2 lipca 2011

Historia, propaganda i prawda

Przez tysiąclecia istnienia ludzkiego historia zawsze przepełniona była walkami, krwią, strachem, mieczami i ciężkimi toporami. W czasie późniejszym łukami, kuszami, bronią palną, dynamitem, bombami, gazami bojowymi etc. Historia najnowsza z perspektywy młodego człowieka jawi się bardziej jako ta radosna, aniżeli budząca trwogę, ukazująca niemoc jednostki. Wydarzenia z ostatnich kilkunastu lat nie są raczej "działką" historyków jak kiedyś Tukidydesa, Herodota i innych. Opisywaniem rzeczywistości zajmuje się dziennikarz. Dziennikarz pracujący zazwyczaj dla określonego komercyjnego medium. Wiele stacji telewizyjnych lub radiowych, tudzież gazet, niebezpośrednio, acz jednak manipuluje codziennością Kowalskiego; wywiera wpływ na wiele aspektów naszego życia, par exemplum politykę.

Skoro już wspomniałem o polityce, to należy w tym miejscu zauważyć, iż nie tylko media, ale i wszechobecna propaganda jest chwytliwym dla ludzkiego mózgu produktem ubocznym władzy. Często do czynienia mamy z reakcją łańcuchową, to znaczy propaganda >>> media >>> społeczeństwo. Wielokrotnie powtórzone kłamstwo ma wszelkie aspiracje, by pewnego pięknego dnia przeobrazić się w rzeczywistość. Tym bardziej, gdy słyszymy je zewsząd po kilka razy dziennie. Propaganda ma wielką siłę, a świat z tej siły korzysta. Bardzo powszechnym nurtem deformacji opisu jest polityka mocarstwowości. Stosowano ją w Polsce już w roku 1938, zakończyła się tragicznie. Skutki proklamowanej obecnie zapewne za jakiś czas również obejrzymy. Albo już oglądamy?

II. Wojna Światowa była dla Polaków traumatycznym doświadczeniem. O tym wszyscy wiedzą, nie muszę wysilać się w tym temacie. Jednak było tak nie tylko ze względu na straty materialne, ale i ubytki psychiczno-moralne. Biorąc pod uwagę kontenans Polaków, sprowokowany zapewnieniami rządu w 1938 r. o sile Polski i słabości Niemiec, a także prowokację Gliwicką - to łatwo powstać z popiołów (niczym Feniks) nie było. Prowokacja w Gliwicach, o której dzisiaj mało się słyszy, była kluczowym momentem układanki przygotowań do nadchodzącej wielkimi krokami, nieuniknionej wojny. O godzinie 20:00 31. sierpnia na radiostację we wspomnianej wyżej miejscowości wkradło się kilkunastu Niemców w mundurach polskiej armii i zamordowało wszystkich pracowników znajdujących się wewnątrz budynku. Byli to niemieccy więźniowie, którym obiecano wolność po wykonaniu tego niecnego zadania. Zamiast nagrody zadowolić musieli się kulką w głowie. Bądź co bądź, świat ujrzał z kamer nagranie atakujących Polaków na przygraniczną radiostację. Niemiecka propaganda działała na tyle skutecznie, iż Europa wierzyła w wydarzenie to jeszcze długo. Zdecydowanie za długo. Odwrotnie natomiast pod względem chronologii skutków egzystuje temat obozów koncentracyjnych. Obozy te usytuowane były na ziemiach polskich, a ginęli w nich głównie Żydzi. Dzisiaj w naszym pięknym XXI. wieku przez takie płytkie myślenie zagraniczna opinia publiczna opowiada o "polskich obozach służących do eksterminacji Żydów". A Niemcy i Rosjanie tylko przyklaskują całej sprawie. "Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości ani prawa do przyszłości."*.

Nieprzeciętnie zażarta była w czasie największej wojny w dziejach walka propagandy niemieckiej z radziecką, toczona w międzyczasie krwawych bitew. Najpopularniejszym i żyjącym w ludzkich głowach przykładem propagandy niemieckiej (antyradzieckiej) jest mniemanie, iż ZSRR nie był gotowy do wojny. Są dwa argumenty rzekomo dowodzące temu: Rosjanie przez 3 miesiące nie byli w stanie zając niewielkiej Finlandii, a także początkowe klęski Stalina z Hitlerem. Wytłumaczeniem pierwszego wydarzenia są nietuzinkowo mroźne i chłodne zimy w Finlandii, a także wielce problematyczne w zdobyciu kraju ukształtowanie terenu. Kontrargumentem na drugą postawioną tezę jest fakt, iż Stalin umiejscowił swe wojska na granicy, przygotowując się do ekspansji w kierunku zachodnim. Gdyby Hitler nie zaatakował ZSRR 22. czerwca, to w dwa tygodnie później Europa zostałaby zalana ogromnym wojskiem Związku Radzieckiego. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale Hitler uratował Europę. Z drugiej strony medalu patrząc, Niemcy zostali - w skutek ingerencji Rosjan - niesłusznie oskarżeni o zbrodnię Katyńską, największe barbarzyństwo i jedyną przyczynę całego konfliktu lat 1939-1945. Reszta Europy nie chciała, ale musiała natenczas uwierzyć w te "fakty". Strach przed ZSRR przerósł chęć odkrycia prawdy, nieoficjalnie tajonej do 13 kwietnia 1990 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow przyznał, iż NKWD dokonało zbrodni w lesie katyńskim.

22. listopada 1963 r. ginie prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki John Fitzgerald Kennedy, uznawany za przeciętnego prezydenta, średnio lubiany. 10. stycznia 2010 r. ginie prezydent Polski Lech Kaczyński, uznawany za przeciętnego prezydenta, wybranego z przypadku, szykanowany na każdym kroku. Po nagłej śmierci obydwaj uznani zostają za męczenników i bohaterów narodowych oraz wzrastają do rangi mitycznych obywateli. Media nie ukazują już żadnych oszczerstw z przeszłości skierowanych w kierunku głów państw, mowy wyłącznie idealizujące obydwu panów. "Bez zrozumienia przeszłości, nie sposób zrozumieć teraźniejszości. Problem w tym, że historia nigdy nie powtarza się mechanicznie"**. 26. IV - data z pewnością znana na całym świecie, a już z pewnością w okolicach Czarnobyla. W niedługi czas po wybuchu reaktora w elektrowni, Polski rząd dementuje przecieki o wielkości i wadze zdarzenia. Mimo wysokiego stopnia napromieniowania powietrza organizowany jest pochód 1.-majowy z obowiązkiem stawienia się; utrzymywany jest normalny tryb życia. Kilkanaście lat później liczba chorych na nowotwór drastycznie wzrasta. Tak właśnie fałszuje się prawdę i historię. Do dziś ukazują się filmy mówiące o śmierci bodajże 20-30 osób. Ręce opadają.

Proces świadomego deformowania historii, proces propagandy i kłamstw trwa nieprzerwanie i nieubłaganie. Żyjemy w pięknym, kolorowym, wolnym i równym świecie Adidasa, McDonalda i wiecznych rozkoszy. To właśnie wmawia nam propaganda. Nie ma już jedzenia odchodów z powodu głodu dzieci w Afryce, nie ma wojen w Iraku, Afganistanie i kilku innych miejscach na ziemi, nie ma obozów koncentracyjnych w Korei Północnej ani śmierci. A jeśli już ktoś umiera to na pewno pięknie, a nie ze zmasakrowanym ciałem po wypadku samochodowym. Żyjemy złudzeniami i pozorami (o co cyzelatorsko stara się nasz rząd). Za przykład wciąż funkcjonujących i sprawdzających się humbugów niech posłuży sytuacja: w 2007 r. ceny wzrosły - winny PiS będący przy władzy; w 2011 r. ceny znowu wzrosły przy "panowaniu" PO, ale w tym wypadku po prostu musiało tak być. Prawda? Gówno prawda. Najstraszniejsze jest jednak to, iż coraz częściej zawód dziennikarza, czyli domyślnie osoby przekazującej informacje obiektywnie, przeobraża się w funkcję opiniodawczej prostytutki. Ile dziś kosztuje prawda?

* Józef Piłsudski
** Bronisław Wildstein

2 komentarze:

Tau pisze...

Ciekawy, choć mocno pesymistyczny tekst... I trudno się czyta, bo to prawda (jakże boleśnie prawdziwe jest to stwierdzenie)... Co gorsza zaczynam dostrzegać (nie w mediach, a w życiu, codziennych rozmowach), że ludzie przestają już "wierzyć w Polskę". Zwykli, moim zdaniem bardzo porządni ludzie, ciężko pracujący, zaczynają być już zmęczeni sytuacją w kraju... Jeszcze jak na złość informacje o niej są mocno przeinaczane, koloryzowane (nie, żeby dziennikarze kłamali, myślę, że sami się w pewien sposób potopili w tym szambie i nie do końca są pewni, co jest ważne a co nie) i oklepywane na kopyto jakiejś konkretnej kandydującej persony... Sam już przestałem oglądać serwisy informacyjne, bo jedyna myśl, jaka przychodzi do głowy to "nie no, co jest kur...? To jakaś bajka chyba... Albo ze mną coś jest nie tak, i to, co normalne uważam za nienormalne, albo z ludźmi, bo nie widzą, jaki syf im się podaje, albo z mediami, bo chyba nie są świadome, że nie mają ciemnego ludu po drugiej stronie szyby czy arkusza celulozy..." Już pomijam fakt, że niektórzy dziennikarze to faktycznie ch... chyba myślą kieszenią (zawsze były jednostki, dla których pieniądz był jedyną prawdą, albo czynnikiem ją kształtującym). Współczuję tym prawdziwym, niezależnym, bo masy nastawiają się do nich negatywnie, patrząc nań przez pryzmat swoich... niedoskonałych kolegów... A wracając do kwestii zmęczonych Kowalskich, o których wcześniej wspomniałem, to chyba do nich dołączę... Nie, żebym miał jakiś kryzys ideałów i zrywał z patriotyzmem tylko... Jeśli naród to ludzie, ich więzi, a ja przestaję je czuć i dostrzegać to... Czy mam co kochać?

Paweł Szala pisze...

Tekst jest raczej prawdziwy, nie pesymistyczny. Piszę o prawdziwych, nie odrealnionych wydarzeniach, konkretnych przykładach.
Dziennikarze faktycznie w całej tej "młócce" politycznej mogą całkiem niechcący nagle, z dnia na dzień stracić obiektywność, bo lud tak myśli i wszyscy tak mówią. To jest najgorsze, bo gdy przychodzą nowi, to powtarzają stare,utarte schematy i tak w nieskończoność. Obiektywność to cecha, której trzeba uczyć się konsekwentnie latami.
A co do więzi w naszym kraju... Stajemy się coraz podobni do siebie, do naszych krajowych sąsiadów, jest jakby powrót do uniwersalizmu średniowiecza. Historia zatacza krąg, trudno tego nie zauważyć. Przez to właśnie podobieństwo i otwarcie na świat ginie nasza tożsamość narodowa i gatunek patriotów wymiera.

Prześlij komentarz