17 maja 2011

God - the last standing

Z natury człowiek jest istotą wierzącą. Czy mu się to podoba, czy nie, zawsze imać będzie się go wiara, połączona z nadzieją na ten lepszy, piękniejszy świat. Gdy "matka głupich" opuści go z powodu tragedii życiowej, zmiany ideologii czy własnego "widzi mi się" - to i tak za jakiś czas powróci, by przytulić do swych piersi i umocnić w staraniach. Za godzinę, dzień, tydzień, miesiąc, rok czy pięćdziesiąt lat, ale znów złapiemy się jej i zaufamy na nowo. Tak skonstruowany jest nasz umysł i dlatego też popularne ostatnio określenie "ateista" to czysta teoria. Nie twierdzę, że każdy jest chrześcijaninem, ale deistą już tak. Zawirowania w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat na tle religijnym powstały na skutek sztucznego, wyimaginowanego oświecenia umysłów ludzkich na świecie i sprzyjających warunków do wprowadzenia starożytnego Epikureizmu w życie wraz z okładkową sentencją "Carpe diem" na czele.

Początkowo przodkowie nasi, istniejący od około dziesięciu tysięcy lat temu, uznawali świat za coś pięknego, niesamowitego, przerażał on ich swoją wielkością i różnorodnością. Widać tę fascynację połączoną z egzaltacją na wielu starożytnych malowidłach naskalnych i pierwszych tekstach literackich. Gdy postęp cywilizacyjny ruszył  zespół wespół z umysłowym, człowiek wyimaginował sobie bóstwa, rządzące wszelkimi aspektami życia; dzisiaj  zebrane w jednym miejscu, udostępnione są publicznie i występują pod nazwą mitologia. Całe szczęście nikt już nie wierzy w te humbugi. Co ciekawe pierwsza (chronologicznie) z mitologii - egipska - jest prawdopodobnie w wielu elementach (głównie wątek pierwszoplanowy, to znaczy walka boga Seta z bogiem Ra) oparta na wydarzeniach prawdziwych. Z tą tylko różnicą, iż zamiast mitologicznych postaci, tyczy się to dwóch zwaśnionych ze sobą królestw Egiptu, które w późniejszym czasie połączyły się. Kilkanaście wieków po tych wydarzeniach mamy do czynienia z czasami Abrahama, Mojżesza, Buddy, Chrystusa, Mahometa i pomniejszych. Wiara od tej pory oparta została na dogmatach i starych zapiskach czy relacjach.

Ze względu właśnie na domniemaną niepewność źródeł tych (zawierających informacje dotyczące życiorysów i propagowanych religii wyżej wymienionych postaci), tak wiele osób odchodzi od Boga. Historycy zgodnie odpowiadają, iż gdyby na jakikolwiek inny niegdysiejszy temat byli w posiadaniu takiej ilości informacji, co na np. zmartwychwstania Chrystusa, to fakt dawno temu zostałby już zatwierdzony. Adwersarze idei tych wyszukują ciągle coraz to bardziej absurdalne tezy, które doprawdy czasami przechodzą ludzkie pojęcie. A "jak trwoga to do Boga", jak mówi stare polskie przysłowie; jakże prawdziwe i aktualne! Tymczasowy ateizm jest szczerze mówiąc pójściem na łatwiznę, odrzuceniem obowiązków, odetchnięciem pełną piersią. Sprawia to także bardzo błahy czynnik, jakim jest lenistwo, przez które liczba deistów zmienia się stanowczo "in plus". Wybitnie ciężko poświecić się Bogu ludziom, którym życie się udało, głównie pod względem finansowym. Kilka wieków temu osobnicy tego typu zmieniali swe wyznanie na kalwinizm, folgując swym sumieniom. Działo się tak, ponieważ religia ta uznaje dogmat predestynacji, to jest przeznaczenia ludzkiego jeszcze przed narodzinami.

Wiara jest przede wszystkim nadzieją. Nadzieją na lepsze życie pośmiertne niż to aktualne. Jedni uważają ją za dobrodziejstwo, drudzy za utrapienie. Jednakże w ciężkich chwilach (niestety w gros przypadków tylko wtedy) jest ostatnią deską ratunku, złotą alternatywą. Albowiem zdarza się, iż człowiek zagłębia się w Bogu, a nie tylko w "sex, drugs & alcohol"*. Dzisiejsza Polska przepełniona jest ludźmi wierzącymi pretensjonalnie, na wszelki wypadek pozostającymi przy Bogu. Jakby coś, to nic - czysty, intratny biznes. Kipi z nas również hipokryzja, bo doprawdy nie wiem, jak inaczej nazwać sytuację, gdy 66% Polaków chce aborcji zgodnej z prawem przy 82% "wierzących"? A jeżeli zechcemy sięgnąć znów do starożytnej filozofii ("Carpe diem"), apeluję, by zwrócić uwagę także na inną sentencję: "Każdą pracę wykonuj, jakby miała ona być ostatnią w twoim życiu"**.

* "sex, drugs & alcohol" - zmodyfikowana wersja "sex, drugs and rock&roll"
**  "Każdą pracę wykonuj, jakby miała ona być ostatnią w twoim życiu" - Marek Aureliusz

0 komentarze:

Prześlij komentarz