25 sierpnia 2011

Aprobata dla zła


Czyż (...) można się dziwić, że nie ustają wojny na świecie, skoro rządy demokratycznych państw przyznają sobie prawo do przemilczenia aktów ludobójstwa...?



Strasburg rozpatrzy Katyń



Nie raz i nie dwa słyszałem powiedzenie "Ryba psuje się od głowy", zazwyczaj w dość kolokwialnych kontekstach. Gdyby jednak wnikliwiej spojrzeć na zdanie to, to odzwierciedla ono częściowo budowane i przekazywane  patologie społeczne wskutek lekkomyślnego (bezmyślnego?) działania pseudo-autorytetów. Mechanizm działa również i w drugą stronę - establishment widzi, czego domaga się usilnie społeczeństwo i próbuje tego dokonać, w celu zdobycia elektoratu i utrzymania się na "stołkach". W przekraczaniu granic jedni przeganiają drugich, jeżeli któreś nie stwierdzi w odpowiednim momencie, iż dalej posuwać się nie wolno. Tak się jednak rzadko zdarza i mamy w ten prosty sposób klasyczne perpetuum mobile. "Jednym złym czynem prowokujemy zło w innych ludziach, a ono - raz wyzwolone - mnoży się już bez końca"*.. My budujemy ten świat, my jesteśmy solą tej ziemi, cegiełka do cegiełki, ziarnko do ziarnka, dajemy przykład nowym pokoleniom, jak powinny funkcjonować w naszym świecie. Schody zaczynają się, gdy sami postępujemy nagannie lub też - co ważne - nie przeciwdziałamy złu. Bo czy za słuszną postawę można uznać bierność świata w sytuacji, jaka miała miejsce nie tak dawno na Ukrainie? W rzekomo demokratycznych wyborach obywatel, który wraz z własną rodziną udał się do urn w celu oddania głosu na siebie, w oficjalnych wynikach jego elektorat wynosił...0. 


Wielcy tego świata nie popisali się także w czasie największego kataklizmu XX.wieku - II. Wojny Światowej. Początkowo zachód pomimo układu Sikorski-Majski udawał nieświadomą wydarzeń obserwatorkę. Mając wymówkę w postaci prowokacji gliwickiej (według której to Niemcy zostały zaatakowane przez Polaków 31. sierpnia 1939 r.) świat nie kwapił się do udzielenia pomocy potomkom Mieszka I, bo przecież skoro zaczęliśmy wojnę i naruszyliśmy spokój, to po co nam wsparcie? Nieco później (17.IX) tak samo ślepo i naiwnie cała Europa uwierzyła, że Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich wkroczył na ziemie Polskie w celu ochrony mniejszości narodowych. Nie, wróć... Europa chciała w to wierzyć, za wszelką cenę. Inna sprawa jest taka, że najprawdopodobniej gdyby Hitler i Stalin zadowolili się Polską i nie kontynuowali dalszej ekspansji, to kraje z Polską sprzymierzone ("sprzymierzone") nie kiwnęłyby nawet palcem.

Podobna sytuacja nastąpiła 4. lata później, gdy Niemcy odnaleźli ciała kilkunastu tysięcy polskich oficerów zamordowanych w lesie Katyńskim. Pomimo wszelakich ekspertyz ewidentnie wskazujących Rosjan jako winowajców, oskarżono o nie naszego zachodniego sąsiada i taka wersja przetrwała w oficjalnych dokumentach do końca lat 80.. Nadal natomiast aktualny jest mit o bezczynności wojsk ZSRR w operacji Powstania Warszawskiego. Rosjanie łapali i eliminowali wszelkie pozostałe Polskie jednostki, które dążyły do Warszawy z odsieczą dla Polaków. Wybili oni w ten sposób tysiące osób, ale dzisiaj się o tym już nie pamięta i nawet historycy uczą nas w szkołach, że ZSRR czekało aż Polacy polegną. Tak było wygodnie, ale nie rozumiem tylko, dlaczego wersja ta - sprytnie wykoncypowana - pozostaje w polskich podręcznikach po dziś dzień. Pomimo iż czas, gdy Rosjanie sprawowali nad nami pieczę się skończył, niektóre elementy naszej historii nadal są zakłamywane. Nawet w szkołach, a co gorsza - całkowicie nieświadomie.

Po wielkiej wojnie nadeszły czasy walki z komunizmem na terenach dominium Rosji. Nasi rodzice byli świadkami całkowitej ignorancji zachodu względem przedzielenia murem Berlina, chyłkiem nocą 1961 roku. Także i później brak było jakiejkolwiek pomocy w obalaniu systemu Engelsa i Marksa w Polsce. To my, ludzie, Polacy własnymi rękoma dokonaliśmy rewolucji, "tymi ręcami" dokonaliśmy niemal niemożliwego. Niektórzy mogą sądzić, że przez te ponad 20 lat świat się zmienił. Ale czy mają ku temu podstawy i fundamenty? Czy tolerowanie obozów pracy na terenie Niemiec od 1933 roku różni się czymś od tolerowania obozów pracy na terenie Korei Północnej w 2011 roku? Zarówno niewola jak i eksterminacja nie są zjawiskami przeszłymi i zapomnianymi. Mordowanie na masową skalę trwa teraz, trwa nadal, trwa nieprzerwanie. W obozach Korei Północnej warunki życia porównywalne są do "standardów" obozów niemieckich - brud, choroba, praca, śmierć i tak do ostatniego tchu... Dokładne dane nie są znane, ale szacuje się, że obecnie przetrzymywanych jest około kilkaset tysięcy więźniów. Jeszcze bardziej nienormalne są powody, dla których można tam trafić. Jest to np. owinięcie kiełbasy w gazetę, na której widnieje twarz wielkiego wodza Kim Dzong-Ila. Do obozu trafiają 3 pokolenia, jeżeli coś zrobi dziecko, to ściągany jest również ojciec i dziad.


"Czyż (...) można się dziwić, że nie ustają wojny na świecie, skoro rządy demokratycznych państw przyznają sobie prawo do przemilczenia aktów ludobójstwa...?"**. Można kontemplować, na ile w dzisiejszych czasach interes kraju jest istotny w porównaniu do dążenia ku prawdzie. I takie samo pytanie można zadać każdemu z nas - czy moralność i sumienie są dla nas ważniejsze od posiadania (pieniędzy, rozkoszy, szczęścia etc.)? Jest jednak i pozytywny aspekt wart odnotowania - jak by źle nie było, to zawsze po krótszym bądź dłuższym okresie czasu świat znowu rozkwita i wszystko powraca do normy. Odkrył to już jednak cesarz Napoleon Bonaparte mówiąc: "Są tylko dwie potęgi na świecie: miecz i duch. W końcu miecz zawsze ulega duchowi". I oby tak dalej. 


* Małgorzata Musierowicz
**Wiesław Adamczyk

0 komentarze:

Prześlij komentarz