17 września 2011

Wszystko złoto co się świeci?

W jaki sposób Janusz Korwin-Mikke zdobył poparcie młodych, jak buduje politykę, co ma wspólnego z JP? Dlaczego hasło "Wolnośc, Własnośc, Sprawiedliwośc" nie jest tym, czego się po nim oczekuje?



W pewien - wyjątkowo ciepły - letni wieczór siedziałem na krześle przed komputerem z zamiarem zaznajomienia się z prognozowanymi wynikami tegorocznych wyborów. Odpoczywałem spokojnie po całym dniu, będąc pewien, że nic nie wyprowadzi mnie ze stanu chwilowego otępienia. Jakież było me zaskoczenie, gdy w końcu odnalazłem na jednej ze stron ankietę do wypełnienia, a następnie ujrzałem wyniki. Czarno na białym napisane było, że w tym roku z ponad trzydziestoprocentowym poparciem wybory wygra... Kongres Nowej Prawicy. Że co?!


Partia Janusza Korwin-Mikkego stała się wszystkim tym, czym być miało nowo powstałe ugrupowanie Polska Jest Najważniejsza - stała się konkretną alternatywą wyborczą z poglądami diametralnie różnymi od swych kontrkandydatów. Problem dzisiejszej sceny politycznej (i jej w gruncie rzeczy kryzys) polega głównie na skupieniu wszystkich obozów wokół dwóch głównych. Platforma Obywatelska jak i PiS rozdają karty, a PSL i SLD co najwyżej tworzą koalicję, opowiadają się za jedną lub drugą stroną. Nie walczą już tak zażarcie o nowe ustawy i zmiany prawa. Polski elektorat zdecydowanie mógł poczuć już znużenie tą sytuacją, trwającą nieprzerwanie od roku 2005. Lukę po niespełnionych obietnicach i pragnieniach stara się wypełnić właśnie Kongres Nowej Prawicy.


Korwin-Mikke nie chce być drugim Lepperem, wyłaniającym się niemal znikąd i uzdrawiającym potrzeby społeczeństwa przywódcą. Sam mówi: "To nie ja mam dostosować się do świata, tylko świat do mnie". Jeździ po kraju, rozmawia z ludźmi i - jak sam stwierdza - żadnej debaty się nie boi. To jest jego atut, wchodzi w politykę, nie można mu niczego zarzucić, w żaden sposób wskazać błędów przeszłości. Człowiek spokojny, ale pewny siebie, zrównoważony, ale walczący o swe zdanie, doświadczony, ale ze świeżymi pomysłami. Cóż, ideał? Wszystko złoto, co się świeci?

JKM znalazł remedium na przyciągnięcie młodych, gniewnych, lubiących niegrzeczne zabawy do urn wyborczych. Jest to prosta, łatwa i przyjemna legalizacji marihuany i wszelkich narkotyków tzw. "miękkich". Pod hasłem wyborczym "Wolność" kryje się niepostrzeżenie uzależnienie od tych środków znacznych mas społeczeństwa. Ktoś może zarzucić mi w tym momencie, że przesadzam, a narkotyki jak ktoś chce, to i tak dostanie. Tu bym polemizował, aczkolwiek w sukurs nadchodzi stare, ludowe przysłowie. Gdyby wrzucić żabę do wrzątku, to zacznie uciekać w zagrożeniu życia; jeśli jednak wsadzimy ją do wody chłodniejszej i zaczniemy podgrzewać, to ani się zorientuje, a będzie po niej. Czy nie tak samo dzieje się z tymi, którzy zaczynają na tabace, poprzez papierosy, "trawę", narkotyki miękkie, a kończą na tych najtwardszych? Przecież tylko chcieli spróbować.


Kolejna składowa hasła KNP (po "Wolności") to " Własność". Korwin-Mikke  ma plan sprywatyzowania wszystkich (_!_) instytucji i ajencji, które do tej pory należały do państwa Polskiego. Teraz przypuśćmy następującą sytuację - w pewnej miejscowości znajduje się prywatny szpital, jedyny w promieniu 100 km ( bywa i więcej). Właściciel w miejscu szpitala buduje basen albo podwyższa ceny do sfer niebotycznych, albo zamyka placówkę, albo odsprzedaje innym krajom... Co wtedy? Odwrotów już nie będzie. Uważam, że niektóre nieruchomości sprywatyzować można, a nawet należy (jak np. koleje), ale nie wszystko, nie wszystko.

Ostatni człon hasła to "Sprawiedliwość". Jak dobrze wiemy, aby państwo prawidłowo funkcjonowało potrzebne są trzy sprawne instytucje, sprawujące poszczególne funkcje: władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza. W innym wypadku kraj ogarnia dezercja i wszechobecny nihilizm, a do tego wystarczy niesprawność jednej ze składowych. Tymczasem JKM pragnie znacznego zmniejszenia liczby policjantów (co też spodoba się pokoleniu JP) i pozostawienia funkcjonariuszy wyłącznie na poziomie lokalnym, bez odgórnych dowódców. Sam Janusz Korwin-Mikke wypowiada się na temat prawa: "W ogóle nie dopuszczam możliwości, by istniał jakikolwiek urząd, który by mi czegokolwiek zabraniał". Kongres Nowej Prawicy wyraźnie dąży do anarchii, propagowanej przez co poniektóre polskie (niszowe pod względem artystycznym) zespoły muzyczne, których nazw nie przytoczę. Od kiedy odgrzewane kotlety (zwane przez KNP nowatorskimi pomysłami)  zwane są nową jakością?

Do tych ciemnych stron przekonań Korwin-Mikkego dochodzi także zmasowany antyklerykalizm (więcej o istocie sprawy tutaj) oraz niezbyt dobrze świadczące wypowiedzi na temat demokracji. Np. "Demokracja polega na tym, że jeżeli ja z panem i panią będziemy na bezludnej wyspie, to większością głosów ustalimy, że pani ma z nami na zmianę sypiać! To jest właśnie demokracja! A mając większość 2/3 wpiszemy to nawet do konstytucji". Sęk w tym, że znaczącą i odgrywającą pierwsze skrzypce częścią demokracji jest prawo. Prawo, które zakazuje jednego, nakazuje drugie i każe za trzecie. No ale cóż, ustrój panujący na świecie w gros cywilizowanych państw od ponad 2000 lat jest zły według JKM. Jeżeli czegoś się nie rozumie, to zawsze jest złe i głupie.

Postawa przyjęta przez Kongres Nowej Prawicy to swoiste "show". Postać nie tak znana, zdecydowanie przedstawiająca swe skrajne poglądy, mówiąca o źle na scenie politycznej, a na dodatek w dobrym miejscu i czasie. A Polaków jak to Polaków pochłaniają emocje i chcąc odmiany, wolą oddać głos na tę właśnie partię. Pan Janusz chce pokazać - mówiąc słowami jego przeciwnika Janusza Palikota - że "Polityka nie musi być wkurwiająca". Czy osłabienie realnej siły demokracji, usunięcie Kościoła z kultury III. Rzeczypospolitej Polskiej, legalizacja narkotyków i wyprzedanie państwa to aby na pewno ta długo zapowiadana nowa jakość?

P.S. Wyniki podane na początku tekstu to tylko ankieta internetowa, realny elektorat nie przekracza paru procent.

4 komentarze:

Super_SoldierPL pisze...

Dobry, rzeczowy i fajny artykuł. Podoba mi się.
Nie mogę się jednak zgodzić z wszystkimi zawartymi w nim tezami. Rozumiem twoje obawy na temat uzależnienia sporej części społeczeństwa od narkotyków. Piszesz że polemizowałbyś z twierdzeniem, iż ,,jak ktoś chce, to i tak dostanie". Ja natomiast, czy to wspominając lata szkolne, czy to niedawne czasy gdy mieszkałem jeszcze w akademiku a pewien kolega z akademika obok oferował mi (i wszystkim) trochę ,,marii", koleżanka zaś na pierwszą imprezę przyniosła pakiet ,,zioła", nie mam co do prawdziwości tego stwierdzenia wątpliwości.
Narkotyki już są szeroko dostępne. Legalizacja niektórych z nich tego nie zmieni.
Nie uważam narkotyków za coś dobrego czy neutralnego (pomijając zastosowania medyczne). Narkotyki to zło, jestem o tym przekonany (choć sam nie mam z nimi doświadczeń). Ale w sytuacji kiedy to zło i tak jest wszędzie, i nie widać nigdzie w pobliżu możliwości jego skutecznego zwalczania - no do jasnej ciasnej, to może chociaż nasze państwo na tym trochę zarobi. Pieniędzy brakuje na wszystko, dlaczego więc nie zalegalizować tego co już i tak jest, i mieć z tego pieniądze na służbę zdrowia, obronność, edukację...
Jestem pewien że sporo osób wolałoby produkować narkotyki legalnie i płacić od tego podatek, zamiast ukrywać się przed prawem jak obecnie (bo że od tak rzucić tego nie zamierzają nie mam wątpliwości).
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że po legalizacji narkotyków wykonanie kiedyś w przyszłości ,,kroku wstecz" i przeprowadzenie bezpardonowej walki z narkotykami będzie o wiele trudniejsze. Tylko jak na razie nie widzę dookoła przygotowań do takowej.
Nie jestem gorącym zwolennikiem legalizacji. Nie mam wyrobionego klarownego zdania w tej sprawie (W przeciwieństwie do np. sformalizowania prostytucji, opodatkowania jej etc. I tak jest - od tysięcy lat była - więc niech chociaż państwo ma z tego jakieś pieniądze. A może przy okazji uda się zmniejszyć zjawisko handlu ludźmi i porywania młodych kobiet - bo na razie jakoś nam to nie wychodzi). Ale widzę plus legalizacji narkotyków tzw. ,,miękkich" - zarobek dla państwa, które w tej chwili bardzo go potrzebuje.

Natomiast jeśli już walczymy z uzależnieniem społeczeństwa, to bądźmy konsekwentni - zdelegalizujmy i papierosy (nie ironizuję, mówię serio). W końcu też są szkodliwe i uzależniają. Pojawi się wtedy tylko pewien problem - po pierwsze, jak obliczyli ekonomiści, państwo więcej zarabia na przemyśle tytoniowym, niż traci na leczenie z funduszu osób przez niego chorujących (którym moim zdaniem leczenia z funduszu powinno się odmawiać dopóki nie zerwą z nałogiem - zbyt wielu widziałem chorych w szpitalu leczonych z NFZ, wychodzących sobie parę razy dziennie na papieroska). Dużo więcej.(Oczywiście rachunek nie uwzględnia zwiększonej umieralności społeczeństwa, ale to akurat jest problem o wiele bardziej złożony).
Po drugie zaś - partia która zdelegalizuje papierosy i zacznie je zwalczać (w ogniu krytyki o zwalczanie swobód obywatelskich - który podejrzewam byłby 10x większy niż obecnie w - dla odmiany słusznej - kampanii przeciwko nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej), przegra kolejne wybory...
Bo jednak nasza Polska demokracja taka cudowna nie jest. Nie w społeczeństwie takim jak Polskie, którego ogromna większość jest wybitnie egoistyczna i krótkowzroczna. W nim demokracja po prostu nie może działać jak należy (a brak wystarczającej liczby porządnych polityków tylko pogarsza sprawę).
Trzeba więc zmienić społeczeństwo. Albo usunąć demokrację, jak postuluje JKM. I niestety ta druga opcja wydaje mi się łatwiejsza (co nie znaczy lepsza) do zrealizowania...

Paweł Szala pisze...

Narkotyki są szeroko dostępne, tak samo jak i handel ludźmi jest zjawiskiem wręcz powszednim, ale nie jest dozwolony. To go zawsze trochę hamuje, nie pozwala na całkowitą swobodę. Nie da się wyplenic, ale nie można sobie "zaciągnąc" idąc po ulicy, bo wiadome, że źle się to może skończyc. To jesy ta różnica.
Narkotyki to degeneracja w najmocniejszym tego słowa znaczeniu i nawet jeśli państwo ma zarobic na interesie krocie, to jestem gorącym przeciwnikiem tejże idei. Sam miałem już nieraz do czynienia z osobami po "prochach" w miejscu niezabudowanym lub wieczorem i szczerze nie życzę tego nikomu.
Papierosy - wiadomo - też są szkodliwe, ale nie wprowadzają człowieka w taki stan jak narkotyki, nie zaburzają zmysłów. Jeżeli mówimy o rzeczach, które mogą spowodowac szkodę, to równie dobrze można popełnic sepuku nożem kuchennym. Jak mawiał mój nauczyciel: "Rzeczy nie są złe same w sobie, tylko człowiek decyduje, do czego mu posłużą". Dynamit stworzony przez Noble'a służył do wysadzania kopalni i zdobywania szybkiego surowców. A dzisiaj? 90% to zastosowanie wojenne.
Jednakże zgodzę się z twierdzeniem, które powiedziałeś, ale nie powiedziałeś. Zasugerowałeś. Politykom brakuje jaj, nie chcą zrobic czegoś dobrego dla państwa, jeżeli ma to godzic w ich interes i mogą utracic "stołki".
W każdym kraju politycy są inni, bywa i gorzej niż w Polsce, ale lepszego ustroju niż demokracja zwyczajnie nie wymyślono. Idealnego nie ma.

Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Generalizujesz troszkę... Popatrz na Czechy, czy też sławną już Holandię. Tam po dobrze przygotowanych kampaniach informacyjnych 'dla ludu', bez najmniejszych oporów wprowadzono pełną (w przypadku Czech) lub częściową (a właściwie jej braku, wbrew powszechnej opinii, ale to już problematyka natury prawnej. Przypuścmy, że jest to forma legalizacji... w przypadku Holandii) legalizację narkotyków, czy to twardych, czy to miękkich (chociaż to bardzo durny podział). Holendrzy od lat słynący ze swojej tolerancji wobec wszystkiego nie spotkali się żadnym gwałtownym rozrostem narkomanii, nie stwierdzono też niczego takiego w Czechach.
Żeby było jeszcze zabawniej, większość Państw Unii Europejskiej w rzeczywistości w pewnym stopniu dopuszcza posiadanie niewielkich ilości na swój użytek. Przykład: Austria - teoretycznie nie możesz posiadać ani grama, ale tylko teoretycznie. W praktyce (czego ustawodawcy są świadomi) całość sprowadza się do indywidualnej decyzji policjanta, który podejmuje interwencję w sprawie posiadania. Niemcy - tutaj zapraszam do zapoznania się z decyzją niemieckiego sądu najwyższego. I tak dalej, i tak dalej...
Co do zarobkowania Państwa na procederze handlu, czy też szerokopojętego dostępu do narkotyków, to tutaj sprawa jest jeszcze prostsza. Holendrzy w swoich shop'ach handlują tymi 'zabawkami', państwo nakłada na to akcyzę i podatki jak na każdy inny narkotyk (jak nikotyna czy też alkohol - tak, to też narkotyki). W Czechach mamy zaś sytuację czystej oszczędności dla budżetu państwa. W końcu teraz nie wsadza się tam ludzi na lata za kratki za posiadanie jakichś śmiesznych ilości trawy. Ponadto czesi zlikwidowali w większości jednostki do walki z przestępczością narkotykową. Zostały tylko niezbędne oddziały. Czysta oszczędność w dobie wszechogarniającego kryzysu.

Generalizowanie w każdym wypadku jest złe, zapamiętaj. Każdy kij ma dwa końce.

A co do Pana JKM - osobiście go nie trawie, to człowiek, który nigdy na polskiej scenie nie powinien się pojawić, a skoro już się pojawił, to powinien z niej jak najszybciej zniknąć.

Pozdrawiam,
Kamil

Paweł Szala pisze...

No cóż, w większości pozostaje mi schylic głowę i się zgodzic.

Ogólnie narkotyki nie są absolutnie dozwolone według europejskiego międzynarodowego prawa, ale poszczególne kraje w różne sposoby "uealastyczniają" prawo.

Jest jeszcze kwestia mentalności narodu. Jedna z głównych, Polska jakby nie patrzec nie jest w gros procentowym społeczeństwem tolerancyjnym. Dlatego też przyjmuję Twe argumenty, ale legalizacji tu i teraz jestem przeciwny.

Pozdrawiam również.

P.

Prześlij komentarz