27 czerwca 2011

WOLNOŚĆ

Tekst w całości autorstwa Agnieszki Szado, zapraszam do lektury.

Wolnośc. Piękne, podniosłe słowo, które w dzisiejszym czasie często nie znajduje uzasadnienia. Jesteśmy wolni, ale czesto tego nie doceniamy. Nie doceniamy jej, czesto nie zwracamy na nia uwagii. Polska jest narodem, który lubi narzekac na wszystko i na wszystkich. Zawsze znajdziemy powód do złości, smutku czy ciągłego marudzenia. Nie doceniamy tego, że teraz mimo, wielu niedokonalości żyje nam sie lepiej. Jesteśmy WOLNI. Nie dociera do nas znaczenie tego słowa. Możemy bez problemu wypowiadac swoje myśli, chodzic do szkoły czy chociażby bez problemu zakładac rodziny z kim i kiedy chcemy. Mimo, to narzekamy. Zdaje sobie sprawę z tego, ze może jestem jeszcze młoda, niedoświadczona, ale mimo to, często denerwuje mnie, że jesteśmy tak małostkowi i bezmyślni. Ostatnio obejrzałam świetny film Peter Weir'a pt."Niepokonani". Może to co teraz powiem, nie bedzię obiektywne, ale film jest po prostu niesmowity. Napiekniejsze jest w nim to, że opowiada hisotirę prawdziwą, o grupce śmiałków ( w większości Polaków), ktorzy w 1940r uciekają z sowieckiego gułagu i przemierzają 6000 km ku wolności. Głównym bohaterem jest Janusz, który został zesłany na 20 lat za szpiegostwo, do którego nie chciał sie przyznac. Niestety, został wydany, przez własną żonę, którą torturowano. Dlatego, też mimo, iż wydaje to się niemożliwe, postanawia do niej wrócic, by nie zadręczała sie do końca życia tym co zrobiła. Każdy z bohaterów filmu ma swoja, niepowtarzalną historię oraz powód by uciec ku wolności. Podejmują się niemożliwego - swoja podróż ropoaczynają od Syberii, przez tajgę, wyżyny Mongolii, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje aż docierają do Indii. Nie wszyscy przeżywają tą ciężką, obfitującą w niebezpieczeństwa podróż, ale przynajmniej jak powiedział na początku główny bohater " Umrierają jako Wolni Ludzie". W dawnych czasach, Polacy potrafili podjąc sie niemożliwego, by byc wolnym. Robili rzeczy, o którym nie śniło sie filozofom. Wiem, że w dzisiejszych czasach, nie musimy mierzyc się z mierzyc się z takimi rzeczami, ale powinniśmy czasami spróbowac docenic to, co posiadamy. Niedawno przeczytałam w pewnym magazynie,że Polska znajduje się na 58 miejscu wśród 149 państw ujętych w Światowej Bazie Szczęścia. Czyli nie jest jeszcze z nami tak źle. Ale przestańmy miec ograniczenia, nie bójmy się pokazac tego kim jesteśmy. Jak juz parę razy powtarzałam, jesteśmy teraz WOLNI. Mozemy byc tym, kim chcemy byc. Nie musimy się chowac pod maską człowieka, którą narzucają nam inni ludzie. Możemy robic to co chcemy, byc tym kim pragniemy byc. Nie narzekajmy więc wciąz jak to chcielibyśmy, byc kimś innym, jacy jesteśmy beznadziejni itp. Nikt nie jest doskonały, chociaż czesto zmyleni przez media, widzimy wszystko, w przerysowanych kolorach. W dzisiejszych czasach, nie musimy już, walczyc w dosłownym tego słowa znaczeniu o wolnośc, ale każdego dnia walczyc ze strachem, związnym z obojętnością ludzi i ich ktyrycyzmem. Zróbmy coś ze swoim życiem, bo nasi przodkowie długo walczyli o naszą przyszłośc. Nie zmarnujmy tego.
Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest.

— Johann Wolfgang Goethe

19 czerwca 2011

"Trudno się to czyta (...), bo to prawda"

III RP nie jest mocarstwem niczym USA, Chiny, Rosja, ale nie jesteśmy też San Marino (z całym szacunkiem dla kraju, gdyż ich drużyna piłkarska jest konkurencyjna z naszą. Z drugiej strony nie ma się co załamywać, przed nami w rankingu FIFA zostały Dzieci z Bullerbyn, a potem to już z górki). Czyli panegiryk na cześć sytuacji Polski w Europie.

Polska jest w geograficznym centrum Europy. Niestety określenie "geograficznym" jest konieczne, jeśli popatrzymy na stan polskiej gospodarki. Rząd co chwila zapewnia nas, iż jesteśmy normatywnym państwem, wzorem do naśladowania dla innych krajów, bawiąc się w demagogię. Premier wraz ze swym sztabem przypomina nam przy okazji (ażeby nam to wśród jakichś smoleńsków, binladenów, eurów 2012-ów nie umknęło), że tak jak i powiadali faraonowie tysiące lat temu - "władza nie jest przywilejem, to bardzo ciężki obowiązek". Oczywista oczywistość. Dobrze przynajmniej, że raz na jakiś czas możemy pokazać się z Obamą w świetle fleszy, tudzież poprzytulać z Putinem. Polska polityka zagraniczna wraz z pozycją i wartością państwa dokonuje znacznej amelioracji. Ba! Zaistniał nawet projekt według którego dzieci polskie i niemieckie uczyć się będą z takiego samego podręcznika. Nie możemy już doczekać się tej prawdy historycznej, nie mam racji?

Niemcy i Rosja to jednak nie jedyne narody, które w czasie zeszłego stulecia patrzyły na Polskę "niezbyt" przychylnym okiem. Na skutek konfliktów terytorialnych przy naszej południowej granicy (dotyczących głównie Spiszu i Orawy) w XX. wieku także Słowacja stała się potencjalnym adwersarzem Polski. Słowacy pierwszego września 1939 r. o godzinie 5:00 przekroczyli granicę i na rozkaz Hitlera 3 dywizje rozpoczęły mord zaskoczonych Polaków. "Trudno się to czyta przede wszystkim dlatego, że to prawda"* - nie sposób nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Dzisiaj znacznie łatwiej przychodzi nam dyskutować o tym, co proste, nieskomplikowane, łatwe i przyjemne. Na przykład napływ Słowaków do Polski i robienie przez nich zakupów, bo u nas lepiej lub dysputy o zjednoczonych organizacjach, które zajmują się kwestiami Tatr.

Ogólnie rzecz ujmując, z wyznaczaniem konkretnego początku II. Wojny Światowej nie jest tak łatwo i jednoznacznie, jak mogłoby się wydawać. Zaczynając na tym, iż w '39 roku Hitler pomylił godziny i do informacji publicznej podał 5:45, a kończąc na Tczewie i Wieluniu. Co to za miejscowości, dlaczego o nich wspominam? O godzinie 4:34 (1. IX. 1939 rzecz jasna) na stację kolejową w Tczewie, na granicę Wolnego Miasta Gdańska, wkroczyły pierwsze oddziały piechoty hitlerowskiej w znanym nam dzisiaj celu. Wieluń natomiast to inna kategoria lub jak to mówią - inna bajka. Minutę przed (nie)oficjalnym uderzeniem Schleswiga-Holsteina znajdujący się w centrum Polski Wieluń został bezlitośnie zbombardowany przez niemieckie lotnictwo. Dzisiaj historycy nie wchodzą jednak w polemikę co było pierwsze, gdyż różnice czasowe są niewielkie, a argumentacja potęgowana jest tym, iż na Westerplatte (to jest tam, gdzie atakował Schleswig-Holstein) atak był najtwardszy.

Kolejny trudny temat - Smoleńsk Anno Domini 2010. Temat poruszany non-stop przez opozycję, a tuszowany przez rząd. Czego by o katastrofie nie powiedzieć, to jedno jest pewne - wszelkie niedoskonałości naszej polityki zagranicznej i wszechobecnej biurokracji zostały obnażone, a jako kraj nie podołaliśmy w obliczu klęski. Mało prawdopodobnym jest jakikolwiek zamach, choć Rosjanie od roku nie chcąc zwrócić należnego nam wraku dają powody ku podejrzeniom czy też gniewie. Człowiek, który nie ma nic do ukrycia, pokazuje co należy bez wahania. W jednej chwili wydarzenie z 10 kwietnia 2010 r. ukazało jak na dłoni pozycję Polski w obecnej Europie. Nie pomogły ani skargi, ani prośby, bo kogo to obchodzi? Rząd woli przyjąć kontenans defensywny, nie naprzykrzać się Rosjanom, a sprawę puścić w niepamięć, będzie bezpieczniej. Przykładowo, choć dosyć obrazowo - gdy rozbije się francuski cywilny Boeing - zbierana jest każda śrubka, a gdy u nas rozbije się samolot prezydencki - nikt nie jest w stanie przewieźć go przez rok na teren kraju. Ot, Polsko-Rosyjska, sielankowa przyjaźń.

Niemcy też nie pozostają bierne w budowaniu coraz cieplejszych stosunków z potomkami Mieszka I. Ku ogólnemu zadowoleniu kończona jest właśnie budowa gazociągu, prowadzonego z Rosji do Niemiec, ale tak, aby ominąć Polskę. Wystarczy spojrzeć na mapę, by uświadomić sobie ten absurd. Jeszcze 5 lat temu Radosław Sikorski wykrzykiwał nazywając umowę tą nowym paktem Ribbentrop-Mołotow, dzisiaj jedynym odgłosem reakcyjnym na salach obrad jest cisza. A popatrzmy na sytuację mniejszości w jednym i drugim kraju (polskich w Niemczech, niemieckich w Polsce). Nasi zagranicą mają znacznie gorszą prawną sytuacją, a gdy Polska niedawno zgłosiła się z prośbą o zmiany, to po usłyszeniu pierwszego "nein" zrezygnowała. Cóż za bohaterska walka o naród! Tymczasem nasz zachodni sąsiad staje się czołowym państwem w Europie, co według niektórych polityków zobowiązuje do "lizodupstwa", najwyraźniej takie dogmaty - no co poradzisz?!

Niedawno do Polski zawitał prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki - Barack Obama, powoli przymierzający się do przyszłorocznych wyborów prezydenckich. W czasie wizyty z pewnością mógł z Tuskiem wymienić kilka cennych uwag dotyczących zwalczania terroryzmu na świecie. Obama załatwił Osamę, a Tusk walczy z kibolami, jak na wodza przystało. Bądź co bądź Polska - jako największy, najwspanialszy, największy przyjaciel USA - nadal walczy o zniesienie wiz i nie może doprosić się o tarczę antyrakietową. No ale za to mogli sobie zrobić zdjęcia z Barackiem! Nooo, to teraz nikt już nie podskoczy! Chyba.

III RP nie jest mocarstwem niczym USA, Chiny, Rosja, ale nie jesteśmy też San Marino (z całym szacunkiem dla kraju, gdyż ich drużyna piłkarska jest konkurencyjna z naszą. Z drugiej strony nie ma się co załamywać, przed nami w rankingu FIFA zostały Dzieci z Bullerbyn, a potem to już z górki). Boimy się, tworzymy relatywne przyjaźnie, niejasne znajomości, uspokajamy się wzajemnie, a gdy komuś przestaje pasować obecny stan rzeczy nazywany jest debilem, oszołomem lub też (ostatnio modne) rusofobem. Bronisław Komorowski na swym wystąpieniu w obozie Auschwitz-Birkenau morderców z lat 1939-1945 nie nazywa ani razu (ANI RAZU) Niemcami, za każdym razem słyszymy, że byli to naziści. Napoleon Bonaparte powiedział niegdyś lapidarnie i słusznie: "Honor wyklucza zawieranie z nim kompromisów". Więc czy Polska ma jeszcze honor, czy stał się on jedynie nomenklaturowy? Rząd na początku kadencji obiecywał spokój w kraju, ale za jaką cenę? Za jaką cenę...

* kwartalnik "Tatry" numer wiosenny 2011 - L'uba Rusnakowa

11 czerwca 2011

"Nothing lasts forever"*

Podział jest jednym z czynników kulturotwórczych, sprawia iż różnimy się od siebie. Historia wprost ukazuje nam  wiele przykładów rozłamów, rozgraniczeń, których było tak wiele, że nie widzę większego sensu ich przytaczania. Dzisiaj podziały wciąż istnieją mając się jak najlepiej i widoczne są nawet w szerszym medium niż dotychczas, np. kwestia wojen "pseudokiboli", o których w ostatnim czasie słyszy się tak wiele złego. Są jednak tak samo pozytywne aspekty dążenia do statusu quo w społeczeństwie, a mianowicie działalności charytatywne i oddawane setki tysięcy na biedniejszych, tudzież chorych. Niestety nawet tutaj nie brak ostentacyjnego miłosierdzia. Bono - wokalista grupy U2, po wypadnięciu jego zespołu z tzw. "obiegu", porażce finansowej najnowszej płyty, zaczął uprawiać filantropię, czym "wkupił się" w łaski polityków i sam wzmocnił ich szeregi. Że tak zacytuję Bogusława Lindę: "Teraz pomaganie jest modne, kiedyś nie było modne, bo było oczywiste". Przyznac jednak trzeba z niekrytą słusznością, iż nie zawsze granice są bezpośrednio widoczne, a za przykład niech posłuży nasza kochana matka Europa, córka babki Pangei**.

Jeżeli mowa wyłącznie o Starym Kontynencie, to kamieniem węgielnym podziałów (nie tylko religijnych) jest wielka schizma wschodnia. Obrzucenie się wzajemne klątwami - wskutek konfliktu dotyczącego dominium kościelnego - przez patriarchę Bizancjum i papieża w 1054 r., spowodowało podział wiernych. Na Soborze Watykańskim II. w 1965 r.doszło niejako do obustronnej absolucji, choć jak widać z perspektywy czasu - nieskutecznej. Dzisiaj nurt prawosławny nie uznaje niektórych dogmatów, przyjętych przez Kościół rzymskokatolicki, jak na przykład ten o czyśćcu, niepokalanym poczęciu Maryi czy nieomylności papieża w kwestiach wiary. Także i w XVI. w. przodkowie nasi byli naocznymi świadkami reformacji, kolejno Marcina Lutra, Jana Kalwina i Henryka VIII Tudora. Europa całkowicie podzieliła się w kwestii wiary. W Niemczech doszło do chłopskiej rewolty pod dowództwem Tomasza Munzera. We Francji trwały walki chrześcijan z hugenotami, a w noc św. Bartłomieja 1572 r. odbyła się "Rzeź hugenotów" w wyniku której zginęło około 3000 wyznawców Jana Kalwina. Kościół rzymskokatolicki tracił miano normatywnego, a eklezjaści miano godnych naśladowania, w efekcie - liczba wyznawców znacznie spadła. I nadal spada.

Na ten sam okres, co reformacja przypadły czasy dualizmu ekonomicznego, zwanego też gospodarczym. Na zachód od rzeki Łaby chłopi pracowali na swych terenach, starając się o jak największe plony, cześć procentową oddając szlachcie. Na wschód od tej niewidocznej granicy chłopstwo zobowiązane było do pracy na szlacheckich folwarkach, otrzymując wypłatę niezależną od pracy. Jak nietrudno się domyślić na wschodzie chłopom nie zależało na efektach, gospodarka na tych terenach uległa stagnacji, a w czasie późniejszym zacofaniu. Na zachodzie doszło do zapoczątkowania kapitalizmu, trwającego nieprzerwanie do dzisiaj. Przez następne kilkaset lat niedorozwój ten widoczny cały czas, a punktem kulminacji okazał się okres powojenny, kiedy to doszło do wielkiej przepaści gospodarczej, dzielącej te dwie części Europy. Wschód przez stosowaną przez Rosjan taktykę "spalonej ziemi" wyglądał jak jedno wielkie pobojowisko. Od drugiej połowy lat 40. aż do końca 80. XX. w. Stary Kontynent rozgrodzony był tzw. "Żelazną Kurtyną". Określenia tego jakże precyzyjnego, a jednocześnie subtelnego po raz pierwszy nie użył (jak powszechnie się uważa) Winston Churchill  a minister propagandy i oświecenia publicznego III. Rzeszy, Josef Goebbels.

Zachód - nowoczesność, wschód - tradycja; zachód - wolność, demokracja; wschód - komunizm; zachód - wolny, szeroki rynek; wschód - rynek centralnie sterowany. Różnimy się od siebie, ale "my", czyli kto? Po której strony barykady stoimy? Polska usytuowana jest pomiędzy wschodem a zachodem, na terenach środkowej Europy. Poziomem gospodarczym i rozwoju bliżej nam ku wschodowi, polityką i wszelkimi układami garniemy ku zachodowi. I tak trwamy w niewiedzy, do którego bloku należymy, gdzie nasze, a gdzie nie. Dowiemy się pewnie przy okazji następnych wojen za kilkanaście, -dziesiąt, -set lat. Wiesław Myśliwski napisał niegdyś antypatyczną, choć niestety słuszną sentencję: "Kiedy ludzi może coś podzielić, na pewno się podzielą". Wszystko się zmienia, ulega podziałom, "wszystko płynie"***, ciężko w całym tym zawirowaniu odnaleźć prawdziwie "ja", lecz warto próbować.

* "Nothing last forever" - wers z utworu "Perfect" zespołu Simple Plan.
** Pangea - pierwszy powstały kontynent, który rozpadł się na kilka części, na których po dziś dzień żyjemy.
*** " Wszystko płynie" - Heraklit z Efezu.

8 czerwca 2011

Sprawozdanie z wizyty prezydenta w Nowym Targu

We wtorek, dnia 31. maja w Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej od rana oczekiwano ważnego gościa. Był nim pierwszy obywatel Rzeczpospolitej Polski – prezydent Bronisław Komorowski wraz ze swą małżonką . Zjawił się on w ramach odwiedzin Podhala, ale także ze względu na obietnicę jaką złożył tutaj w czasie swej kampanii prezydenckiej. Brzmiała ona: „Jeżeli zwyciężę w wyborach, to wrócę tutaj”.

Pogoda była piękna, czyste niebo i słońce świecące nad głowami uczniów okolicznych szkół, oczekujących przyjazdu prezydenta już od godziny ósmej. Publiczność nie była jednolita społecznie, a byli to: pracownicy wykładający na co dzień w tej placówce, studenci, uczniowie, duża liczba zaproszonych gości i rzecz jasna ogrom osób koordynujących całe to przedsięwzięcie, tudzież stanowiących ochronę pana Prezydenta.

Po co najmniej pięciu zapowiedziach spikera na głównej scenie ukazała się para prezydencka, witana gromkimi brawami i uśmiechami. Przez około dwadzieścia minut byliśmy świadkami wzajemnego oddawania sobie honorów pomiędzy oficjelami, przekazywania prezentów, ciepłych słów, a w kulminacji nadania prezydentowi honorowego obywatelstwa Nowego Targu. W chwilę po początkowej egzaltacji tłumu, emocje odrobinę opadły, a Bronisław Komorowski opowiedział, jak bardzo ceni sobie Podhale i hart ducha górali, którzy nigdy się nie zmienią, cokolwiek by się działo. Następnie nadszedł czas na pytania zgromadzonych na sali studentów.  Pytań było dokładnie pięć; prezydent troszkę żartobliwie, trochę poważnie odpowiadał na nie, ogólnie wzbudzając entuzjazm zgromadzonych. Główny gość opowiadał o swej młodości, wspominał czasy ważnych przemian politycznych w kraju, przypadających na okres jego studiów, mówił o wartościach i postawie obywatelskiej.

Spotkanie trwało łącznie około czterdziestu minut, a gdy część publiczności rozproszyła się po ulicach, konwój prezydencki ruszył w asyście ochrony, policji oraz straży pożarnej do Ludźmierza na specjalną, okazjonalną mszę z okazji przybycia głowy państwa, o godzinie 11. Jedyne co pozostawało, to pomachać odjeżdżającej parze prezydenckiej, spoglądającej na ulice miasta zza przyciemnionej szyby służbowego samochodu.