29 sierpnia 2011

Mamooo, a dlaczego nie wolno...? cz.1

Od Pawła: Według mnie najlepszy z dotychczasowych tekstów Marka. Na pierwszy rzut oka widać, że autor poświęcił nieco więcej niż 5 minut na przemyślenia i poparł to wiedzą autorytetów. Szczerze polecam!


Na czym polegać będzie seria pytań do mamy? Każdy temat, o którym słyszymy, widzimy albo czytamy o nim w szkole, pracy, TV, kościele, gazecie itd., poczynając od aborcji, poprzez karę śmierci, patriotyzm, homoseksualizm, będę wałkować raz jeszcze, aby rozwiać wszelkie wątpliwości.
Słyszysz w telewizji od lewicowych (i nie tylko lewicowych) polityków, którzy uważają się za wierzących, że każdy powinien móc decydować sam za siebie, czy to w sprawie aborcji czy eutanazji. Przekonują nas do tego pomimo swojej "wiary", nieraz kwitując to co Kościół ma do powiedzenia słowami w stylu "Niech 'czarni' nie mieszają się do polityki". Gdzie tu jednak jest polityka? Muszę przyznać, że nie wiem...

Eutanazja (co zadziwiające!) jest dozwolona przez Kościół katolicki, ale nie jako eutanazja bezpośrednia, a zaprzestanie uporczywej terapii. Co to znaczy? Że nie można człowiekowi wstrzyknąć, substancji, po której zaśnie na wieki, ale można odłączyć go od respiratora, gdy: podtrzymywanie chorego przy życiu jest długotrwałe i jeśli współczesna wiedza medyczna nie daje szansy na wyleczenie. Słowa Jana Pawła II (na którego nie lubię się powoływać, bo mimo że wszyscy zarzekają się jak to go nie kochali i dalej kochają, robią swoje nie żyjąc w sposób o jakim mówił...): Stosowanie uporczywej terapii jest nie tylko jałowe, ale stanowi przejaw braku szacunku dla nieuleczalnie chorego. O czym tutaj dyskutować? Znowu przyznaję, że nie wiem.

Aborcja. Tu chyba też nie trzeba dużo pisać, bo wszystko zależy, od którego momentu uznaje się, że istota jest człowiekiem. Jeśli uznajesz, że nie następuje to w momencie poczęcia – jesteś w błędzie, koniec i kropka. Nie ma sytuacji, w której aborcja jest uznawana za moralnie usprawiedliwioną. Można by się powołać jeszcze na badania, dotyczące stanu psychicznego jak i kondycji fizycznej (późniejszych powikłań) kobiet po „zabiegu”, które w większości mają wyniki negatywne. Możesz myśleć, że łatwo mi o tym teraz pisać i... masz rację. Nie wiem jak bym się zachował w sytuacji, gdy miałbym wybierać pomiędzy życiem żony a dziecka, którego nigdy nie widziałem, i którego tak naprawdę nie znam. Wiem jednak, że nie można prawnie umożliwiać tego procederu ani bronić go w jakikolwiek sposób, bo tak naprawdę ludzie i tak mają do niego dostęp... A tak jeszcze w odpowiedzi na nieme krzyki feministek, które by mogły tak brzmieć „Kobieta ma prawo robić ze swoim ciałem co zechce!”. Dlaczego te same postępowe panie sprzeciwiają się legalizacji prostytucji? W końcu każdy może rozporządzać swoim ciałem jak zechce. Słysze kolejne krzyki „To uwłaszcza kobiecie!”. I co z tego? Skoro jej ciało, to i jej wola, jej rozum, jej psychika - niech robi co chce. Dalej ktoś uparcie krzyczy „To nie to samo!”. A jednak. I im wcześniej uświadomimy sobie, że moralność i prawda jest jedna, a nie wybiorcza, inna dla każdego, tym lepiej dla na wszystkich.

Marek "ermak" Jasiura

25 sierpnia 2011

Aprobata dla zła


Czyż (...) można się dziwić, że nie ustają wojny na świecie, skoro rządy demokratycznych państw przyznają sobie prawo do przemilczenia aktów ludobójstwa...?



Strasburg rozpatrzy Katyń



Nie raz i nie dwa słyszałem powiedzenie "Ryba psuje się od głowy", zazwyczaj w dość kolokwialnych kontekstach. Gdyby jednak wnikliwiej spojrzeć na zdanie to, to odzwierciedla ono częściowo budowane i przekazywane  patologie społeczne wskutek lekkomyślnego (bezmyślnego?) działania pseudo-autorytetów. Mechanizm działa również i w drugą stronę - establishment widzi, czego domaga się usilnie społeczeństwo i próbuje tego dokonać, w celu zdobycia elektoratu i utrzymania się na "stołkach". W przekraczaniu granic jedni przeganiają drugich, jeżeli któreś nie stwierdzi w odpowiednim momencie, iż dalej posuwać się nie wolno. Tak się jednak rzadko zdarza i mamy w ten prosty sposób klasyczne perpetuum mobile. "Jednym złym czynem prowokujemy zło w innych ludziach, a ono - raz wyzwolone - mnoży się już bez końca"*.. My budujemy ten świat, my jesteśmy solą tej ziemi, cegiełka do cegiełki, ziarnko do ziarnka, dajemy przykład nowym pokoleniom, jak powinny funkcjonować w naszym świecie. Schody zaczynają się, gdy sami postępujemy nagannie lub też - co ważne - nie przeciwdziałamy złu. Bo czy za słuszną postawę można uznać bierność świata w sytuacji, jaka miała miejsce nie tak dawno na Ukrainie? W rzekomo demokratycznych wyborach obywatel, który wraz z własną rodziną udał się do urn w celu oddania głosu na siebie, w oficjalnych wynikach jego elektorat wynosił...0. 

21 sierpnia 2011

"Moje pokolenie pogodziło się ze światem, a ja z nim wraz."

Od Pawła: Tym razem ermak uczy nas pragmatycznego podejścia do życia, ażeby się "nie przejechac" oraz wskazuje ubytki moralne naszej cywilizacji. Zapraszam do lektury!

Dzisiejszy tekst dobrze opiszą dwa cytaty (a nawet trzy bo jeden jest wyżej):
- „Optymizm to obłęd dowodzenia, że wszystko jest dobrze, kiedy nam się źle dzieje.” – Wolter,
„Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku, bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze niż spokój.” - Eldo.


         Nieraz słyszeliście o szklance w połowie pełnej i o różowych okularach. Jeśli ktoś w pełni oddaje się podmiotowi do, którego należą te rzeczy, muszę go zmartwić, bo to atrybuty głupca. Dziś mowa będzie o optymizmie, pesymizmie i czymś jeszcze.  Jako, że optymizm uważa się za lepszy, jego nadmiar przedstawię pesymistycznie.

17 sierpnia 2011

Czy my wiemy?

Czy my aby na pewno wiemy, kim są te uśmiechnięte twarze z krawatami na naszych ekranach i jak strasznym tworem jest Platforma Obywatelska?

Ani polityka, ani władza nie są kwestiami łatwymi, jakby mogło wydawać się na podstawie tego, co obserwujemy każdego dnia w telewizji, co czytamy w prasie, czego słuchamy w radiu. Skrajnym tego przykładem jest śp. wicepremier Andrzej Lepper. Jednakże co do jego samobójstwa istnieje co najmniej parę wzbudzających podejrzenia faktów, ale to temat na zupełnie inną pracę. Polityka poprzez swą zawiłość potrafi być przez najlepszych w sztuce demagogii sprytnie wykorzystywana. Przykładem niech będą lata 2005-2007, kiedy to rządy sprawował PiS oraz sytuacja, która po okresie tym miała miejsce. Anno Domini 2007 egzaltujący się Tusk wykrzykiwał w kierunku poznańskiego tłumu: "Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, a na ulicach pojawiły się fotoradary!... Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu!... Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu skontrolować ich wszystkich bez wyjątku! To jest filozofia PiS!". Następnego roku według projektu ustawy PO liczbę fotoradarów zwiększono (dosłownie) dziesięciokrotnie.

11 sierpnia 2011

Apolitycznie. Nudno, bo filozoficznie...


Paweł: Zapraszam do metaforycznego pojedynku z Brainlessem! Tekst dobry, ale wymagający, polecam! A teraz Ladies & Gentlemen... Brainless!

 I znowu ja, postać którą już jakiś czas temu zaintrygował tekst piosenki - nie lubię tego określenia w stosunku do rapu, a więc... – kawałka, bądź bitu do którego link tutaj, postanowiłem zmobilizować się do napisania, bo chcieć to móc, przemyśleń jednego ze znajomków, wypełniających moją głowę, rzecz jasna zamiast mózgu, których dane Ci było poznać poprzednio.


O to nad czym dumał.
Wątpliwość. Pojawia się u każdego, w końcu taka jest natura ludzka, że człowiek choć mądry i dozorcą świata został poniekąd stworzony, nie wie wszystkiego, a czasem nic – jak mój nieobecny dzisiaj kolega. Z racji braku wiedzy o mechanizmach wspomnianego świata nastawiłem się na „taktykę”, na którą pomysł podrzucił mi swą prośbą do słuchaczy Łona. Mam wątpliwość - nie jedną -  i czuje że to właściwa droga, aby czegoś się dowiedzieć. Poddaje pod nią to co widzę na stronach, w telewizji i życiu, a także na takich jak ten blogach, szukając odpowiedzi na pytania - zapewne trapiące wielu. Jako jeden z nielicznych, staram się dążyć, choć z problemami i raczej zrywami niż systematycznie, do celu. Już na samym początku drogi (prowadzi do góry jak większość powstających po to aby przedstawić trudności w pokonywaniu czegokolwiek), którą obrałem jest rozwidlenie i tablica informacyjna:

Droga A – bardzo przyjemna i łatwa, w 90% swej rozciągłości pochylenie nie przekracza 10 stopni, zakończona ostrym podejściem, przed którym znajduje piękne schronisko. Mówi się, że gdy ktoś do niego wejdzie, traci możność na zdobycie szczytu. [(Po co wchodzić do schroniska, gdy cały czas szedłbym po prawie prostym? – pomyślałem.)]
Droga B – trudna, ale każdy powinien sobie z nią poradzić. Wymaga chęci i samozaparcia. W jej połowie występuje kolejne rozwidlenie na drogę B1 (z licznymi wzniesieniami, o znacznym nachyleniu, ale także wieloma schroniskami, które dają czas na nabranie sił, bądź utratę zapału i  mobilizacji na dalszą podróż) i B2 (o stałym dość dużym 25 – 50 stopniowym nachyleniu, przy której brak schronisk wynagradza nam mały potok Satysfakcji).Pod tablicą przyczepiona jest kartka:

Wszystkie drogi, połączone są ścieżkami, które najlepiej pokonywać w towarzystwie osób z dróg kolejno (w zależności od tego na której się znajdujemy) B>B1>B2, broń Boże nie odwrotnie.Wiedząc już co, gdzie i jak zdecydowałem się na B1, drogę leżącą że tak powiem – pośrodku środka. O! Żeby nie było, że się lenie! Brać się za B2? To chyba nie na moje siły, może kiedyś, z czyjąś pomocą, obok strumienia, na szczyt zacznę zmierzać.

Ale chwila... Co Ci z wyobrażenia mojej głowy mieszkańca, gdy brak przy nim adnotacji, to jakby tłumaczyć psu, dlaczego jest zmuszony do noszenia obroży, smyczy i kagańca.
Albo jeszcze inaczej, do zwierząt Cię przecież nie powinienem porównywać. Wybierz swoją trasę -  proszę, do niczego nie zmuszam – lecz zanim to nastąpi, przeczytaj akapit jeszcze jeden, a po nim kolejny. Wyzwaniem chyba nie jest czytać co inny człowiek pisze, zawsze można go wyśmiać, jak gdyby patrzył na Słońce zapominając, że do tego wypada mieć, np.: fotograficzną klisze.


          Przykład jeden na pewno (a może chyba?) powinien się przydać.
Natknąłem się ostatnio na cytat, znany chyba wszystkim, w czyimś opisie na wspaniałym komunikatorze Gadu-Gadu, którego coraz to nowsze wersje cieszą się coraz to większą aprobatą, ze strony użytkowników, jak i samego komputera, który mając nawet dwa rdzenie, czasem ciężko sapie gdy GG słoneczko pojawia się szybko, niczym oka mgnienie. Opis brzmiał:
 Nic na świecie nie dzieje się przez przypadek - Paulo Coelho”.
Zdanie, którym kieruje się w życiu wiele ludzi. OK. Co w tym złego? Niby nic. Ale...
Z racji, że pisałem ten tekst, chcąc znaleźć dla Ciebie, czytelnika przykład (daleko nie musiałem szukać), jak to się mówi od tak z głupa (z resztą czego się spodziewać po brainless’ie), sprawdziłem sobie na wiki, czyli po prostu w internecie, kim jest taki Paulo Coelho. Czytam więc m.in.:

 W 1973 roku Paulo i Raul zostali członkami Stowarzyszenia Alternatywnego, organizacji, która sprzeciwiała się ideologii kapitalistycznej, broniła praw jednostki oraz uprawiała czarną magię.”
 Aha, dobrze wiedzieć. I co z tego? – ktoś powinien zapytać lub dopowiedzieć. Ano to, że jako człowiek wierzący przeczytałem również z „przejęciem” następną linijkę, dla Ciebie wers przyszły, teraz będzie bieżący:
 „Niektóre wątki twórczości Coelho są krytykowane jako herezja z punktu widzenia Kościoła katolickiego. Coelho twierdzi, że odrzuca w swej twórczości złą, a promuje "dobrą magię".” – no, to bardzo ładnie...
Jednak dalej:
 Według nauk Kościoła katolickiego "Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności."  

           Poddaję pod wątpliwość, szukam i sprawdzam, najprostsze i najzwyklejsze rzeczy. I znowu słyszę głos (albo chciałbym go usłyszeć): Po co!? Żeby nie podążać ślepo za śladem, który nie wiem kto pozostawił i aby ktoś inny przeczytawszy taki tekst, albo po rozmowie ze mną takich śladów przypadkowo nie poprawił. Owszem może tak robić, wszak nikt mu nie zabrania, ale niech będzie świadom co propaguje wzmacnia i odnawia.

         Zostawmy osobę brazylijskiego pisarza i przyglądnijmy się zdaniu, które jest tak mądre samo w sobie. Nic na świecie nie dzieje się przez przypadek”. Jeśli nie przez przypadek spotykam sąsiada na ulicy, to przez co? Na czym opiera się losowanie jeśli nie na przypadku? I z czego jak nie z przypadku wynika określenie szczęścia? Z drugiej strony, ten sąsiad mógł specjalnie się na mnie „natknąć”, a losowanie było sfałszowane, losy oznaczone. Szczęście, to zaś określenie uczucia , bo tak użyte: „Ale masz fart” nie ma sensu. Po spoglądnięciu na niego po raz kolejny, synonimiczne wydaje mi się„Życie to zwinięty kłębek wełny”. Znowu pytanie, które sam muszę zadać: Której strony trzyma się ten brainless? Odpowiadam: Obydwu. I już tłumacze.
          Wierze, że mam wolną wolę i ostateczny wybór czy pójdę w prawo czy w lewo należy do mnie i nikomu nie jest on znany. Wierze, że nie ma przeznaczenia, a więc i zwiniętego kłębka wełny, bo wierze że ja swoim życiem dopiero ten kłębek zwijam. Mam jednak świadomość, że na część rzeczy nie mam wpływu (albo mieć nie chce) ja, ani nikt inny. Dzieją się one przypadkowo. Słowo „Nic”, pierwsze w naszym zdaniu, sprawia że jest ono sprzeczne z tym co widzę i dla mnie fałszywe. Jeśli tego nie dostrzegasz, cieszę się niezmiernie z rozstania mego, z mózgiem i rozumem. Nie chodzi o to żeby doszukiwać się we wszystkim na siłę kłamstwa i fałszu, ale starać się żyć z myślą, że:
„...kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą, 
Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.I gdy już wierzysz, że twoja perspektywa jest jedyną perspektywą,Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość...”.
            Celem wszystkiego co przed chwilą przeczytałeś było tylko zobrazowanie, nad czym rozmyślał mej głowy mieszkaniec, pokazanie na czym polega droga „Dociekliwości i Wątpliwości”(oczywiście, są jeszcze inne trasy i szlaki, autostrady, szosy czy jak je inaczej nazwać), szczególnie jej „B” odnoga – którą jak wiesz ja wybrałem. Nie miało być to interesujące i ciekawe, ale inteligencji Ci nie ujmując, wątpię żeby na rozwidleniu tablica stawiana była dla Ciebie przedtem w ogóle, a  obecnie w pełni  zrozumiana. Prościej, a jednocześnie dalej (mam nadzieje, że przynajmniej część jest taka) przekonywująco się chyba nie dało, biorąc poprawkę na to żeby choć trochę w tym sensu zostało.




           O ile jeszcze coś napisze, będzie prawdopodobnie oparte na pokazywaniu i poznawaniu drugiej strony medalu, bo nie wszystko jest proste i czarno-białe, nawet gdy wszyscy tam mówią i nam też się tak wydaje.Wy zaś, jeśli macie uwagi i pytania? Nie pozostawiajcie ich dla siebie. Zapraszam do komentowania!


Brainless

8 sierpnia 2011

"Głupi Polak po szkodzie"

Katastrofa z 10. kwietnia 2010 r. budzi skrajne emocje, bo tylko wielkie rzeczy budzą wielkie emocje. Jak wygląda sprawa Smoleńsk 2011?




Słowo "Smoleńsk" w czasie półtorej roku od katastrofy budzi wśród polskiego establishmentu i ludzi "żywiących" się telewizją wstręt, a nawet obrzydzenie. Miałem niedawno okazję (przypadkowo) oglądać film zamieszczony w internecie, na którym to mężczyzna z mikrofonem zapytuje przypadkowe osoby na ulicy "Jaka jest prawda o katastrofie Smoleńskiej?". Ludzie ostentacyjnie nie udzielają odpowiedzi, tudzież ukazują niechęć do dyskursu. Na tym właśnie zależało partiom salonowym, które dążyły do przedstawienia sprawy jako zakończonej, niewartej analizy A ludzi próbujących do prawdy dotrzeć ośmieszyć, nie dopuścić głosu, zaszczuć  Jednakże jest też druga strona medalu - do tej narodowej porażki przyczyniły się także głosy rodzin i znajomych ofiar, które dorzuciły przysłowiowe "50 groszy" do puli. Zaraz po 10. kwietnia 2010r., w czasie gdy oczy świata zwrócone były ku Polsce bystrzej niż zwykle, pojawiło się wiele bezpodstawnych i niekiedy absurdalnych teorii, które zagraniczne media chciwie podchwyciły i nagłośniły. Między innymi wyimaginowane słowa pilotów o śp. Lechu Kaczyńskim, który "wkurzy się, jak nie wylądujemy..", długofalowe wieści o pijanym generale Błasiku, sztucznej mgle, rozwianym w powietrzu helu lub wielkim magnesie. Te newsy pojawiały się w headline'ach wszystkich niemal środków masowego przekazu. Sprostowania do nich ukazywano po kilku miesiącach w najmniej zauważanym czasie i miejscu lub też wcale.

Do gremium tych sensacyjnych bajek dołączył jeszcze opublikowany raport rosyjskiego MAK. Polacy przed publicznym ukazaniem się pracy tej otrzymali ją i dodali zeń wiele komentarzy. Całkowite zrzucenie winy na Polskę kwestionowane przez nas nie było, a jedynie techniczne diagnozy. Raport rosyjskiej komisji dostępny jest w internecie w 3 językach (polski, rosyjski, angielski), natomiast nasze komentarze wyłącznie po polsku i rosyjsku. Dokument uznany za oficjalny i ostateczny, rozpowszechniono zagranicą bez przetłumaczenia na angielski polskiej części. Jak w Polsce wyglądają prace nad zdarzeniem, w wyniku którego zginęło więcej generałów niż w czasie całej II. Wojny Światowej, 2 prezydentów i gros narodowej inteligencji?

Opublikowany został - po długim okresie oczekiwania - kilka dni temu raport komisji Millera, badający przyczyny katastrofy Smoleńskiej. W środku wakacji oczywiście, gdy mniej ludzi niż zwykle interesuje się polityką. Główny przewodniczący komisji - co ciekawe - częściowo odpowiada za tę katastrofę, gdyż jako minister służb wewnętrznych i administracji zajmuje się również działaniami Biura Ochrony Rządu. Biura Ochrony Rządu, które obowiązków swych nie dopełniło. To jakby pomóc w kradzieży samochodu, a następnie osadzać, kto jest winien przestępstwa. Pierwszym i elementarnym zadaniem, by podjąć badania musi byc określenie konwencji, uchwał, protokołów, według których dane wydarzenie będzie badane. Lot zapowiedziany pisemnie przez Polaków jako wojskowy  i przyjęty przez Rosjan pisemnie jako wojskowy badany był przez pana Millera jako cywilny. Jedna scena z konferencji, na której przedstawiono wyniki prac utkwiła w mej głowie, wyraz twarzy i nieme "kurwa" na ustach jednego z członków komisji po usilnych dopytywaniach pewnego dziennikarza o status lotu.

Kolejna kwestia to sprawność samolotu przed rozbiciem. Z badań innych (nawet amerykańskich) komisji wynika, że Tu-154M sprawność utracił już 15 m nad ziemią i 100 m od pasa lądowania. Według pana Millera działać przestał on dopiero po uderzeniu w ziemię, spowodowanego dysfunkcją automatycznego naprowadzania (system TAWS), które rzekomo stworzone jest wyłącznie do specjalistycznych lądowisk. Tak powiedziano nam na konferencji. W wersji pisemnej stworzonej przez tych samych ludzi jest coś zupełnie innego. Mowa jest o działaniu tej funkcji przy niezbyt wyszukanych konkretnych warunkach (nie geograficznych), wtedy wszystko jest "cacy", a nie że nie zadziała nigdy, co usilnie nam wmawiano. Ogólnie rzecz biorąc, gros niewygodnych i trudnych pytań zaszczycone było odpowiedziami "To jest zapisane w raporcie" lub "Komisja się nie myli". Tak jakby członkowie zespołu robili nam tę łaskę, że w ogóle się pojawili. Całe szczęście, że kwestia najważniejsza, czyli wprowadzanie polskiej załogi przez Rosjan w błąd została przyznana. Szkoda, że tak cicho i mało wyraziście. Większą wagę przyłożono do błędów załogi (sugerowanie się nie tym wysokościomierzem, którym należy). Prawda jest taka, że bez współwiny Rosjan do katastrofy by nie doszło, ale tego wprost nikt nie odważy się powiedzieć.

3 dni przed feralnym lotem, do Smoleńska wybrał się Donald Tusk. Pomimo że prezydentowi należy się z urzędu najlepszy zespół lotników, pomimo że prezydent pierwszy zapowiedział swój lot, to i tak Tusk wybrał dla siebie lepszą ekipę. W zespole 10.IV.10 brakowało jednego z członków na stanowisku pomocniczym, przez co pozostała reszta miała więcej roboty. Dodatkowo tylko kapitan Protasiuk potrafił się porozumieć z Rosjanami, bo jako jedyny znał język rosyjski. To wszystko sprawiło, że okoliczności były wyjątkowo niesprzyjające i trudne dla załogi samolotu, a w efekcie przewyższające ją.

Zaniechań i wątpliwości w zagadnieniu tym nie brak, wręcz przeciwnie. Na lotnisku czekać mieli (i kontrolować całość) specjalni rosyjscy funkcjonariusze oraz członkowie BOR-u. Tymczasem nie było tam absolutnie nikogo z wyżej wymienionych służb, co jest przyczyną kolejnej luki, po prostu reakcja łańcuchowa. Według PiS-u oświetlenie nie działało, według MAK-u połowicznie, a Komisja Millera stwierdziła, iż było sprawne. Swoją drogą paradoks, MAK niemal całkowicie obwiniający Polaków o wszystko, częściowo złożył krytykę Rosjan, a my ich z tych zarzutów natychmiast oczyściliśmy. Wiele wyjaśniły czarne skrzynki, choć i tutaj nie mogło obejść się bez wiatru w oczy. Na taśmach perfidnie wyciętych jest kilkanaście sekund z końcówki lotu. Specjaliści mówią, iż wygląda na to, że ktoś "grzebał" w tych nagraniach. Podobna, a nawet bardziej mistyczna sytuacja zaistniała w związku z nagraniami z wieży lotów na lądowisku Smoleńsk Północny. Zabrano je, przesłano rosyjskiej prokuraturze i... zniknęły. Nie odnaleziono, nie wszczęto postępowania. Niech mi teraz ktoś powie, że w Rosji magia nie istnieje! 

Wielkiego zaszczytu, ale i wstydu dostąpił ostatnio Bronisław Komorowski. Otrzymał on  zaproszenie od Barracka Obamy na wspólną kolację, ale wiąże się z tym pewien problem. Nie, nie brak znajomości savoir-vivre'u czy ortografii. Przynajmniej nie tym razem. Okazało się mianowicie, że Polska nie dysponuje odpowiednim samolotem do przewożenia VIP-ów i wyszkoloną grupą ludzi do prowadzenia takiej maszyny. Pierwszy obywatel naszego kraju zdecydował się więc z braku-laku na lot polskimi liniami lotniczymi. Farsa i śmiech na sali. Uwaga, to my - gigant europejski, który ma wyprowadzić Europę z kryzysu, nadlatujemy!

Wszelkie dotychczasowe pytania o Smoleńsk kierowane w kierunku Platformy Obywatelskiej, kwitowano odpowiedzią, że wszystko znajdzie się w raporcie. Tymczasem nie jest tak. Absolutnie nie jest! Choć i tak lada moment usłyszymy, że Polska zdała kolejny trudny egzamin. Szkoda, że te egzaminy tak dobrze abiturientom tegorocznym nie wyszło, aż 25% z nich nie zdało matury. W 2009 roku generał Błasik wystosował 11 (J E D E N A Ś C I E) dokumentów z prośbą o modernizację polskiego lotnictwa. Tak jak wtedy nie robiono nic, tak i teraz taktyka ta konsekwentnie jest podtrzymywana, co widać na przykładzie zaproszenia prezydenta Stanów Zjednoczonych i problemami z tym związanymi. Od ponad 15 miesięcy nie odzyskaliśmy wraku i innych elementów Tu-154M, nie poprosiliśmy o pomoc ani Unii Europejskiej, ani NATO, nie wyjaśniliśmy w pełni katastrofy, nie wszczęliśmy postępowania w sprawie straconych i deformowanych nagrań przekazanych przez Rosjan, nie ukaraliśmy winnych, a przede wszystkim - nie poznaliśmy prawdy. Od ponad 15 miesięcy w kwestii katastrofy Smoleńskiej nie zrobiliśmy NIC.

6 sierpnia 2011

A gdyby tak...


Od Pawła: tekst początkowo niepozorny zadaje też głębsze pytania, nie najłatwiejszy w pojęciu, ale nie powinien też stanowic większego wyzwania. Serdeczenie zapraszam do lektury i komentowania, a teraz głos niech przejmie brainless...

Nie będę się przedstawiał, bo nie o to tu chodzi. Moja osoba mogła by nastawiać jeszcze przed przeczytaniem poniższego dialogu na jego negatywny, bądź pozytywny odbiór, a nie o to tu chodzi. Wtopię się w tłum i pozostanę przy wymownym pseudonimie – brainless (eng. bezmózg)...

- Pogdybajmy, więc na tematy przeróżne, a mimo to krążące wokół jednego.
- Po co?
- Bo gdybając szukamy.
- Kogo?
- A może raczej czego.
- ?
- Prawdy, która jest jedna, a nie z osobna indywidualna dla każdego.
- A co w tym złego?
- Ha! Pogląd nad zbyt sprytny, aby każdy dostosowywał świat do siebie, wszakże człowiek jest chytry.  Pomyśl co by było gdyby, nie było jednej prawdy i każdy żyłby według zasad, które sam sobie wyznaczył?
- Szczęście i raj na ziemi. Toż przecież każdy byłby panem sam dla siebie, każdy żyłby w zgodzie z własnym prawem, własnego prawa nikt by łamał, sam siebie nikt by nie okłamał.
- Może i masz racje, ale co będzie jeśli moje zasady będą sprzeczne z twoimi. „Zgodnie z prawem, zajmuje to pole, od teraz jest moje, a ty odejdź bo skończysz w hmm... tamtym o to dole”.
- „Ależ panie, jak to możliwe skoro na tym polu moje plony zasiane?”
- Chyba zauważyłeś przyjacielu, że ten pogląd jest dość konfliktowy. Jednak my, którzy wstecz patrzeć potrafimy, wiemy - ucząc się na przodków błędach – że demokracja kluczem do zgody.
- Tak to prawda, ale co gdyby...
- Gdyby co?
- No wiesz... Gdyby zmanipulować ludzi, aby nas wybrali, albo sfałszować wyniki, dać ludziom wiarę w to że ich głoś się liczy. Sprawować władze w zgodzie z poddanymi, dać im wolność, i niezależności poczucie. Przecież nie każdy jest w stanie decydować za siebie, a co dopiero mieć głos, który może wpłynąć na to jak rozwinie się kraj.
-  Autorytaryzm mówisz, że być może lepszy? Też tak myślę, ale jeśli na „tronie” siedzimy my -  ludzie którzy choć próbują świat pojąć, nie myśląc tylko o sobie, a o tych nad którymi sprawujemy władze. Bo co gdyby, na nasze miejsce „wepchał” się nowy. Bez serca dla innych, mniej uduchowiony, bez szczytnych celów, żyjący tylko dla siebie?
- Klęska ludzi, strach i cierpienie?
- Tak właśnie. A to już przecież domena totalitaryzmu. Granica wąska pomiędzy trzema systemami, a tak wyraźnie przez naukowców i myślicieli wykreślona, aby człowiek bezmózgi taki, jak my głupi i szary, miał złudzenie życia w świecie, gdzie może wiele, a tak naprawdę wcale. Do tego jest chroniony prawem ogólnym, które obowiązuje każdego, aby nikt nikomu nie wyrządził krzywdy i szkody. Doszliśmy więc do kierunku liberalnego, liberalizmu.
- A gdyby tak on obowiązywał?
- Dziwi mnie Twoje pytanie, bo świat właśnie zgodnie z jego myślą się rozwija. Zauważ, że możesz zrobić wszystko co nie szkodzi bezpośrednio – to ważne słowo, bo po co patrzyć w przyszłość, nasze władze to na pewno lepiej zrobią – drugiej osobie. Możesz pić, palić, ćpać. Możesz iść do domu w, którym mieszka wiele kobiet wybrać jedną z nich i za opłatą mieć ją tylko dla siebie. Możesz spotkać też taką której płacić nie musisz, tylko które z was jest w tedy wspomnianą dziwką?
- To przecież obopólna korzyść, więc żadne.
- Widzę więc, że chcesz  żyć w świecie gdzie każdy ma swoją prawdę. Wróć...
- Ale...
- Nie przerywaj, teraz ja mówię, brak kultury  -  „dzisiejszy świat” -  jak ja to lubię. Wróćmy jednak do niewolnictwa?
- Czego?
- Niewolnictwa. Zaufaj mi teraz, a na końcu uwierz. Zamknij oczy.
- Po co?
- Zrób to, a otworzysz je ze zdwojoną mocą. Wyobraź sobie – to nie będzie miłe, więc pamiętaj że gdybamy...
- Dobrze.
- Wyobraź sobie, świat w którym żyjesz ten prawdziwy, możesz znaleźć się wszędzie, możesz latać jak we śnie, widzisz wszystko i wszystkich, wiesz co ci wszyscy myślą o wszystkim. Wiesz, że w tym świecie każdy na wybór. Widzisz dziwkę (tą płatną) i mężczyznę (nie mnie ani siebie). Widzisz pieniądze i całą sytuacje. Jesteś we śnie i jeszcze coś wiesz, wyrażasz to pytaniem...
- Gdzie jest jej wybór?
- Tutaj ja muszę znowu wkroczyć dodając, że w ciele dziwki widzisz też – ateistkę. Bo co gdyby była wierząca?
- Wolała by iść do zakonu niż, w swym ciele obce ciało przyjmować, niż w swym „zawodzie” pozostać.
- Jeszcze jeden aspekt nam się pojawia, czy była by to wiara praktykująca, czy ta wygodna, lecz przepełniona strachem, człowieka uciekającego przed powołaniem, nazwijmy ją Wiarą Jonasza.
- ...
- Zabieram cię teraz do Chin. Czajna – silne gospodarczo państwo. Jesteśmy w fabryce. Ludzie mają prace, ale ty wiesz że nie są szczęśliwi. Mają liberalny wybór, przecież nie muszą pracować, bo człowiek niczego nie musi. Najwyżej skończy pod mostem, pff jego wybór. Teraz najważniejsza część podróży, bo za chwile otworzysz oczy i wrócisz do rzeczywistości, świata innego niż ten który przed chwilą dość pobieżnie zwiedziłeś. Gotowy?
- Tak.
- Otwórz oczy.
- ?
- I co teraz widzisz liberalizm czy niewolnictwo?

3 sierpnia 2011

30 srebrników Judasza

W jaki sposób dzisiaj niepozornie i politycznie zdobywa się nowe tereny pod jurysdykcję? Ano poprzez... kryzys.

Powszechnie znany jest aksjomat, że świat jest jedną wielką granicą, barierą, szeregiem niespójnych elementów. Mamy kontynenty (choć w tym przypadku jest to akurat spowodowane uwarunkowaniami geograficznymi), rozłamy na kraje, województwa (tudzież landy, stany itp.), dalej regiony, rejony, powiaty itd.itd. Mocniejsza jednostka ma władzę nad słabszą i może ją wykorzystać, tak zbudowany jest świat przyrody, a ludzie nie są niestety wyjątkiem od tej przykrej reguły. Za przykład ogólnoświatowy zaczerpnięty z historii najnowszej niech posłuży rok 1938 i sytuacja militarno-polityczna w ówczesnej Europie. Hitler już tego roku rozpoczął nieoficjalną ekspansję na kraje sąsiednie, grożąc im zbrojnym wkroczeniem na dane terytorium. Po takiej to właśnie "ofercie nie do odrzucenia" przedstawionej narodowi Austriackiemu zorganizowano w Austrii referendum podejmujące temat ewentualnego poddania się pod jurysdykcję hitlerowskich Niemiec. 99,73% (_!_) ankietowanych zgodziło się na utratę suwerenności ojczyzny bez najmniejszych oporów. Tego samego roku nasz zachodni sąsiad za przyzwoleniem Wielkiej Brytanii zaanektował cześć terytorium Czechosłowacji. Przy tym skorzystały na tym także Polska i Węgry , które "wydarły" po kawałku państwa posiadającego na ówczesne czasy 6. co do wielkości armię w Europie. Przy czym Polsko-Węgierskie działania odbyły się już zbrojnie. Metoda grożenia poskutkowała również 2 lata później, gdy Francja zgodziła się na jawną kolaborację z państwami Osi, bojąc się podjąć broń przeciwko Hitlerowi.

Tak wyglądały polityczne ataki w Europie XX. wieku, a czy w samej Polsce spotkamy się z podobnymi wydarzeniami poprzedniego stulecia? Oczywiście. Rok 1945, przedstawiciele państw alianckich parokrotnie próbują porozumieć się w kwestii zawarcia pokoju z ZSRR. Po ostatecznych pertraktacjach Związkowi Radzieckiemu udaje się wydrzeć Polskę pod skrzydła swego pośredniego dominium. Jeśli popatrzeć na nasz kraj w XX. wieku, to jeszcze jedna tego typu sytuacja zasługuje na wspomnienie. Mianowicie działania na Śląsku po I. Wojnie Światowej. O tereny te upominali się nagminnie Niemcy, którzy zorganizowali nawet 2 plebiscyty poruszające kwestię ludności. Miały one rozstrzygnąć czy na terenach tych mieszka więcej Niemców czy Polaków. Na czas samego głosowania Niemcy ściągnęli z całego swego kraju wszystkich, którzy chociażby urodzili się w okolicy Śląska. Wyniki były przesądzone, a plebiscyt pozbawiony najmniejszego sensu. Jednak Ślązacy traktowani przez Niemców jako obywatele niekompletni traktowani byli znacznie gorzej niż w czasach przynależności do państwa Polskiego. To wzbudziło wśród mieszkańców Śląska bunt, zorganizowano 3 powstania, które pomimo przegranej, ostatecznie zakończyły się victorią. W czasie ostatniego zrywu Niemcy nie mogąc poradzić sobie z opanowaniem buntowników, wprowadzili na ichnie tereny regularne oddziały wojska. Po zabiegach tych Europa powiedziała w kierunku komitywy Niemców i Śląska stanowcze "raus".

W jaki sposób dzisiaj niepozornie i politycznie zdobywa się nowe tereny pod jurysdykcję? Ano poprzez... kryzys. Grecja, za chwilę Portugalia i Hiszpania są ofiarami własnego, bezmyślnego gospodarowania państwowymi funduszami. Jednakowoż w Helladzie sytuacja jest wybitnie parszywa, gdyż rząd kraju tego pięknego zadłużył się w bankach francuskich i niemieckich, a całość kwoty (40 mld € ) przepuszczono już przez palce, nie modernizując żadnego z segmentów gospodarki. Ostatnio Polska nadesłała wspomogę w postaci 1 mld € dla Grecji. Czy dobrze? Kwestia sporna - z jednej strony pomoc, z drugiej pompowanie banków krajów bogatych, gdyż potomkowie Sofoklesa nie ujrzeli z tego ani grosza. W głowach Francuzów i Niemców zrodził się natychmiast pomysł, w jaki sposób (jeśli nie finansowy) Grecja spłaci zaległe należności. Idea brzmi: oddajcie nam kawałek waszego kraju na stałe, a my zapomnimy o tych pieniądzach. Jakież to dobroduszne! Tak właśnie prezentuje się w pełni blasku bezgraniczna wspólnota Unii Europejskiej.

Krajem można rządzić w dzisiejszych czasach nawet do niego nie wchodząc. W poszczególnych sprawach tak właśnie dzieje się z Polską. Poprzez manipulację w postaci gestów zagranicznych dygnitarzy, wyrazów pełnej aprobaty, uśmiechów, zapewnień z ich strony o przyjaźni, niejednokrotnie bierzemy (tak, my - naród) na swe barki balast, który zwyczajnie okazuje się zbyt duży jak na nasze możliwości. Dołączamy do grupy stworzonej dla najbogatszych, którzy ratują euro, choć sami lecimy cały czas w dół (dług publiczny zwiększa się o 6 000 zł na sekundę). Ratujemy Grecję, chociaż zamożniejsi od nas tego nie robią, gdyż wiedzą, że sami zaraz mogą być w podobnej sytuacji. Unia Europejska wypala się w swej jedności.

To wszystko wydaje się jednak takie odległe, a jeżeli coś dotknie nas, to jak ten Feniks powstaniemy! Z popiołów i gruzów! Problem leży w tym, że może zabraknąć nawet tych gruzów. Snute są aktualnie plany dotyczące ewentualnej sprzedaży za lat kilka Morskiego Oka i polskiej części Kasprowego Wierchu. Właśnie ze względu na zadłużenie. Zainteresowana kupnem jest m.in. Słowacja. Jeżeli sprzedawanie kraju kawałek po kawałku nie jest zdradą, to co nią jest? Przy okazji gór wspomnę, iż jeszcze parę lat temu sam śmiałem się z pazerności górali i żartowałem, że niedługo nawet za wejście na szczyt trzeba będzie "dutki" wyłożyć na ladę. Zgadnijcie państwo, co ujrzałem, gdy pojechałem ostatnio do Morskiego Oka - kasa biletowa na początku trasy, ustawiona w wiadomym celu.

Jednakże użyłem przed momentem mocnego, twardego i niemal namacalnie oślizgłego w swej wymowie słowa - zdrada. O zdradzie może być mowa wyłącznie wtedy, gdy ktoś odsunie się, odwróci, oszuka kogoś w celu osiągnięcia dla siebie korzyści. Za cenę honoru - to oczywiste. Ale czy o zdradzie Polski mamy podstawy opowiadać, gdy ktoś wyraża się na temat kraju w ten sposób - "Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten śmieszny teatr niespełnionych marzeń oraz nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenia narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje we mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać."? Tak w początkach swej politycznej kariery określił się niejaki Tusk Donald, znany nam dzisiaj jako premier III. Rzeczypospolitej Polskiej. Pozostaje jedna kwestia - co trzeba zrobić, by w nas wywołać w końcu odruch buntu?