8 sierpnia 2011

"Głupi Polak po szkodzie"

Katastrofa z 10. kwietnia 2010 r. budzi skrajne emocje, bo tylko wielkie rzeczy budzą wielkie emocje. Jak wygląda sprawa Smoleńsk 2011?




Słowo "Smoleńsk" w czasie półtorej roku od katastrofy budzi wśród polskiego establishmentu i ludzi "żywiących" się telewizją wstręt, a nawet obrzydzenie. Miałem niedawno okazję (przypadkowo) oglądać film zamieszczony w internecie, na którym to mężczyzna z mikrofonem zapytuje przypadkowe osoby na ulicy "Jaka jest prawda o katastrofie Smoleńskiej?". Ludzie ostentacyjnie nie udzielają odpowiedzi, tudzież ukazują niechęć do dyskursu. Na tym właśnie zależało partiom salonowym, które dążyły do przedstawienia sprawy jako zakończonej, niewartej analizy A ludzi próbujących do prawdy dotrzeć ośmieszyć, nie dopuścić głosu, zaszczuć  Jednakże jest też druga strona medalu - do tej narodowej porażki przyczyniły się także głosy rodzin i znajomych ofiar, które dorzuciły przysłowiowe "50 groszy" do puli. Zaraz po 10. kwietnia 2010r., w czasie gdy oczy świata zwrócone były ku Polsce bystrzej niż zwykle, pojawiło się wiele bezpodstawnych i niekiedy absurdalnych teorii, które zagraniczne media chciwie podchwyciły i nagłośniły. Między innymi wyimaginowane słowa pilotów o śp. Lechu Kaczyńskim, który "wkurzy się, jak nie wylądujemy..", długofalowe wieści o pijanym generale Błasiku, sztucznej mgle, rozwianym w powietrzu helu lub wielkim magnesie. Te newsy pojawiały się w headline'ach wszystkich niemal środków masowego przekazu. Sprostowania do nich ukazywano po kilku miesiącach w najmniej zauważanym czasie i miejscu lub też wcale.

Do gremium tych sensacyjnych bajek dołączył jeszcze opublikowany raport rosyjskiego MAK. Polacy przed publicznym ukazaniem się pracy tej otrzymali ją i dodali zeń wiele komentarzy. Całkowite zrzucenie winy na Polskę kwestionowane przez nas nie było, a jedynie techniczne diagnozy. Raport rosyjskiej komisji dostępny jest w internecie w 3 językach (polski, rosyjski, angielski), natomiast nasze komentarze wyłącznie po polsku i rosyjsku. Dokument uznany za oficjalny i ostateczny, rozpowszechniono zagranicą bez przetłumaczenia na angielski polskiej części. Jak w Polsce wyglądają prace nad zdarzeniem, w wyniku którego zginęło więcej generałów niż w czasie całej II. Wojny Światowej, 2 prezydentów i gros narodowej inteligencji?

Opublikowany został - po długim okresie oczekiwania - kilka dni temu raport komisji Millera, badający przyczyny katastrofy Smoleńskiej. W środku wakacji oczywiście, gdy mniej ludzi niż zwykle interesuje się polityką. Główny przewodniczący komisji - co ciekawe - częściowo odpowiada za tę katastrofę, gdyż jako minister służb wewnętrznych i administracji zajmuje się również działaniami Biura Ochrony Rządu. Biura Ochrony Rządu, które obowiązków swych nie dopełniło. To jakby pomóc w kradzieży samochodu, a następnie osadzać, kto jest winien przestępstwa. Pierwszym i elementarnym zadaniem, by podjąć badania musi byc określenie konwencji, uchwał, protokołów, według których dane wydarzenie będzie badane. Lot zapowiedziany pisemnie przez Polaków jako wojskowy  i przyjęty przez Rosjan pisemnie jako wojskowy badany był przez pana Millera jako cywilny. Jedna scena z konferencji, na której przedstawiono wyniki prac utkwiła w mej głowie, wyraz twarzy i nieme "kurwa" na ustach jednego z członków komisji po usilnych dopytywaniach pewnego dziennikarza o status lotu.

Kolejna kwestia to sprawność samolotu przed rozbiciem. Z badań innych (nawet amerykańskich) komisji wynika, że Tu-154M sprawność utracił już 15 m nad ziemią i 100 m od pasa lądowania. Według pana Millera działać przestał on dopiero po uderzeniu w ziemię, spowodowanego dysfunkcją automatycznego naprowadzania (system TAWS), które rzekomo stworzone jest wyłącznie do specjalistycznych lądowisk. Tak powiedziano nam na konferencji. W wersji pisemnej stworzonej przez tych samych ludzi jest coś zupełnie innego. Mowa jest o działaniu tej funkcji przy niezbyt wyszukanych konkretnych warunkach (nie geograficznych), wtedy wszystko jest "cacy", a nie że nie zadziała nigdy, co usilnie nam wmawiano. Ogólnie rzecz biorąc, gros niewygodnych i trudnych pytań zaszczycone było odpowiedziami "To jest zapisane w raporcie" lub "Komisja się nie myli". Tak jakby członkowie zespołu robili nam tę łaskę, że w ogóle się pojawili. Całe szczęście, że kwestia najważniejsza, czyli wprowadzanie polskiej załogi przez Rosjan w błąd została przyznana. Szkoda, że tak cicho i mało wyraziście. Większą wagę przyłożono do błędów załogi (sugerowanie się nie tym wysokościomierzem, którym należy). Prawda jest taka, że bez współwiny Rosjan do katastrofy by nie doszło, ale tego wprost nikt nie odważy się powiedzieć.

3 dni przed feralnym lotem, do Smoleńska wybrał się Donald Tusk. Pomimo że prezydentowi należy się z urzędu najlepszy zespół lotników, pomimo że prezydent pierwszy zapowiedział swój lot, to i tak Tusk wybrał dla siebie lepszą ekipę. W zespole 10.IV.10 brakowało jednego z członków na stanowisku pomocniczym, przez co pozostała reszta miała więcej roboty. Dodatkowo tylko kapitan Protasiuk potrafił się porozumieć z Rosjanami, bo jako jedyny znał język rosyjski. To wszystko sprawiło, że okoliczności były wyjątkowo niesprzyjające i trudne dla załogi samolotu, a w efekcie przewyższające ją.

Zaniechań i wątpliwości w zagadnieniu tym nie brak, wręcz przeciwnie. Na lotnisku czekać mieli (i kontrolować całość) specjalni rosyjscy funkcjonariusze oraz członkowie BOR-u. Tymczasem nie było tam absolutnie nikogo z wyżej wymienionych służb, co jest przyczyną kolejnej luki, po prostu reakcja łańcuchowa. Według PiS-u oświetlenie nie działało, według MAK-u połowicznie, a Komisja Millera stwierdziła, iż było sprawne. Swoją drogą paradoks, MAK niemal całkowicie obwiniający Polaków o wszystko, częściowo złożył krytykę Rosjan, a my ich z tych zarzutów natychmiast oczyściliśmy. Wiele wyjaśniły czarne skrzynki, choć i tutaj nie mogło obejść się bez wiatru w oczy. Na taśmach perfidnie wyciętych jest kilkanaście sekund z końcówki lotu. Specjaliści mówią, iż wygląda na to, że ktoś "grzebał" w tych nagraniach. Podobna, a nawet bardziej mistyczna sytuacja zaistniała w związku z nagraniami z wieży lotów na lądowisku Smoleńsk Północny. Zabrano je, przesłano rosyjskiej prokuraturze i... zniknęły. Nie odnaleziono, nie wszczęto postępowania. Niech mi teraz ktoś powie, że w Rosji magia nie istnieje! 

Wielkiego zaszczytu, ale i wstydu dostąpił ostatnio Bronisław Komorowski. Otrzymał on  zaproszenie od Barracka Obamy na wspólną kolację, ale wiąże się z tym pewien problem. Nie, nie brak znajomości savoir-vivre'u czy ortografii. Przynajmniej nie tym razem. Okazało się mianowicie, że Polska nie dysponuje odpowiednim samolotem do przewożenia VIP-ów i wyszkoloną grupą ludzi do prowadzenia takiej maszyny. Pierwszy obywatel naszego kraju zdecydował się więc z braku-laku na lot polskimi liniami lotniczymi. Farsa i śmiech na sali. Uwaga, to my - gigant europejski, który ma wyprowadzić Europę z kryzysu, nadlatujemy!

Wszelkie dotychczasowe pytania o Smoleńsk kierowane w kierunku Platformy Obywatelskiej, kwitowano odpowiedzią, że wszystko znajdzie się w raporcie. Tymczasem nie jest tak. Absolutnie nie jest! Choć i tak lada moment usłyszymy, że Polska zdała kolejny trudny egzamin. Szkoda, że te egzaminy tak dobrze abiturientom tegorocznym nie wyszło, aż 25% z nich nie zdało matury. W 2009 roku generał Błasik wystosował 11 (J E D E N A Ś C I E) dokumentów z prośbą o modernizację polskiego lotnictwa. Tak jak wtedy nie robiono nic, tak i teraz taktyka ta konsekwentnie jest podtrzymywana, co widać na przykładzie zaproszenia prezydenta Stanów Zjednoczonych i problemami z tym związanymi. Od ponad 15 miesięcy nie odzyskaliśmy wraku i innych elementów Tu-154M, nie poprosiliśmy o pomoc ani Unii Europejskiej, ani NATO, nie wyjaśniliśmy w pełni katastrofy, nie wszczęliśmy postępowania w sprawie straconych i deformowanych nagrań przekazanych przez Rosjan, nie ukaraliśmy winnych, a przede wszystkim - nie poznaliśmy prawdy. Od ponad 15 miesięcy w kwestii katastrofy Smoleńskiej nie zrobiliśmy NIC.

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

I po co ta polityka? Piszesz to, co prawdopodobnie wyłapiesz gdzieś w prasie/telewizji, a po tym tekście wyraźnie stwierdzam, że nie znasz życia, albo nie chcesz go poznać. Proponuję wrócić do pierwotnych tekstó, wolnych od chorej, polskiej polityki.
Z wyrazami szacunku, Snejk.

Anonimowy pisze...

Jeśli nie takimi przykładami wyciągniętymi z "chorej, polskiej polityki", to czym uświadamiać ludzi że potrzeba zmian.

Obecnie znajomość życia opiera się na zasadzie "kto kombinuje ten żyje". Jednak, są tacy którzy wierzą, że obecne życie nie jest końcem.

Paweł Szala pisze...

Snejk - nie do końca rozumiem, dlaczego rzekomo nie chcę poznac życia. Staram się rzetelnie wytykac błędy, zaniechania, przekręty polskiej polityki. Jest chora, ale to nie znaczy, że nie da się jej wyleczyc, przynajmniej częściowo. Pocieszę Cię może, że nie wszystkie moje publikacje będą się tyczyc polityki, zamierzam mieszac. Oczywiście nieregularnie, ale mniej więcej 50/50.
Pozdrawiam!

Co do drugiego komentarza, to dziękuję za poparcie. :)

Anonimowy pisze...

Szkoda, że w tekście wytykasz błędy tylko jednej strony - strony rządzącej. To, że panowie z pseudo-opozycji rozsiewają razem z ich naczelną rozgłośnią radiową przeróżne teorie spiskowe i oczerniają na cały świat demokratycznie wybrany, polski rząd to już jest ok?
Moim zdaniem większość z nas Polaków nie może się pogodzić z tym, że jednak wielka część winy leży po naszej stronie. I Ty chyba właśnie taki punkt widzenia podzielasz i przedstawiasz.

Nie chce się wypowiadać na tematy techniczne i chyba nikt nie powinien tego robić.

Prawda jest niestety bardzo bolesna i smutna. Samolot z prezydentem na pokładzie nie powinien nawet próbować podchodzić do lądowania w takich warunkach i na takim lotnisku.
A zresztą... Kto wsadza do jednego samolotu całe dowództwo sił zbrojnych, ich zwierzchnika, czyli prezydenta i wielu, wielu innych ważnych ludzi państwa?
Tym pytaniem myślę, należy zakończyć dyskusję, bo nie ma większego sensu. Polska bylejakość spotkała się z rosyjską bylejakością i tyle...

Szymek.

Paweł Szala pisze...

Szymonie, czytaj ze zrozumieniem!

"Jednakże jest też druga strona medalu - do tej narodowej porażki przyczyniły się także głosy rodzin i znajomych ofiar, które dorzuciły przysłowiowe "50 groszy" do puli. Zaraz po 10. kwietnia 2010r., w czasie gdy oczy świata zwrócone były ku Polsce bystrzej niż zwykle, pojawiło się wiele bezpodstawnych i niekiedy absurdalnych teorii, które zagraniczne media chciwie podchwyciły i nagłośniły. Między innymi wyimaginowane słowa pilotów o śp. Lechu Kaczyńskim, który "wkurzy się, jak nie wylądujemy..", długofalowe wieści o pijanym generale Błasiku, sztucznej mgle, rozwianym w powietrzu helu lub wielkim magnesie."

To pierwsza sprawa.

Problem leży w tym, że tutaj nie ma się z czym godzić, bo nadal nie znamy CAŁEJ prawdy, której z jakichś względów pewni ludzie nie chcą poznać.

No właśnie kto?! Kto wsadza, jak nie Edmund Klich z Platformy Obywatelskiej, który na swą dymisję otrzymał jeszcze wiele ciepłych słów.

Co do lądowania. Lotnisko było nieczynne, o czym powiadomiony pisemnie miesiąc wcześniej został Radosław Sikorski (PO), ale nie zareagował w tej sprawie w ogóle. Gdyby wybrane alternatywne lotnisko, byc może dzisiaj tematu by nie było.

Jeżeli myślisz, że w Rosji rządzi bylejakośc, to chyba nie znasz tego kraju.

Paweł Szala pisze...

Aha i totalnie nie rozumiem, dlaczego nikt nie powinien wypowiadać się na tematy techniczne. Chyba tylko po to, żeby się za dużo nie dowiedzieć.

Prześlij komentarz