29 lipca 2011

"Prochem jesteś, w proch się obrócisz"



Stykamy się z nią codziennie, w każdym miejscu naszego życia. W łóżku, przed telewizorem oczekując na wieczorne wydanie wiadomości dnia, na popołudniowej niedzielnej wycieczce, ale i w samochodzie, na statku, a nawet w kosmosie. Bezlitosna śmierć, poprzez którą średnio co 4 sekundy umiera jeden człowiek. Od tysięcy lat żyjemy ze świadomością "memento mori" ,wiemy, że odejście z tego świata jest absolutnie i definitywnie nieuniknione. Tym między innymi różnimy się od zwierząt, nieświadomych swego losu i faktu "vanitas vanitatum et omnia vanitas". To jednak pozwala im na tę bezkresną wolność umysłu. Gdyby przystawić człowiekowi i psu pistolet do głowy i rozkazać wejść do klatki, to jak państwo myślicie - które z nich posłucha i spełni wydany mu rozkaz?

Człowiek odkąd istnieje starał się zawsze godnie uczcić ukochanego, który opuścił go wskutek śmierci. Działo (i jakby nie patrzeć - dzieje) się tak ze względów praktycznych, uczuciowych, choć najczęściej religijnych. Przeróżne sposoby pochówków  kontynuowane przez naszych przodków z czasem zostały zastąpione innymi, popularniejszymi. Między innymi wsadzanie monety do ust i palenie, wrzucanie do wody skrępowanego linami ciała zmarłego, usypywanie stosów i wzniecanie ognia. Ciekawy rytuał miał miejsce we wczesnej fazie Średniowiecza, mianowicie dzieci, które urodziły się martwe, zakopywano pod progiem domu. Stąd też wziął się zwyczaj niepodawania sobie dłoni przez próg podczas powitania.

Wśród narodu III RP (nowoczesnego, modnego, zachodniego) zrodziła się chęć naśladowania poglądów państw odznaczających się w swych działaniach  bezpardonowym ateizmem. Koniec z Bogiem, koniec z tradycją, koniec z przeszłością. Coraz przychylniej społeczeństwo patrzy na eutanazję. Zapomina się już, jak wielkim darem jest życie i że szacunek należy się każdemu ludzkiemu istnieniu. Dodatkowo z wiekiem umysł człowieczy traci wytrzymałość, osoba która zapragnie eutanazji może być niezrównoważona psychicznie, czuć się niepotrzebna, niechciana... To jednak nie koniec rewelacji, spory obejmują również aborcję. Niejednokrotnie miałem okazję  słyszeć, że splecione komórki to jeszcze nie człowiek. Bzdura. To jak z drzewem - zasadzone nasiona to zarodek drzewa, pierwsze stadium jego rozwoju. To nie nasiona będą rosnąc.

Zapewne jedną z przyczyn tej ludzkiej znieczulicy były 2 wojny światowe w XX w., kiedy to śmierć spotykana była częściej, aniżeli chleb, a człowieka przerabiano na mydło. Dlatego też po śmierci 27-letniej Amy Winehouse na Facebooku ujrzeć mogliśmy wypowiedzi typu "Oczywiście, że jej szkoda, ale jeśli to prawda że się zacpała, to mniej szkoda.". Czy to, że zmarnowała swoje życie  znaczy, że jest mniej warta od innych? Czy to, że zaćpała się na śmierc jest równoważne z tym, że nic nie znaczy, że można ją teraz bezkarnie obrażac? Tak zachowują się ludzie bez moralnego kręgosłupa, coraz ich więcej niestety. 


Obumarcie, odejście, sen nieprzespany, sen wieczny, śmierć, wymarcie, zejście, zgon (jakkolwiek to nazwać) nie jest jednak wyłącznie kwestią elementarnych reguł moralnych, lecz także wiary. W odniesieniu do niej człowiek postrzega śmierć inaczej niż ateista. Za przykład niech posłuży św. Paweł: "Dla mnie żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk". Z drugiej strony śmierć przypomina mi nieco... miłość. Mimo zapewnień tysięcy naukowców, że życie po życiu i miłość wieczna nie istnieją - nadal i na przekór w nie wierzymy. Egzystencja pełna wiary w to, co dobre i piękne jest zwyczajnie barwniejsza; bez badań i eksperymentów. 

W tym temacie w gruncie rzeczy mamy powody do zmartwień, w końcu grupka szamanów kilkaset lat temu, nie znająca koła, stworzyła kalendarz, który swój koniec ma mieć za 2 lata. A właściwie żaden koniec, po prostu kończy się tego właśnie roku jedna z (według Majów) epok świata. Na pewno zginiemy. A nawet jeśli nie, to liczba samobójstw znacznie wzrośnie. Wśród wszystkich tych rychłych końców świata, tylko jeden wydaje mi się realny, a jest to ten, który w utworze "Piosenka o końcu świata" prorokuje Miłosz. Każdego z nas czeka inny koniec świata. Osobisty koniec świata.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Co do Amy Winehouse to po części prawdą jest, że mniej żałujemy śmierci kogoś kto został skazany na krzesło, bo bawił się w zabijanie, czy tak jak ona np. przedawkował. To w sumie normalne, bo został usunięty ze społeczeństwa szkodliwy element, bez którego świat jest lepszy. My jednak jako chrześcijanie wiemy (powinniśmy wiedzieć), że ten element (człowiek) mógł się zmienić i mógł stać się najwartościowszą częścią tego świata i tym bardziej nikt nie powinien oceniać człowieka samego w sobie, a jedynie jego zachowanie, bo tak na prawdę nigdy do końca nie wiemy co siedzi w czyjejś głowie, nawet gdy znamy kogoś długie lata. Może trochę odbiegłem tym od tematu, ale właśnie tu można znowu nawiązać do Amy Winehouse, której złe postępowanie można potępiać, jednak jej osoby w żaden sposób oceniać, bo nie my od tego jesteśmy. "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, i nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a dostąpicie odpuszczenia"
Łuk. 6: 37

Tekst jak zawsze na +

Paweł Szala pisze...

Tak, masz rację zdecydowanie. Jednakże jest różnica między mówieniem, że ktoś zrobił coś złego, a mówieniem, że ktoś jest zły. Diabeł tkwi w szczegółach.

Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

no właśnie o tym napisałem^^ "...Amy Winehouse, której złe postępowanie można potępiać, jednak jej osoby w żaden sposób oceniać...", więc nie wiem skąd Twoja odpowiedź, ale ok :D

Paweł Szala pisze...

Szczerze mówiąc to strasznie zagmatwałem się w tym, co napisałeś i już sam nie wiedziałem, co popierasz, a co nie, ale jak widzę zgadzamy się - to dobrze. ;)

Prześlij komentarz