21 sierpnia 2011

"Moje pokolenie pogodziło się ze światem, a ja z nim wraz."

Od Pawła: Tym razem ermak uczy nas pragmatycznego podejścia do życia, ażeby się "nie przejechac" oraz wskazuje ubytki moralne naszej cywilizacji. Zapraszam do lektury!

Dzisiejszy tekst dobrze opiszą dwa cytaty (a nawet trzy bo jeden jest wyżej):
- „Optymizm to obłęd dowodzenia, że wszystko jest dobrze, kiedy nam się źle dzieje.” – Wolter,
„Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku, bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze niż spokój.” - Eldo.


         Nieraz słyszeliście o szklance w połowie pełnej i o różowych okularach. Jeśli ktoś w pełni oddaje się podmiotowi do, którego należą te rzeczy, muszę go zmartwić, bo to atrybuty głupca. Dziś mowa będzie o optymizmie, pesymizmie i czymś jeszcze.  Jako, że optymizm uważa się za lepszy, jego nadmiar przedstawię pesymistycznie.



         „Miałam kiedyś okulary, takie nieduże i różowe. Patrząc przez nie widziałam tylko tą lepsza połowę. Nie chciałam ich ściągać, tak było mi w nich dobrze, nie sądziłam, że prawda o życiu kiedyś do mnie dotrze. Miałam wszystko czego potrzebowałam, ze wszystkim dawałam sobie radę, wszystko mi się udawało, niczym się nie martwiłam i nawet w dzień pochmurny dla mnie z nieba świeciło Słońce. Byłam jednak w błędzie. Widziałam co widzieć chciałam, a nie to nad czym część z nas rozpacza i rozpaczała. Problemy nie znikają same, choć prawdą jest, że „gdy nie ma rozwiązania, to nie ma problemu”. Wszystko co złe, smutne i przykre zdarzyć się może, dlaczego więc wierzyć że najgorszemu sama, a nawet w czyimś towarzystwie, stawię czoła albo stanę na drodze? Że krzyknę „STOP!” i pechowi podłożę nogę? Że go powstrzymam przepełniona optymizmem?
        Moje okulary zniknęły, a były one w tedy jedyne w swoim rodzaju, zniknęły i jestem wdzięczna temu. kto je ode mnie zabrał. Jednak czuję się winna, że po ich powieleniu ludzie, którzy je zdobędą zapominają o prawdziwym, myśląc tylko o ziemskim raju. Pozbywając się swojego, obarczyłam innych „optymizmu problemem”. Niektóre rzeczy lepiej dostrzegać takie, jakie są naprawdę albo z ich szarym odcieniem.”
           To wyżej, to tylko część opowieści o różowych okularach. Wypowiada się w niej, jedna z ich pierwszych właścicielek, ostrzegając przed tym co dociera do nas dzisiaj z każdej strony. Chodzi o wszechobecne hasła: „jest dobrze”, „nie przejmuj się”, „będzie lepiej”, „nic ci się nie stanie”, „dasz radę”. Często te słowa  mają za zadanie nas pocieszyć, pokrzepić, dodać otuchy, ale równie często stają się klapkami na oczy i w cale nie są one wykorzystywane w dobrej wierze. Mają zasłonić to czego ktoś nie chce nam pokazać i nie z troski o nas, a ze strachu, że zobaczymy zbyt wiele. Na tym polega przykładowo: propaganda ludzi sprawujących władzę. (Tak było zawsze. Jest i będzie. Bo człowiek robiąc karierę, spełnia się zawodowo, zarabia coraz większe pieniądze, a w chwili kiedy stać go na wszystko interesuje się już tylko władzą i ludzką wolnością, a dokładnie jej kontrolowaniem.) Gdy dzieje się coś złego słyszymy „Proszę zachować spokój” (przecież nikt nie chce siać paniki), potem już po fakcie „Pomożemy wam, nikt nie zostanie bez pomocy” (głaszczemy grzeczne baranki), jeszcze później „Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy” (a jakże by inaczej?), w końcu nic nie słychać, nastaje cisza i milczenie, takie samo jak wtedy, gdy wszelkie wcześniejsze  przesłanki o tym, co może się stać pozostają bez odzewu. Chyba wiecie czemu... („będziemy się martwić jak to nastąpi” / „nie martwmy się na zapas”). Wielka pętla złudzeń, a my w niej. Wystarczy się wznieść i popatrzyć ponad nią, ponad horyzont który ona wyznacza, aby dostrzec prawdę o tym, co nas otacza.
            Nie uważam, że optymizm jest zły i jedyną liną, na której powinniśmy pokonywać życie jest pesymizm czy realizm. Myślę, że tą alternatywną liną jest defensywny pesymizm, a pomocniczą może być „różowa” linka. Mimo że wyżej krytykuje różowe szkiełka to wiem, że są one dla wielu jak cukier w herbacie (ilu z nas jednak oduczyło się słodzić?).
            Czym jest pesymizm defensywny? Inaczej pesymizacja (wg. naszej kochanej Wiki) -
 skłonność do przesadnego przewidywania wielu przeciwności, które mogą pojawić się na drodze do osiągnięcia zamierzonego wyniku. Przyjmowana w celu lepszego przygotowania się do zadania. Pesymizacja jest jedną z zasad projektowania urządzeń. Zasadą fundamentalną przy projektowaniu urządzeń jądrowych, w szczególności reaktorów jądrowych. Przyjmuje się, na przykład, awarię urządzeń mających zabezpieczać przed awarią, opiera się na bardziej pesymistycznych wynikach badań bezpieczeństwa, nawet jeśli istnieją lepiej udokumentowane badania z bardziej optymistycznymi wynikami, itp. Dlaczego nie stosować tego w zwykłym życiu? Założyć, że stanie się wszystko co najgorsze, przemyśleć to i temu zapobiec albo tępo olać myśląc, że nic złego się nie stanie, a może z umiarkowanym optymizmem wierzyć, że poradzimy sobie, bo w głowie już przez to przeszliśmy.
            A teraz pytania dla Was. Skoro tak dużo ludzi chce widzieć szklankę w połowię pełna, widzi ją i zachęca do takiego jej postrzegania, skąd biorą się ci, którzy wylewają z siebie wszystkie smutki i żale do internetu, tworząc przeróżne obrazki, "demotywatory", definiując przyjaźń i miłość na setki sposobów, ciągle narzekając że nie mogą ich spotkać? Skoro świat się rozwija, a człowiek w swym nieskończonym geniuszu przechodzi sam siebie, dlaczego na świecie jest tyle krzywdy i cierpienia? Skoro ludzie są tacy dobroduszni, że pomagają przetrwać wymierającym gatunkom, dbają o środowisko bo inaczej nasza ukochana Matka Ziemia umrze, dlaczego nie skupiają się w pierwszej kolejności na pomocy drugiemu człowiekowi? Dlaczego tylko nieliczni wychodzą przed tłum i mówią „Nie dawajmy im ryb tylko dajmy im wędki!”, „Nie dawajmy im wody tylko wykopmy im studnie!”, „Nie dawajmy im nasion, tylko nauczmy ich uprawiać ziemię” i nic się za ich radą nie dzieje? Dlaczego Bill Gates, tak hojnie wspiera fundację i akcje charytatywne, jednocześnie mówiąc „Na świecie żyje obecnie 6,8 miliarda ludzi.Liczba ta zmierza do około 9 miliardów. Jeśli włożymy cały nasz wysiłek w nowe szczepionki, opiekę zdrowotną, usługi medyczne dotyczące reprodukcji, to zmniejszymy tę liczbę o 10 do 15%”? Wiem, że część z Was pomyśli, że biedny, głupi brainless wierzy w teorie spiskowe. Tylko, że teoria spiskowa nie oznacza tego samego co teoria fałszywa. Jeśli interesuje kogoś sprawa dotycząca szczepionek i redukcji populacji ludzkości zapraszam tutaj. Nie mówię, że to co tam pisze jest pewne, ale mimo że mam wątpliwość wierzę w to, bo widzę rzeczy, które Wam pokazałem poprzez pytania, które przeczytaliście. Widzę, że pomimo upływu lat dalej istnieją ludzie żyjący w krajach trzeciego świata i znajdują się tam wcale nie z własnej woli. Wszyscy to widzimy i nic z tym nie robimy. Dlaczego?
          Dlatego, że jeśli ktoś chciałby zmieniać świat, musi zacząć od siebie. Jak mam komuś podać pomocną dłoń samemu będąc w gównie? W czym on musi się znajdować, żeby chciał skorzystać z mojej pomocy? Jemu może się wydawać, że to w czym się taplam jest cudem. Skorzystaj ze swojego rozsądku i wyjdź z tego, bo śmierdzisz moralnym brudem. Nie jestem ideałem, jestem pokryty większą warstwą tego brudu niż nie jeden/a z Was. Rozumiem, że ciężko się zmienić i wiem, że cześć z Was pomyśli „Właśnie, że gówno wiesz”, a inna cześć wyśmieje. Powtórzę oklepane, a co za tym idzie tracące na znaczeniu stwierdzenie "Nikt nie mówił, że życie jest proste"...

          Jak zawsze czekam pod tekstem w komentarzach, a jak by ktoś wolał zostawiam swój mail ermak9@gmail.com

Marek "ermak" Jasiura

0 komentarze:

Prześlij komentarz