służyć na samolotach naddźwiękowych, błagam was: Niech nie przechodzą one, wartego kilka milionów zł szkolenia pod kątem samolotów, na których i tak nie będą mogły latać! Szkolenia, które do latania transportowcami jak C-295M lub An-2 jest im zupełnie niepotrzebne! Niech te pieniądze pójdą na uzbrojenie, zakup dodatkowej eskadry F-16 lub samolotów typu LIFT, modernizację MiG-29 i Su-22, czołgów, służbę zdrowia, cokolwiek! Cokolwiek, byleby nie szły w powietrze/błoto!


Jeśli Szanowni Panowie Generałowie mają z tym problem – bo np. jeśli kobietom wprost zabroni się wykonywania pewnych czynności w armii ,,bo tak”, to będzie to jawny przykład dyskryminacji płci pięknej w wojsku – mam do zaoferowania o wiele lepszy pomysł niż zapewnianie im pełnego (i zbędnego) szkolenia na odrzutowcach. Proponuję wykonać kolejną serię niezawisłych i obiektywnych testów w WIML, lecz tym razem, zamiast dowodzić że kobiety gorzej od mężczyzn znoszą przeciążenia, proponuję wykazać, że loty po prostu są ewidentnie i niezaprzeczalnie szkodliwe dla ich zdrowia. Dowodzenie fałszywych tez WIML ma już opanowane, więc z tym problemu być nie powinno. Gdy zaś już ten element będziemy mieć z głowy, można będzie wykorzystać zapis w przytaczanym już dokumencie z posiedzenia sejmowej komisji obrony, który mówi, że owszem, kobiety mogą wszelkie funkcje w wojsku wykonywać, ale tylko pod warunkiem że nie jest to szkodliwe dla ich zdrowia. Tym sposobem cały problem będzie rozwiązany – baby na myśliwcach latać w naszym kraju dalej nie będą – a przecież to jest jedną z najważniejszych ambicji Panów Generałów, o wiele ważniejsza niż dbanie o obronność, bezpieczeństwo etc. – a że nie będą już przechodzić kosztowych szkoleń na Iskrach, to od razu i trochę pieniędzy w budżecie się znajdzie.


W tym miejscu, tuż przed zakończeniem mojego wywodu, miałem zamiar powrócić do wspominanej na początku lejtnant Wiktorii Mekotowej i krótko opisać jej szanse na zrealizowanie swoich marzeń.Nie zrobię tego. Przyczyna jest prosta – na krótko przed napisaniem słów, które w tej chwili mój Drogi Czytelniku pochłaniasz, udało mi się wreszcie dogrzebać do rosyjskich źródeł, opisujących dalszy przebieg kariery dzielnej Ukrainki. Nie służy ona już na MiG-29. Została spisana na 40-letnie, rozpadające się samoloty patrolowe Be-12, ale stało się to w sposób znacznie bardziej niesamowity niż ma to miejsce w Polsce – zamiast nagłej zmiany przydziału tuż przed, pozwolono jej zacząć służbę na myśliwcach naddźwiękowych – tylko po to, by po pierwszym twardym i sknoconym lądowaniu (Ile Ukraińscy, niedoszkoleni i niedofinansowani piloci w ostatnich latach ich zaliczyli…) – mając żywy dowód na niższość kobiet za sterami – przepisać ją do jednego z najgorszych przydziałów jakie mogła dostać. Tak więc zamiast słowa o wyższości stereotypowej zacofanej Ukrainy w niektórych kwestiach równouprawnienia – będzie o równości Polski z naszym wschodnim sąsiadem, wobec którego wielu polaków tak lubi się wywyższać.


To już koniec naszej podróży po Siłach Dyskryminacji Rzeczypospolitej Polskiej (zwanych też Siłami Powietrznymi). Kraju, w którym rządzący czołowych partii, mających w ostatnich latach możliwość nim rządzić (SLD, PiS, PO), potrafią się przekrzykiwać w kwestii parytetów, umieszczać na swoich listach niezliczone ilości kobiet i poświęcić bardzo wiele byleby udowodnić że ,,my też jesteśmy za równouprawnieniem i walką z dyskryminacją!”.
Bo przecież zdaniem i SLD, i PiS, i PO – oceniając po ich działaniach w resorcie obrony – miejsce kobiety w naszym państwie jest wszędzie – w szkole, naukach ścisłych, sejmie, rządzie…
Wszędzie, byleby nie w kabinie naddźwiękowego samolotu bojowego. Czyli w zasadzie wszędzie – byleby w kuchni.

Super_SoldierPL


Zamieszczam poniżej listę źródeł z których korzystałem tworząc powyższy tekst:


Wspominane badania n.t. zwiększenia zdolności kobiet do znoszenia przeciążeń:

Oraz 2 inne opracowania z zakresu wpływu przeciążeń na pilotów:



Dokument z posiedzenia Sejmowej Komisji Obrony w sprawie sytuacji kobiet w wojsku:

Wywiad ,,Gazety Prawnej” z kmdr Bożeną Szubińską:

Reportaż z lotu Agnieszki Rylik w 31 elt.:

6 komentarze:

ermak pisze...

Pod pierwszą częścią pytałem o procenty, bo w USA żyje ok.150mln kobiet (w Polsce ok.15mln). Nawet jeśli ten sam procent z nich chce latać (prawdopodobnie w USA ten % jest większy), zakładając, że jest to 0,1%, otrzymujemy 150tyś dla USA i 15tyś dla Polski. Dalej większość z nich trafia (tak samo jak mężczyźni) do lotnictwa cywilnego. Powiedzmy, że kobiet które chcą latać w wojsku zostało 10tyś w USA i 1tyś w PL. Wszystkie szkolenia itd. co tam trzeba kończy/spełnia/przechodzi 10%. USA 1tyś, PL 100. Z tego 2% potencjalnie może latać na naddźwiękowcach. 20 USA, 2 PL. Można by rozpisać to samo dla mężczyzn, ale załóżmy że jest ich po prostu 10x więcej. 200 USA, 20 PL. W USA tak samo jak i w Polsce stosunek to 20/1. Ale zakładając, że tak samo za oceanem, jak i u nas występuje seksizm, rzeczywista relacja wynosi 50/1. W końcu dochodzimy do finiszu, z tych 200 amerykańskich dziewcząt tylko 4 będzie przekraczać barierę dźwięku, z 20 śwarnych Polek niestety żadna...

Mówi się, że mężczyźni są lepszymi kucharzami, ale jak widać wcale nie oznacza to, że jest więcej kucharzy niż kucharek. W przedszkolu chłopcy bawią się autkami, a dziewczynki lalkami bo same tego chcą, chociaż znowu pojawia się pogląd, że kobiety mając podzielną uwagę prowadzą lepiej. Kwestia tego, że panie w Polsce nie latają na naddźwiękowcach nie opiera się głównie na tym, że panowie mówią "NIE", tylko na ich upodobaniach. Reszta to liczby...

Rozumiem, że nawet jak panie przechodzą szkolenia to jest kasa wyrzucona w błoto, ale zapewne też nie wszyscy mężczyźni po szkoleniu mogą latać.

Ogólnie lektura dobra. 5!

ermak pisze...

tam ma być nie 20/1 tylko 10/1 ofc. :D

Super_SoldierPL pisze...

Skąd wziąłeś to, że szkolenia przechodzi 10% kandydatów? Skąd ci wyszło to, że 2% z nich nadaje się do latania naddźwiękowcami? To są dane wzięte z powietrza ermak...A kobiet na naddźwiękowcach w USA, jak odpisałem pod tamtym komentarzem, jest więcej niż 4, bo kilkadziesiąt...
,,W przedszkolu chłopcy bawią się autkami, a dziewczynki lalkami bo same tego chcą, chociaż znowu pojawia się pogląd, że kobiety mając podzielną uwagę prowadzą lepiej. Kwestia tego, że panie w Polsce nie latają na naddźwiękowcach nie opiera się głównie na tym, że panowie mówią "NIE", tylko na ich upodobaniach"
Nie jestem pewien jak mam rozumieć to stwierdzenie, więc zanalizuję je na 2 sposoby.
1. Chodzi ci o to, że panie na naddźwiękowcach nie latają, bo w młodości nie interesują się tym, co ktoś nazwał ,,męskimi rzeczami". Nie zgodzę się, bo po pierwsze, niejeden pilot w młodości kontaktu z lotnictwem nie miał, a po drugie, niejedna dziewczyna w przedszkolu bawiła się właśnie autkami zamiast lalek, jak ty to określasz (nawiasem mówiąc ciekawe, że takowe dziewczyny zwykle określa się mianem ,,innych"...).
2. Chodzi ci o to, że niedostępność samolotów naddźwiękowych dla kobiet w Polsce wynika z tego, iż większość kobiet nie pakuje się w te sprawy, w związku z czym są one traktowane jako elementy odszczepieńcze, w zdominowanym przez mężczyzn wojskowym świecie. Tak więc wspomniane wyjątki mają źle dlatego, że większość ich płci się tymi sprawami nie interesuje. I w takim wypadku masz rację. Do pewnego stopnia.

Bo twoje stwierdzenie można by wtedy przyrównać do tego, iż w średniowieczu kobiety nie miały większości praw, a w przypadku zdrady małżeńskiej zazwyczaj obrywało się tylko im, a nie mężczyźnie z którym męża zdradziły, ponieważ takie były ich upodobania - w końcu gdyby interesowały się wojaczką, władzą etc. to one rządziłyby tym światem i byłoby na odwrót.
Prawda, byłoby. Tylko co to ma wspólnego z sensem, rozsądkiem i równouprawnieniem?

Pozdrawiam

ermak pisze...

Nie rozumiemy się. Chodzi mi o to, że za dużą rolę przypisujesz seksizmowi, oczywiście że on występuje ale nie jest aż tak w tym przypadku znaczący.

W Polsce jest ogólnie mniej pilotów naddźwiękowców niż w USA, wynika to z dwóch rzeczy: liczba mieszkańców Polski jest mniejsza niż liczba mieszkańców USA i mamy mniej samolotów naddźwiękowych (jeśli się mylę to mnie popraw).

Teraz przechodzimy do podziału na mężczyzn i kobiety. Tych drugich jest mniej, bo na ogół kobiety interesują się głównie: modą, psychologią, dziećmi, kulinariami, etyką, muzyką, prawem, tańcem, czyli rzeczami mniej technicznymi do których zaś należą: motoryzacja, a więc i budowa samolotów, silników, promów kosmicznych, malowanie, wykładanie płytek, czyli ogólnie budownictwo itd.

Dopiero w tym momencie dochodzimy do braku równouprawnienia. Ma ono więc wg. mnie najmniejszy wpływ na małą ilość kobiet w samolotach naddźwiękowych.

(Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że jako człowiek wolałbym bardziej zatrudnić opiekunkę niż opiekuna do dziecka i analogicznie pilota niż panią pilot. Skoro więc popyt na opiekunki i pilotów jest większy niż na opiekunów i panie pilot, dlaczego dana osoba ma wybierać zawód w którym ma mniejsze szanse na znalezienie pracy niż płeć przeciwna.) - traktuj to jako mało znaczący dodatek.

Tym razem nie podałem żadnych cyferek a przedstawiłem to samo. Cyferki miały ułatwić zrozumienie, że nie liczą się one same ale ich stosunek do siebie.

W tekście pisałeś o badaniach, że fizyczne kobiety nawet bardziej nadają się do latania niż mężczyźni. Jeśli przełożony czuje, że lepiej mu się dogadać z panem niż z panią i zatrudnienie pana wprowadzi mniejsze zamieszanie w szeregach niż płci pięknej, to nawet jeśli ona jest lepsza niż jej kolega (jeśli pracodawca dobrze o tym wie, a nie dokonuje wyboru na podstawie stwierdzenia "nie chce baby"), decyzją słuszną jest wybór chłoptasia.

Zgadzam się, że byłoby lepiej gdyby ludzie nie mieli takich obaw jak przełożony powyżej, ale IMO nie powinno się przypisywać temu takiego znaczenia jak Ty w swoim tekście.

5!

Super_SoldierPL pisze...

,,Ma ono więc wg. mnie najmniejszy wpływ na małą ilość kobiet w samolotach naddźwiękowych.".
Tyle tylko że nie mówię w moim artykule o małej ilości kobiet w samolotach naddźwiękowych. Mówię o ich zerowej ilości, a to subtelna różnica. Zdaję sobie sprawę z tego, iż gdyby kobiety nie byłyby w tym względzie w Polsce dyskryminowane, to ich liczba na F-16/MiG-29/Su-22 wynosiłaby prawdopodobnie około 5-7. Mówię o tych dziewczynach, które jednak interesowały się budową i konstrukcją silników, pilotażem etc., spełniały wymogi medyczne, przeszły szkolenie bez większych uwag instruktorów - innymi słowy nadawały się - a i tak trafiły na transportowce.

,,Jeśli przełożony czuje, że lepiej mu się dogadać z panem niż z panią i zatrudnienie pana wprowadzi mniejsze zamieszanie w szeregach niż płci pięknej, to nawet jeśli ona jest lepsza niż jej kolega (jeśli pracodawca dobrze o tym wie, a nie dokonuje wyboru na podstawie stwierdzenia "nie chce baby"), decyzją słuszną jest wybór chłoptasia."

Po pierwsze, większości przełożonych w Polskiej Armii idzie się dogadać wyłącznie z osobami, które są wobec nich zależne i nie cechują ich kreatywność i skłonność do wychodzenia ze słuszną inicjatywą (cechy wybitnie niepożądane w Polskiej Armii), a najlepiej podzielają entuzjazm ,,trzymania się stołka za wszelką cenę" (cecha wspólna z większością polityków :D). Cóż, może stąd bierze się gigantyczna skala nepotyzmu w SZ RP.

Po drugie, idąc twoim tokiem rozumowania, USA nigdy nie powinny były dopuścić czarnoskórych do stopni oficerskich, polityki, nauki etc. No bo przecież zamieszanie w szeregach obrońców wyższości jedynej słusznej rasy było ogromne kiedy nagle ktoś wymyślił że czarnoskórzy mają takie same prawa jak oni...

Dlaczego uważasz że niedoprowadzenie do ,,zamieszania" jest słusznym argumentem w odrzucaniu czegoś? Czy w takim razie powinniśmy byli odrzucić wszystkie teorie Einsteina, Schroedingera i im podobnych(masz pojęcie jakie zamieszanie w szeregach naukowców wywołali ludzie, którzy mieli czelność podważyć perfekcyjne i zawsze słuszne ustalenia Newtona?)?

Dlaczego uważasz niedoprowadzenie do zamieszania i wygodę w dogadywaniu się z podwładnymi (to drugie to, jak wspominałem, zupełny kosmos, widzę że nie za bardzo się orientujesz w kuriozalnej rzeczywistości polskiej armii :P), a tym samym odrzucenie takiej dziewczyny za słuszną decyzję? Dziewczyny, która (uwaga, teraz będzie mega-uber-super-hiperbolizacja), będąc fizycznie lepiej przystosowaną, wytrzyma tych kilka sekund dłużej przyspieszenie +9G i dzięki temu wygra walkę manewrową (o ile jakimś cudem w XXI wieku do takiej dojdzie :P) z wrogim myśliwcem w roku 20XX, a następnie zestrzeli eskortowany przez niego bombowiec taktyczny, tym samym ratując miasto Y i XXXXX jego mieszkańców przed atakiem nuklearnym...
No ale przecież ważniejsze jest niewprowadzanie zamieszania wśród męskiej kadry lotniczej...(koniec hiperbolizacji :D)

A znaczenie sprawie przypisuję dlatego, że trochę osób z tego środowiska poznałem, trochę historii takowych dziewczyn też, jak i trochę dziewczyn które dopiero wybierają się do WSOSP (powtarzających jak mantrę formułę ,,może do czasu aż skończę się zmieni..."). Ogólnie, miałem możliwość poznać skalę seksizmu w SP.

Na koniec - z moich doświadczeń z pewnej cywilnej uczelni z kierunkiem lotnictwo, na której obecnie studiuję - zdziwiłbyś się (sam się zdziwiłem), ile dziewczyn na wspomnianym kierunku tejże uczelni studiuje. Dodam, że ich ilość zdecydowanie zaburza statystykę zainteresowań mężczyzn i kobiet - bo stosunek kobiet do mężczyzn w lotnictwie jest większy niż w wielu innych dziedzinach uznawanych za ,,męskie". Nie wiem z czego to wynika. I szczerze mówiąc niewiele mnie to obchodzi. Bo akurat w cywilnym lotnictwie w Polsce problem seksizmu jest znikomy (czytaj: taki jak w innych dziedzinach, choćby motoryzacji).

Pozdrawiam

ermak pisze...

"...wynosiłaby prawdopodobnie około 5-7."
No te liczby mi się podobają i taka może być rzeczywiście skala seksizmu w tym przypadku.

Nie widzę potrzeby żeby uzasadniać resztę, bo i tak pod ten temat nikt oprócz nas pewnie nie zagląda, a lepiej bym zrobił pisząc nowy o tym co w komentarzach.

pjiontka! :)

Prześlij komentarz