2 maja 2011

"Heaven, I'm in heaven"*

Czym jest szczęście? Uśmiech, miłość, wygrana w loterii, udane życie, raj? W celu odpowiedzenia na to pytanie należy wiedzieć, czym jest raj. Jest to po prostu pełne dobrobytu, piękne miejsce, prawda? I tutaj dochodzi do tzw. reakcji łańcuchowej - bo czymże jest piękno? Pewien włoski artysta** zdefiniował je niegdyś jako "Połączenie elementów, które tak ze soba współdziałają, że nie trzeba nic dodawać, ani ujmować, ani zmieniać". Szczęście, piękno i raj są pojęciami całkowicie subiektywnymi. Szczęściem dla aktora jest otrzymanie Oscara na wielkiej gali, pięknem dla Kowalskiego są cycki Doroty Rabczewskiej, rajem dla stalkera - radioaktywna zona. Te trzy pojęcia poruszane są w mediach (bynajmniej nie mówię o budowie biologicznej wyżej wymienionej "piosenkarki"), ale i w codziennym życiu nadzwyczaj często. ZBYT często, przez co współcześnie mają charakter właściwie androginiczny, tracone jest ich pierwotne znaczenie. Kolejno wymieniające się "u władzy" ugrupowania polityczne obiecują nam rajskie państwo, wskutek powrotu rodaków zza granicy, obniżenie podatków, cen w sklepach, rozwój dróg niczym "te zachodnie". Z roku na rok staje się to równie prawdopodobne, co fakt iż Lech Wałęsa nie był tajnym współpracownikiem Służb Bezpieczeństwa.

Idee a'la rajskie, wyśnione państwo pojawiły się po raz pierwszy w renesansie. Powstało wówczas dzieło "Utopia", traktujące o idealnej wyspie, gdzie wszyscy są tacy sami i tak samo szczęśliwi. Awangardzistą pod względem pojęcia identycznego z nazwą książki, które jako mrzonka funkcjonuje po dziś dzień był Tomasz Morus. Współczesnym spadkobiercą "Utopii" stał się BioShock - tak, gra komputerowa. W produkcji tej autorzy duży nacisk położyli na fabułę, która - faktycznie - znajduje się na poziomie hollywoodzkich superprodukcji. Główny wątek opowiada o podwodnym, wolnym od reszty świata i moralności mieście, którego mieszkańcy na skutek przesadnego poczucia bezkarności i eksperymentów (podobnych gatunkowo do tych prowadzonych przez doktora Mengele), przeobrażają miejsce to w podwodne piekło. Raj utopiony z czasem staje się rajem utopijnym. I upada.

Identycznie jednorodności pożądał Adolf Hitler. Nie zsyłał on ludzi na śmierć w celu folgowania swym psychopatycznym, sadystycznym potrzebom czy pragnieniom. Działał tak a nie inaczej, ponieważ marzył, by wszyscy byli identyczni, tacy sami, cała jego propaganda rasowa pro-nordycka zaczęła funkcjonować w pełni. I na czele on - posłaniec bogów, wielki (bagatela 170 cm wzrostu...) Fuhrer, sprawujący dominium i obejmujący jurysdykcją ponad wszystkimi całą kulę ziemską. Bardzo zbliżone powódki kierowały również Marksem i Engelsem, gdy kreowali oni nowy ustrój społecznie-polityczny. Miał to być złoty środek - nie ma bogatych, nie ma biednych, wszyscy to samo i tyle samo. Powtórka z rozrywki. Dzisiaj komunizm kojarzy się wyłącznie w sposób pejoratywny ze względów praktycznych, nie teoretycznych.

Raj to również (może głównie?) Eden. Na dzień: drugi maja 2011r. pojęcie to powszechnie rozumie się jednak zbyt dosłownie. Raj przedstawiony w Księdze Rodzaju stanowiącej trzon Tory jest miejscem szczęścia, ale dla autora, który żyje na pustyni. Stąd cztery różne rzeki (które zaspokoją wszelkie pragnienia z każdej strony), ogrom pożywienia (pozwalający się najeść do syta) i piękno natury, którego na pustyni nie znajdziemy. Także z tego samego powodu, stworzeniem kuszącym człowieka jest wąż, gdyż jest to najbardziej podstępne i najgroźniejsze zwierze, jakie można spotkać na owych piaszczystych terenach. Występują w aż 16 jadowitych odmianach. Aktualnie temat przetrwania przestał być najistotniejszy, gdyż nie jest o nie tak trudno, jak było niegdyś. Biblijny raj nas nie pociąga, ba, nawet piekło jawi się być czymś ciekawszym, mniej monotonnym. Zapominamy, że to metafora, a każdego z osobna czeka (lub i nie) inny kabalistyczny Eden.

Piękne jest to, co lubimy, cenimy, kochamy; raj to miejsce piękne; szczęściem jest być w takim miejscu (raju). Osobne, eklektyczne tłumaczenie tych słów jest niepełne, niezadowalające i często niezrozumiałe. Raju na Ziemi nigdy nie było, nie ma i nie będzie, jedyne co nam pozostaje to wiara w ten nasz pozagrobowy Eden. A o to coraz trudniej. Być może to idealne miejsce zadowoli nas i nie odrzucimy go niczym Adaś Miauczyński w "Dniu Świra" swą idealną, wręcz mało realną kobietę. Oby!


* piosenka Freda Astaire - Cheek to cheek
** malarz Carlotti

3 komentarze:

Fields pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Fields pisze...

Kiedy czytam teksty wydaje się mi, że naprawdę jestem inteligenty (WYDAJE). Podoba mi się takie spojrzenie i ten sposób pisania jednak ocena tekstu nie leży w mojej kwestii. Czekam na więcej!

Anonimowy pisze...

Zawsze jak ktoś porusza tematy związane np. z ideologią Marksa i Engelsa zadaję sobie pytanie : Jak to możliwe aby ludzie tak niewątpliwie inteligentni mogli wymyśleć taką bzdurę i jeszcze wierzyć, że to może zadziałać w normalnym życiu?
Utopia jest piękna, ale tylko w naszej wyobraźni, po co "uszczęśliwiać" na siłę cały świat jak wiadomo, że to się nie uda bo natura ludzka na to nie pozwala.
Bardzo fajny tekst, zdecydowanie lubię to :)

Prześlij komentarz