3 sierpnia 2011

30 srebrników Judasza

W jaki sposób dzisiaj niepozornie i politycznie zdobywa się nowe tereny pod jurysdykcję? Ano poprzez... kryzys.

Powszechnie znany jest aksjomat, że świat jest jedną wielką granicą, barierą, szeregiem niespójnych elementów. Mamy kontynenty (choć w tym przypadku jest to akurat spowodowane uwarunkowaniami geograficznymi), rozłamy na kraje, województwa (tudzież landy, stany itp.), dalej regiony, rejony, powiaty itd.itd. Mocniejsza jednostka ma władzę nad słabszą i może ją wykorzystać, tak zbudowany jest świat przyrody, a ludzie nie są niestety wyjątkiem od tej przykrej reguły. Za przykład ogólnoświatowy zaczerpnięty z historii najnowszej niech posłuży rok 1938 i sytuacja militarno-polityczna w ówczesnej Europie. Hitler już tego roku rozpoczął nieoficjalną ekspansję na kraje sąsiednie, grożąc im zbrojnym wkroczeniem na dane terytorium. Po takiej to właśnie "ofercie nie do odrzucenia" przedstawionej narodowi Austriackiemu zorganizowano w Austrii referendum podejmujące temat ewentualnego poddania się pod jurysdykcję hitlerowskich Niemiec. 99,73% (_!_) ankietowanych zgodziło się na utratę suwerenności ojczyzny bez najmniejszych oporów. Tego samego roku nasz zachodni sąsiad za przyzwoleniem Wielkiej Brytanii zaanektował cześć terytorium Czechosłowacji. Przy tym skorzystały na tym także Polska i Węgry , które "wydarły" po kawałku państwa posiadającego na ówczesne czasy 6. co do wielkości armię w Europie. Przy czym Polsko-Węgierskie działania odbyły się już zbrojnie. Metoda grożenia poskutkowała również 2 lata później, gdy Francja zgodziła się na jawną kolaborację z państwami Osi, bojąc się podjąć broń przeciwko Hitlerowi.

Tak wyglądały polityczne ataki w Europie XX. wieku, a czy w samej Polsce spotkamy się z podobnymi wydarzeniami poprzedniego stulecia? Oczywiście. Rok 1945, przedstawiciele państw alianckich parokrotnie próbują porozumieć się w kwestii zawarcia pokoju z ZSRR. Po ostatecznych pertraktacjach Związkowi Radzieckiemu udaje się wydrzeć Polskę pod skrzydła swego pośredniego dominium. Jeśli popatrzeć na nasz kraj w XX. wieku, to jeszcze jedna tego typu sytuacja zasługuje na wspomnienie. Mianowicie działania na Śląsku po I. Wojnie Światowej. O tereny te upominali się nagminnie Niemcy, którzy zorganizowali nawet 2 plebiscyty poruszające kwestię ludności. Miały one rozstrzygnąć czy na terenach tych mieszka więcej Niemców czy Polaków. Na czas samego głosowania Niemcy ściągnęli z całego swego kraju wszystkich, którzy chociażby urodzili się w okolicy Śląska. Wyniki były przesądzone, a plebiscyt pozbawiony najmniejszego sensu. Jednak Ślązacy traktowani przez Niemców jako obywatele niekompletni traktowani byli znacznie gorzej niż w czasach przynależności do państwa Polskiego. To wzbudziło wśród mieszkańców Śląska bunt, zorganizowano 3 powstania, które pomimo przegranej, ostatecznie zakończyły się victorią. W czasie ostatniego zrywu Niemcy nie mogąc poradzić sobie z opanowaniem buntowników, wprowadzili na ichnie tereny regularne oddziały wojska. Po zabiegach tych Europa powiedziała w kierunku komitywy Niemców i Śląska stanowcze "raus".

W jaki sposób dzisiaj niepozornie i politycznie zdobywa się nowe tereny pod jurysdykcję? Ano poprzez... kryzys. Grecja, za chwilę Portugalia i Hiszpania są ofiarami własnego, bezmyślnego gospodarowania państwowymi funduszami. Jednakowoż w Helladzie sytuacja jest wybitnie parszywa, gdyż rząd kraju tego pięknego zadłużył się w bankach francuskich i niemieckich, a całość kwoty (40 mld € ) przepuszczono już przez palce, nie modernizując żadnego z segmentów gospodarki. Ostatnio Polska nadesłała wspomogę w postaci 1 mld € dla Grecji. Czy dobrze? Kwestia sporna - z jednej strony pomoc, z drugiej pompowanie banków krajów bogatych, gdyż potomkowie Sofoklesa nie ujrzeli z tego ani grosza. W głowach Francuzów i Niemców zrodził się natychmiast pomysł, w jaki sposób (jeśli nie finansowy) Grecja spłaci zaległe należności. Idea brzmi: oddajcie nam kawałek waszego kraju na stałe, a my zapomnimy o tych pieniądzach. Jakież to dobroduszne! Tak właśnie prezentuje się w pełni blasku bezgraniczna wspólnota Unii Europejskiej.

Krajem można rządzić w dzisiejszych czasach nawet do niego nie wchodząc. W poszczególnych sprawach tak właśnie dzieje się z Polską. Poprzez manipulację w postaci gestów zagranicznych dygnitarzy, wyrazów pełnej aprobaty, uśmiechów, zapewnień z ich strony o przyjaźni, niejednokrotnie bierzemy (tak, my - naród) na swe barki balast, który zwyczajnie okazuje się zbyt duży jak na nasze możliwości. Dołączamy do grupy stworzonej dla najbogatszych, którzy ratują euro, choć sami lecimy cały czas w dół (dług publiczny zwiększa się o 6 000 zł na sekundę). Ratujemy Grecję, chociaż zamożniejsi od nas tego nie robią, gdyż wiedzą, że sami zaraz mogą być w podobnej sytuacji. Unia Europejska wypala się w swej jedności.

To wszystko wydaje się jednak takie odległe, a jeżeli coś dotknie nas, to jak ten Feniks powstaniemy! Z popiołów i gruzów! Problem leży w tym, że może zabraknąć nawet tych gruzów. Snute są aktualnie plany dotyczące ewentualnej sprzedaży za lat kilka Morskiego Oka i polskiej części Kasprowego Wierchu. Właśnie ze względu na zadłużenie. Zainteresowana kupnem jest m.in. Słowacja. Jeżeli sprzedawanie kraju kawałek po kawałku nie jest zdradą, to co nią jest? Przy okazji gór wspomnę, iż jeszcze parę lat temu sam śmiałem się z pazerności górali i żartowałem, że niedługo nawet za wejście na szczyt trzeba będzie "dutki" wyłożyć na ladę. Zgadnijcie państwo, co ujrzałem, gdy pojechałem ostatnio do Morskiego Oka - kasa biletowa na początku trasy, ustawiona w wiadomym celu.

Jednakże użyłem przed momentem mocnego, twardego i niemal namacalnie oślizgłego w swej wymowie słowa - zdrada. O zdradzie może być mowa wyłącznie wtedy, gdy ktoś odsunie się, odwróci, oszuka kogoś w celu osiągnięcia dla siebie korzyści. Za cenę honoru - to oczywiste. Ale czy o zdradzie Polski mamy podstawy opowiadać, gdy ktoś wyraża się na temat kraju w ten sposób - "Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten śmieszny teatr niespełnionych marzeń oraz nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenia narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje we mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać."? Tak w początkach swej politycznej kariery określił się niejaki Tusk Donald, znany nam dzisiaj jako premier III. Rzeczypospolitej Polskiej. Pozostaje jedna kwestia - co trzeba zrobić, by w nas wywołać w końcu odruch buntu?

14 komentarze:

brainless pisze...

Co do zadłużania i tracenia, wolności etc. to ciekawe jest, kto obecnie wychodzi na +, jeśli Niemcy, Rosja i USA są zadłużeni? Może czajna? Czy może Grupa Bilderberg i inne tego typu organizacje "ratujące" ludzkość przed samozagładą?

A co do Słowacji, może nie do końca w temacie, ale jako ciekawostkę podam, że pomimo ich dość dobrze rozwijającej się gospodarki, mają problem i to dość spory z demografią, bo samych Słowaków jest coraz mniej, za to coraz więcej choćby Romów. Jeśli dalej pójdzie to w tym kierunku to strach się bać co będzie później, bo przewidywania mówią o Słowacji 50/50 (pół "tubylców" - pół obcokrajowców). Dalej na północ jesteśmy MY, a jakoś nie widzi mi się - z całym szacunkiem dla mniejszości etnicznych i narodowych - życie w kraju gdzie co druga osoba jest "obca". A jakby ktoś chciał to skomentować: Jak Ci się nie podoba postęp i Nowa Europa to wyp**** <<<<< (wielkie słowa). To ja z kolei odpowiadam: Pomysł aby połączyć państwa europejskie, a potem może i resztę świata w jedną całość, jest może nie głupi, a niebezpieczny dla jednostki, którą traktowało by się jeszcze bardziej masowo, jednocześnie jeszcze bardziej ją kontrolując. W większej skali tą kontrole można zauważyć w UE, która narzuca swoim członkom takie i owakie ograniczenia, aby czasem któreś ze "świeższych" państw się nie wybiło, i przypadkowo nie zachciało czegoś zmienić w Nowym Porządku!

A żeby było jeszcze ciekawiej, przyrównam - a niby czemu nie - UE (a powoli i cały świat) do ZSRR, w którym ludzie dzielili się na "NICH" i na "NAS", a więc znowu widzimy "odwieczna walka klas", która w cale - o dziwo - nie jest taka zła, jeśli się rozmawia, a nie grozi oglądaniem świata zza krat.

Może wystarczy, dla wielu to pewnie i tak brednie i bajki, ale mam nadzieje że chodź u jednego z czytających pojawiła się wątpliwość i sam będzie starał się czegoś więcej dowiedzieć.

Przeczytałem to tylko raz, więc za wszelkie błędy i zagmatwania przepraszam, ale tak to jest jak się pisze na poczekaniu, bądź od tak z d***.

Wypada jeszcze kogoś zacytować: "Pozostaje jedna kwestia - co trzeba zrobić, by w nas wywołać w końcu odruch buntu?"

Paweł Szala pisze...

Co do zadłużenia. Z tego, co wiem, to na plus aktualnie wychodzi Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, z tym że wyniki też nie są jakieś oszałamiające, kryzys ogólnoświatowy.

Tak, nie mylisz się ani na krok, gdyż przewidywane jest (nie dziś, nie jutro) połączenie całej Europy w całość. Nie dość, że traci na tym każdy pojedynczy człowiek, to w trakcie tworzenia któryś z krajów może nagle zmienić zdanie i będziemy naocznymi światkami III. Wojny Światowej, która może skończyć się już NIECO gorzej, gdyby popatrzeć na obecny finansowy stan świata. Jeszcze jedna kwestia co do syntezy Europy - tak się zwyczajnie nie da ze względów psychicznych. Każdy naród ma swoje zwyczaje, swoje przyzwyczajenia, swoją historię, a przede wszystkim kulturę i nie będzie możliwości, ażeby z dnia na dzień wszyscy stali się tacy sami, dlatego UE ustanawia prawa, które powoli mają ludność przygotowywać. Wydaje mi się jednak, że te starania pójdą na marne. Ale to już tylko moje "widzi mi się".

Co do porównania Twojego - nie jest zła taka wizja, którą przedstawiasz, aczkolwiek w inny sposób podporządkować się ludzie nie będą chcieli do uniwersalizmu europejskiego, jeżeli nie zostaną do tego zmuszeni. Tak więc początkowa demokracja samowolnie i stopniowo zmienia się w socjalizm, a potem komunizm. Sad but true.

Dziękuję bardzo za komentarz i pole do dyskusji, które bardzo cenię, gdyż mogą okazać się lekcją, której jeszcze nie odrobiłem. Tak teraz dowiedziałem się o sytuacji demograficznej na Słowacji.

Jedno tylko mnie zastanawia - cytat został przytoczony przez Ciebie z jakich względów?

Pozdrawiam!

brainless pisze...

1. Cytat wzmacnia wypowiedź :D
2. Trochę mnie bawi i cieszy, a zarazem smuci i martwi, gdy ktoś - nie jest to atak w Twoją stronę - zadaje takie pytania, chcąc poruszyć ludzi, zostać ich przewodnikiem, kopnąć ich i powiedzieć "Rusz się bo chodzisz po gównie a możesz się w nim utopić, a jeśli nie Ty to Twoje dzieci".
Cieszy mnie to, bo to przyjemne uczucie wiedzieć, że są na Ziemi ludzie, którzy myślą podobnie do mnie.
Martwi, bo wiem że jest już za późno. Jeśli nie będzie tak jak chcą "skryci mocarze" (czy jak ich tam nazwać, kto ma wiedzieć ten wie o kogo chodzi), to przejdą z łagodnych reform do szybszych, nazwijmy to "krwawych rewolucji". My (pozwolę sobie umieścić nas w jednej grupie) możemy tylko zmniejszać ich plon, bo wygrać już jest niemożliwe.

Paweł Szala pisze...

I właśnie to jest główny cel ostatnimi czasy tematów, które poruszam. Jak to ładnie nazwałeś - zmniejszanie plonów. ;)

Próbować można zawsze.

brainless pisze...

nie mogłem edytować poprzedniego

lepiej było jak ilość komentarzy wyświetlała się od razu pod tekstem, niż tak jak jest teraz

Paweł Szala pisze...

Wiem, ale tego niestety nie mogę zmienić, niezgodność z motywem. :(

Anonimowy pisze...

Witam.
Parę nieścisłości pojawia się w Twoim tekście Pawle, mijasz się trochę z prawdą w paru rzeczach.
Plany sprzedaży Morskiego Oka? nie wiem gdzie to wyczytałeś, ale przynajmniej z moich informacji wynika, że chodzi o coś zupełnie innego. Mowa jest tylko o obliczeniu realnej wartości gór, tych górskich stawów i parku narodowego, by można ją "umieścić" w skarbie państwa. To pozwoliłoby zmniejszyć dług na papierze czy też zwiększyć nasze możliwości kredytowe.
Co do Grecji. Zadłużenie mają potworne. Mówi się o 120% ich narodowego PKB. Unia im coś ma zabrać? Bzdura. Niemieckie gazety tylko pod wpływem emocji piszą, że skoro Grekom się nie chce pracować i oszczędzać niech sprzedadzą parę wysp Turkom. Jest to realne, ale bardziej realne wydaję się, że część długu zostanie im umorzone, a część będą spłacać powoli, jak my długi Gierka. ;)
Jeszcze w komentarzu piszesz coś o gospodarce. Nie wiem co rozumiesz przez wyjście na plus. Jeśli chodzi Ci o wzrost PKB to jak najbardziej. Niemcy, Wielka Brytania czy też Japonia są na lekkich plusach, ale bynajmniej jest to raczej oscylowanie wokół zerowego wzrostu. Jeśli chodzi o zadłużenie, to Niemcy mają je na poziomie 80% własnego PKB. Są nadal wierzytelni dzięki temu, że posiadają jedną z najmocniejszych gospodarek świata i właściwie mówiąc kolokwialnie to oni na spółkę z Francuzami jeszcze trzymają tą Unię "za ryj".
Co do Polski. Nie jest kolorowo, ale jest lepiej i to z pewnością. Bawiąc się w wojenki wewnątrz narodu nigdy nic nie osiągniemy. Trzeba wziąć się do roboty, a nie ciągle płakać jak to nam źle i jaką to mieliśmy ciężką historię.
Liczę, że podyskutujemy tu jeszcze sobie...; )
Szymek.

Paweł Szala pisze...

Jasne, że podyskutujemy!

Co do planów sprzedaży Morskiego Oka i Kasprowego. Obliczana jest realna wartość, a w perspektywie kilkudziesięciu(-nastu) najbliższych lat w razie złego stanu gospodarczego sprzedaż tych terenów, bo chętnych nie brak.

Co do Grecji... Nie mylę się absolutnie. Nie Unia im zabierze, ale kraje, w których się zapożyczyli (sprawa poza Unią)./ I nie zabierze, a jest to propozycja, na którą cześć tego społeczeństwa z chęcią by przystało.

Tak, to skrót myślowy - wzrost PKB.

Nie powiedziałbym, że jest lepiej. W jakim segmencie jest lepiej? Niedługo - jeżeli nie doczekamy się zmian - zostaniemy pożarci przez kryzys. Trzeba najpierw wybrać kogoś, kto do tej roboty się rzetelnie zabierze.

Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się jednak, że sprzedaż polskiej ziemi, a zwłaszcza tak cennej przyrodniczo i kulturowo jak Tatry należy włożyć między bajki, nawet w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Oszczędności i zysków można szukać zupełnie gdzie indziej, akurat państwo ma w tym względzie olbrzymie możliwości.
A wiesz kto głównie kupował Greckie obligacje?(czyli faktycznie Grecja brała od niego kredyt) Była to Chińska Republika Ludowa ;) Zresztą Chińczycy kupowali nie tylko obligacje greckie, ale również portugalskie czy irlandzkie. Te greckie mają status "śmieciowych". Ich rentowność jest tak wysoka, że praktycznie spłacenie tego wydaję się może nie realne, ale przynajmniej bardzo trudne bez radykalnych oszczędności . Nie chcę nic sugerować, ale wiesz komu może zależeć, żeby Chiny nie odzyskały tych pieniędzy? ;)
Grecja po za tym to temat rzeka. Niskie podatki, wysokie ulgi socjalne, wczesne i wysokie emerytury to główne przyczyny ich kryzysu. Po za tym już przenosząc się na szersze spojrzenie na temat, to Grecja nie powinna nigdy do strefy Euro wejść. A wiesz dlaczego? Nigdy nie spełnili tych wymagań, a na tym, żeby mieli Euro najbardziej zależało Niemcom. Wakacje dla niemieckich emerytów bez zmiany waluty - bajka! ;) I tu się koło zamyka...

Nie wiem czy śledzisz dokładnie światową gospodarkę, ale poczytaj co się zaczyna znowu dziać. Przytoczę tu znany wśród graczy giełdowych cytat: "Ameryka ma katar, to w Europie już jest grypa". Dlatego teraz co byśmy nie robili, to póki w Stanach się nie poprawi, nie będzie spektakularnych wzrostów gospodarczych.

Moim skromnym zdaniem trzeba być głupcem albo całkowitym ignorantem(nie kieruję tego osobiście do nikogo, broń Boże), by nie dostrzec, że przez ostatnie lata w Polsce dużo się zmienia. Spójrz na takie proste ludzkie, regionalne sprawy jak drogi, boiska, szkoły. Tempo nie jest oszałamiające, nas też kryzys z 2009r. dotknął, ale trzeba się cieszyć z tego co jest i pracować, żeby było jeszcze lepiej. Wiem, teraz mi możesz wymienić długą listę rzeczy jakie są "be" w Polsce. Ale idąc takim tokiem myślenia, to lepiej od razu powiedzieć pas, spakować się i pojechać do Niemiec. ;) Mimo, że czasami jest ciężko i też nie mam spokojnego i kolorowego życia(jak i miliony Polaków), nie zamierzam stąd się ruszać. Za bardzo lubię ten nasz "śmieszny" Kraj. ;)

Pozdrawiam również, Szymek.

P.S. Wiem, że ja tak bardziej gospodarczo do tematów podchodzę, ale w tym czuję się jednak najmocniej.

brainless pisze...

Też dodam coś od siebie.
Co to Twojego poprzedniego komentarza, to powiem tak. Nie widze, żeby ktoś tutaj płakał. A „wojenki”, są dobre póki „wojenkami” pozostają. Od tego chyba jest opozycja aby je wszczynać i wytykać co może i powinno być zrobione lepiej, znacznie lepiej.

A co do ostatniego komentarza tak się ustosunkuje. Widzę, że lubisz o bajkach wspominać, jednakże na tym blogu nie pisze się bajek, a fakty i mniej lub bardziej prawdopodobne przypuszczenia. I gdyby tak ludzie zawsze słuchali, albo przynajmniej zainteresowali się takimi przypuszczeniami, zaczęliby sami takie sprawy badać, może żylibyśmy w znacznie lepszym świecie. Nie chodzi o to, że jest bardzo źle, ale o to że nie jest dobrze i dlaczego nie jest lepiej.
Paweł pisał o plebiscytach. Nie tak dawno mówiło się, że Niemcy chętnie by coś od nas z zachodu zachodniopomorskiego wzięli. Korzystajmy z przeszłości, ale w sposób odpowiedni. Nie mówmy "tak już nie będzie" ale "a co jeśli znowu?".

Paweł Szala pisze...

No ale właśnie ze względu na ten rosnący kryzys 6000 zł na sekundę, więc jak nietrudno obliczyc wychodzi ponad 200 mln dziennie. Niedługo i my - jak i Grecy - będziemy musieli ponieśc konsekwencję. Polskę w dużym stopniu uratowało to, że nie wprowadziliśmy euro, o które jeszcze niedawno tak bardzo upominała się partia obecnie rządząca. A co z Euro? Upada, jeżeli zostanie ocalone to właśnie kosztem mniejszych państw, które będą tracic swą suwerennośc.

Co do Grecji to zgadzam się - same luksusy. Wiele też innych, o których nie widzę sensu wspominac, bo zajęłoby to nadzwyczaj dużo czasu. ;)
Hah, Grecy nie spełnili wymagań? To pikuś, problem w tym, że nie tylko oni, a na chwilę obecną, to kryteria wejścia do UE spełnia TYLKO Finlandia. Czyli paradoksalnie żaden kraj europejski nie powinien należec do UE. Powód podany przez Ciebie jest raczej zbyt drobny, to nie jest tak istotne. Niemcy po prostu potrzebują przewodniczyc w tej unii i wprowadzac wszystko jak najprędzej. Dlaczego? Ponieważ są za mali by byc mocarstwem samodzielnym, a za duzi by liczyc się równo z innymi. Ten problem istnieje od stuleci.

Tak, tak, cytat odpowiedni. Tak jak nie odczuwamy jakoś kryzysu w Grecji, tak jeśli w Niemczech lub Francji nastąpił krach, to to byłoby już znacznie znamienniejsze.

Taki drobiazg - kryzys rzekomo było 2008-2011. Ja właśnie nie chcę jechac do Niemiec, bo jestem patriotą, śmieszy mnie nasz kraj, ale jest jedyny w swoim rodzaju, chcę tu zostac. Tylko uważam, że może byc gospodarczo i politycznie lepiej niż jest. Że nie ma się co pocieszac "Nie jest źle, idziemy do przodu, jakoś to będzie". Trzeba wziąc ten kraj samemu za rogi i spróbowac zmian, niekoniecznie budowac opinię na zmanipulowanych mediach.

Paweł Szala pisze...

Dodam jeszcze cytat z jednego z moich poprzednich tekstów. Słowa Bronisława Wildsteina: "Bez zrozumienia przeszłości, nie sposób zrozumieć teraźniejszości. Problem w tym, że historia nigdy nie powtarza się mechanicznie".

Anonimowy pisze...

Chyba masz na myśli suwerenność gospodarczą, a nie polityczną i terytorialną?

Chodziło mi o wymagania strefy Euro, nie samej wspólnoty.
Ogółem wydaję mi się, że prędzej czy później kilka państw, np. Grecja, Portugalia czy Hiszpania będą musiały wrócić do swojej waluty.
Tym drobnym sposobem chciałem Ci przekazać, że dzięki tej wspólnej walucie Niemcy mają łatwiejszą wymianę handlową, a że są jednym z największych na świecie eksporterów to chyba nie muszę Ci mówić? ;)

Z tym kryzysem to różnie się mówi, dla każdego państwa inaczej. Można by nawet powiedzieć, że w Polsce tego kryzysu nie było, gospodarka się nie cofała, a wbrew wszystkim trzymała się na lekkim wzroście. Nie chcę bawić się w sprzymierzeńca rządu, ale chciałbym zauważyć jedną rzecz. Poszliśmy w 2008 roku drogą oszczędności, a nie pompowania pieniędzy w gospodarkę. I co? I dzięki temu przeszliśmy kryzys suchą nogą i nasze zadłużenie przy tym jakie mają inne europejskie kraje jest śmiesznie małe.

Masz też racje, może być dużo lepiej. Najbardziej mnie złości fakt wielkiej niegospodarności. Jako przykład podam sprzedaż akcji skarbu państwa. Minister Grad na chwilowe potrzeby sprzedawał akcje życiodajnej krowy jaką jest polski KGHM. Po cenie 80-90zł. Zamiast co roku wypłacać sobie z nich dywidendę po kilka miliardów złotych i sprzedać je później, a dodam, że kilkanaście miesięcy później ceny miedzi poszły w górę, a co za tym idzie kurs akcji dobił do 200zł. Czy trzeba być jakimś wielkim inwestorem i ekonomem, żeby zauważyć różnicę?

Obecnie nie widzę jednak nikogo na naszej scenie politycznej kto by to wszystko na prawdę poukładał i realizował nasze plany i możliwości w 100%... Może ktoś z mniejszych partii poza sejmowych?

Odnosząc się do cytatu. Tak historię musimy pamiętać, musimy ją szanować. Ale polityki nie można prowadzić w sposób historyczny. Wypominanie sobie przeszłości i granie nią nigdy nie przynosi korzyści. Nikomu. Chyba, że korzystne są straty finansowe i śmierć niewinnych ludzi.

Pozdrawiam, Szymek. :)
P.S. Mam nadzieję, że wiesz, który Szymek :D

Paweł Szala pisze...

No właśnie nie tylko gospodarczą, bo jak sam widzisz jest plan niemieckich i francuskich banków, ażeby zamiast pieniędzy oddano im kilka Greckich wysepek na własnośc. To jest właśnie ekspansja niekonwencjonalna i niemilitarna, ale terytorialna.

Tak, nie tylko te kraje, ale żeby stworzyc realną wspólną walutę dla całej Europy, taką żeby miała ręce i nogi, to potrzebny jest wspólny, zjednoczony fundusz, a do tego potrzebny jest prawie na pewno wspólny rząd. I o to zjednoczenie teraz toczy się walka.

W Polsce kryzys odczuwany jest dopiero teraz, wcześniej po prostu go nie czuliśmy. Chciałbym zauważyc, że oszczędności na czas kryzysu 2008 roku przygotowane były w latach wcześniejszych. Proszę sprawdź, kto je wtedy "zbierał".

Nie ma na Polskiej scenie politycznej partii nieskazitelnych, nigdzie tak nie ma, ale nie uważam, żebyśmy musieli wybierac między złem mniejszym i większym. Bo tak po prostu, najzwyczajniej w świecie nie jest.

Co do Twojej riposty na komentarz to nie zgadzam się. Polityka zagraniczna to przecież budowanie kontaktów także na podstawie historii. Przecież sam powiedz - jaki Ty masz stosunek do Niemców, a jaki do Wielkiej Brytanii? Kogo uważasz za bliższego Polsce? No właśnie. Poza tym są pewne zachowania, które w zmienionej formie powtarzają to, co już kiedyś było, trzeba to tylko zauważac.

Szymek F. czy Szymek B.? :)

Pozdrawiam.

Prześlij komentarz