11 maja 2011

Kto ty jesteś? - Polak mały.

Kowalski, Nowak, Szala i sto tysięcy innych. Każde nazwisko ma jakieś znaczenie, symbolikę, na wzór niegdysiejszych herbów. Nie tak dawno jeszcze pomiędzy tymi dwoma podmiotami stawiano znak równowagi i ich wartość była jednaka dla całego rodu. Przykładem jest chociażby William Shakespeare, który nazwiska nie odziedziczył po swych rodzicielach. Gdyby tak się wydarzyło, to dziś "Romeo i Julia", "Hamlet" i wiele innych dzieł byłoby skatalogowane jako twory spod ręki Wiliama Ardena. Nazwisko jego to zespolenie dwóch wyrazów, a mianowicie "shake" i "spear". Pierwszy z z nich Shakespeare wziął pod uwagę, gdyż w całej Europie powiadano natenczas, iż trzęsie, rządzi i deformuje on scenę teatralną na deskach "The Globe". Spear (do czego dążę) zostało dodane przez niego z powodu znajdującej się na herbie włóczni pod którą widniał również napis "Non Sanz Droict"*. Dzisiaj jednak rodowe sygnatury wyszły z powszechnego użytku i mody, niestety wraz z nimi opadły i inne wartości, za które niegdyś nasi przodkowie bez zawahania dumnie nadstawiali piersi nie zawsze otulone kirysem, a częściej brudnymi, wymęczonymi, pokrwawionymi szmatami. To jest dobre imię, ojczyzna, wiara.

Nazwisko jest naszą wizytówką, dlatego niejednokrotnie spotykamy się z pseudonimami artystycznymi, jeżeli dana persona stwierdzi, iż woli być "inna" niż jest. W internecie odnaleźć można od groma witryn o tematyce poświęconej sabotażowi powszechnie znanych i lubianych. Przez wieki nasze nazwiska ulegały metamorfozom z najróżniejszych przyczy a'la pomyłka przy zapisie, a proces zmian trwa nieprzerwanie. Z tego też wynika znakomita ich różnorodność, a w krajach w których globalizacja sięga właściwie apogeum typu Stany Zjednoczone, Francja, Irlandia, pojęcie dziwnego nazwiska nie funkcjonuje ze względu na tę właśnie różnorodność. Zjawisko takie mogło by nastąpić chyba jedynie w sytuacjach ściśle określonych i wybitnie specyficznych, jak np. to w skeczu kabaretu Limo**.

Pochodzenie zobowiązuje nas również do patriotyzmu, który powinien wpajany być od najmłodszych lat. Miłość do ojczyzny to to, co trzyma kraj w ryzach, wspólnie, nawet gdy wrażenie jest odmienne. Przekonać się o tym mogło wielu wielkich dowódców, a najlepiej Karol Gustaw w czasie wojen polsko-szwedzkich w XVII. wieku. Jak wszędzie i zawsze znajdowali się w naszych granicach fałszywi nihiliści, lecz w chwilach trudnych wskutek działań mobilizacyjno-koncyliacyjnych Polaków, dziewięciu na dziesięciu stanie w szeregu, a jednocześnie brudzie i ubóstwie, by wylać krew za ojczyznę. Tacy już jesteśmy, jak w bajkach. Współcześnie, gdy siła jednostki intensywnie traci na znaczeniu i nie jest koniecznym obowiązkiem stawanie oko w oko z nieprzyjacielem ciężko określić z tzw. "biegu", kto zasługuje na miano patrioty, a kto nie. Stanowią o tym w gros przypadków drobnostki, niuanse, jak szacunek do prezydenta, uczciwość obywatelska, znajomość historii, a nawet regularne oddawanie należytych państwu płatności (nawet w wypadkach, gdy cena cukru wynosi 5-6 zł). Są osoby starające się dołożyć swoje pięćdziesiąt groszy dla dobra gospodarki, kupując wyłącznie polskie produkty. Lecz jak odróżnić je spośród innych, jeśli nie czytając całą etykietę/umowę. Jedna z najbardziej szanowanych firm o nazwie Telekomunikacja Polska kojarzona z krajowym przedsiębiorstwem, przywędrowała do nas z Francji, także o resztę wolę nie pytać.

Wskutek wszechogarniającej świat globalizacji ginie nasza tożsamość narodowa. Wszystko staje się identyczne, przypomina uniwersalizm średniowieczny; jemy to samo jedzenie, oglądamy te same programy i filmy, nosimy takie same buty. Są oczywiście również i pozytywne aspekty tej sytuacji, lecz mam wrażenie iż nie są one usprawiedliwieniem dla panującej sytuacji, a Polska przestaje być najważniejsza (jak w hasłach), a jedynie pospolita na tle światowym. Jedyne co pozostaje ze znanego II - wojennego hasła "Bóg, honor, ojczyzna" to program "Kocham cię Rosjo!" prowadzony przez Macieja Kurnajewskiego***, który to odpowiada na najbardziej frapujące Polaków pytania, typu "Ile procent osób opuszcza deskę klozetową?", wtóruje mu zaś stado silikonowych, egzaltujących się tą informacją blondynek. I czasami ma się tylko ochotę wspomnieć starego, dobrego Kmicica: "Kończ... Waść... wstydu oszczędź!"

* Non Sanz Droict (łac.) - Nie Bez Prawa;
** skecz kabaretu Limo pt. Zmiana nazwiska;

*** Zbieżność osób, nazwiska i wydarzeń rzecz jasna całkowicie przypadkowa.

1 komentarze:

Tau pisze...

Bardzo nurtujący temat poruszyłeś. Wielu ludzi zastanawia się, za co do cholery kocha ten nasz polski grajdołek... Smutne jest też to, że nasz "sarmacki naród wybrany" dawno nie dokonał niczego romantycznego, bohaterowie powymierali... Historia znowu zatacza krąg i z braku powyższych powodów do dumy kolejny raz oglądamy się za siebie myśląc "kur... jacy my jesteśmy zaje..." (tak, bo język, kiedyś skomplikowany i piękny, staje się prosty, wręcz niechlujny). A tak na prawdę to czas wielkiej Polski przeminął dawno, dawno temu. Nie twierdzę, że nie było potem ludzi wspaniałych, ale... Co oni mogli sami zrobić? Tego "Narodu Polskiego" chyba już nie ma. Gdyby był, te wszystkie piękne idee, wzniosłe hasła stałyby się rzeczywistością. Cóż... I tak pozostanę patriotą, czując szalone (może naiwne?) przywiązanie do naszego kraju... Dzięki wielkie.

Prześlij komentarz