8 września 2011

Mamooo, bo pani w szkole mówiła... cz.2

Od Pawła: ermak wziął się za analizę epok w oparciu na stosunek świata do Kościoła. Tekst równie interesujący, co poprzedni, a może nawet bardziej. Miłej lektury!

Po dwunastu latach edukacji szkolnej o Średnich Wiekach wiedziałem, że były zacofane, ociemniałe, a ludzie prowadzeni przez Kościół żyli w nędzy i ubóstwie, powierzając się Bogu. Późniejsze odrodzenie to z kolei czasy „zerwania kajdanów”, uwolnienia się człowieka spod ograniczonej myślowo wspólnoty Kościelnej, ubóstwienie gatunku ludzkiego i podejmowanie wszelkich działań w imię nauki z hasłem „Homo sum; humani nihil a me alienum puto.”* na ustach. Zwięzła, prymitywna konkluzja, rodząca się z takich nauk: średniowiecze złe, renesans dobry. I z takim oto obrazem tamtych czasów żyłbym do dzisiaj, a może i dłużej… Jednak - na moje szczęście - otworzono mi oczy w ostatnim roku przygody ze szkołą.

Po upadku Cesarstwa Zachodnio-Rzymskiego załamała się kultura europejska, a Kościół został spadkobiercą cywilizacji w wielu egzystencjalnych kwestiach, m.in
. w edukowaniu ludzi i dbaniu o historię, a co za tym idzie – dbaniu o kulturę i normy moralne. Po kolejnej burzy, której chmurami, błyskawicami i deszczem byli wikingowie, muzułmanie i Madziarzy, to Kościół (tak, ten ociemniały i zacofany), zapoczątkował odrodzenie naukowe. Mnisi wyzywani dzisiaj od gejów i oskarżani o pedofilię, dbali o poprawę warunków bytu ludzi ówczesnej epoki. Zgłębiając i poszerzając botaniczne horyzonty, nauczając metalurgii, przepisując starożytne mądrości stali się niepisanymi, cichymi bohaterami ówczesnego świata. Byli oni pionierami w kwestii nowych technologii (w lustrzanym wręcz przeciwieństwie do dzisiejszych standardów), uczyli czytać i pisać (analfabetyzm sięgał bagatela kilkudziesięciu procent ludności), opiekowali się wędrowcami, nieśli pomoc potrzebującym... To w średniowieczu powstawały najsłynniejsze uniwersytety, których papiestwo było politycznym protektorem.

Po istotnych wydarzeniach dla świata, zawsze następuje podsumowanie ich przez historyków, ale także próby wybicia się, złamania dotychczasowych norm, w celu zaczerpnięcia nieco nowości. Oto jeden z przykładów. Galileusz żyjący w latach 1564-1642r. był zwolennikiem teorii o heliocentrycznej budowy świata. Jego konflikt z Kościołem katolickim polegał na tym, że katolicy nie mogli pozwolić na rozpowszechnianie tejże koncepcji, ponieważ była ona sprzeczna z określonymi fragmentami Pisma Świętego, a co za tym idzie - gdyby taka zgoda się pojawiła, protestanci zyskaliby nowy argument do ataku skierowanego na Kościół. Duchowieństwo katolickie mówiło więc stanowczo „nie” dla poglądów Galileusza nie dlatego, że było durne, ciemne i głupie, ale dlatego że bało się o kolejną, bezsensowną utratę wiernych. Od narodzin Chrystusa i przyjęcia katolicyzmu w Cesarstwie Rzymskim religia i dogmaty były od razu wskazywane palcem. Od roku 1517 (reformacja) pojawiły się alternatywne ścieżki drogi duchowej i nawet wiara przestała być stałą, niezmienną, co zauważyc można chociażby w poezji Jana Kochanowskiego. Galileusz jako więzień traktowany był bardzo ulgowo w przeciwieństwie do współziomków w celach i jak możemy przeczytac: „Proces Galileusza był jednym z wielu procesów sądowych. Nie wyróżniał się żadnymi szczególnymi właściwościami, być może z wyjątkiem tego, że Galileusza potraktowano dość łagodnie, pomimo kłamstw i prób oszustwa z jego strony" i „W czasie pobytu w niej (w willi, gdzie odsiadywał dożywotni areszt domowy) był odwiedzany zarówno przez naukowców jak i przez dostojników kościelnych, z którymi prowadził dysputy. Ostatecznie zakaz opuszczania willi został mu uchylony. Drugą częścią kary Galileusza było cotygodniowe odmawianie siedmiu psalmów pokutnych przez trzy lata, co czynił nadal po jej zakończeniu z własnej woli.”** Wydaje się, że sam Galileusz rozumiał, dlaczego Kościół w tamtym czasie nie mógł zgodzić się z jego wizją świata, ale dążył on do prawdy, która dla wiernych była w tamtym czasie bardzo niebezpieczna.
W dzisiejszych czasach sytuacja wygląda trochę inaczej. Teraz partie polityczne nie chcąc wystawiać się na lincz ze strony swoich konkurentów, boją się otwarcie zgadzać ze stanowiskiem Kościoła, czy to w sprawach opisanych poprzednio przeze mnie: aborcją i eutanazją, czy z zapłodnieniem in-vitro. Jak znacząca jest dzisiaj partia Marka Jurka, która wprost opowiada się za jego nauką? Jaki % ludzi wie w ogóle o jej istnieniu? Czemu jest to winne? Chyba tylko wszechobecnej antykościelnej propagandzie.

Kiedyś duchowni katoliccy pilnowali aby ludzie nie pobłądzili wierząc w herezje głoszone przez "wielkich oświeconych", dopóki sami nie zbadają danej sprawy, trzymali w ryzach współczesną im naukę, bo wiedzieli że ludzie gotowi są uwierzyć we wszystko co nowe i postępowe. Dzisiaj liczne organizację pilnują aby ludzie szli przez życie z klapkami na oczach. Podsuwając im złote myśli utwierdzają ich w przekonaniu o swej mądrości, niezależności i samowystarczalności, żeby przypadkiem nie przyszło komuś do głowy, że do pełni szczęścia potrzebny jest Bóg i Kościół.


*Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce.
** źródło: Wikipedia


Marek "ermak" Jasiura

1 komentarze:

Joanna Skwara pisze...

1) Galileusza przesladowano, bo byl podobno nie do zniesienia. Z pism wynika, ze to jakis megaloman musial byc :D. Ciagle wdawal sie w spory z papiezem, to mu pokazali, gdzie jego miejsce.
2) Wiedza o kulistosci ziemi i heliocentrycznym ukladzie planet znana byla w krega ludzi wyedukowanych juz od poznego antyku. Chlop na roli nie mial o tym pojecia, ale go to pewnie tez nie interesowalo. Kosciol wydawal dziela (autorstwa jakiegos mnicha, ktorego nazwiska nie pamietam) wlasnie potwierdzajace te teorie zanim zrobil to galileo.
3) Przypisywana sredniowieczu ciemnota to taka legenda, ktorej strasznie trudno sie pozbyc. Nie ma spojnej definicji sredniowiecza, nie ma tez jednolitego obrazu, a kazdy, kto probuje wprowadzic jakies uogolnienia, czesto popelnia przez to bledy.
valete!

Prześlij komentarz