17 kwietnia 2011

Muzyko, graj!

Muzyko, och muzyko - "Ty jesteś jak zdrowie"*. Któż z nas nie doświadczył w swoim życiu okresu, kiedy to tylko dźwięk przynosił ukojenie czy radość?  Otaczamy się swymi ulubieńcami, uczestniczymy w koncertach, kupujemy płyty i obwieszamy się dookoła plakatami. Gremium muzyków podzielić można na dwie kategorie: tworzący melodie, by coś przekazać, oddać cząstkę siebie i ci, którym marzy się srebrna willa z platynowym basenem i złotymi rybkami. Nieszczęśliwie ci drudzy coraz częściej przyćmiewają prawdziwych artystów. Muzyka produkowana obecnie staje się tanim medium rozrywki, jest mniej ambitna i zobowiązująca, a muzycy topią przekaz w elektronicznych machinach, zwanych instrumentami. Sami w ten sposób niejednokrotnie ukazują, ile warta jest piosenka. Proste porównania: Tupac Shakur - 50 Cent (tutaj od razu znamy cenę towaru:), Czesław Niemen - Czesław Mozil, Pink Floyd - Linkin Park, The Beatless - Black Eyed Peas itd itd.** Wiadomo - można śpiewać o zaprzestaniu wojen, a można o cukierkach***, kto co woli. Wiadomym jest jednak, iż nie od razu Amerykę zbudowano...

Skąd wzięła się muzyka? Jaka jest jej geneza? Hmm... Zastanówmy się, jak możemy zdefiniować pojęcie muzyki. Powiesz mi dźwięki - powiem Ci kosiarka; stwierdzisz, że ludzkie dźwięki - ja stwierdzę rozmowa; określisz jako ludzkie dźwięki z muzyką - zapytam o techno. Tak w nieskończoność. Bo jak można pojęcie to określić, wiedząc iż dzieła Josepha Pujola były muzyką? Francuz ten nosił pseudonim Le Petomane ("Pierdziel"). Żył on na przełomie XIX i XX wieku, a tworzył wydając z siebie odgłosy pochodzące bynajmniej nie z ust... Na jego występach pojawiały się setki osób, włącznie z szanowanymi dygnitarzami, np. jednym z jego fanów był król Belgów Leopold II. Pujol był doprawdy wyjątkowym... twórcą., imitować potrafił artyleryjskie wystrzały, odgłosy wielkiego trzęsienia ziemi, a nawet... "Marsyliankę"****.

Dźwięk od zawsze był obecny w historii ludzkości. Żmudny proces tworzenia muzyki rozpoczął już Homo, a później kontynuował Neandertalczyk, by schedę po nich przejął człowiek współczesny. Istota ludzka wytwarzała dźwięki najprawdopodobniej próbując naśladować otaczającą ją przyrodę. Jednakże prawdziwe utwory tworzyć zaczęto dopiero w czasach, gdy powstawały kolejno osady protomiejskie i pierwsze miasta. Wtedy też można nawiązywać do pierwszych instrumentów a'la cytra, harfa bądź lira. "Biznes" rozkręcił się w starożytnej Grecji, gdzie mieszkańcy dzień dziennie słuchali muzyki, Igrzyska nie Igrzyska, święto nie święto - truwerów nie brakowało. Najpopularniejszym z nich był sam Homer*****, który nie napisał żadnego ze swych dzieł, lecz zrobili to jego uczniowie. Działo się tak, gdyż od urodzenia był on niewidomy, a całe swe życie przetrawił na podróże z pieśniami sławiącymi mitycznych bohaterów na ustach. Jego duchowym spadkobiercą stał się w Czasach Nowych Jan Sebastian Bach zmagający się całe życie z rosnącą ślepotą, w końcu całkowitą. Jeszcze bardziej zaawansowanym przypadkiem jest Ludwig van Be-ethoven, któremu nawet utrata słuchu nie przeszkodziła w napisaniu ostatniej - V Symfonii - przez wielu uważanej za najlepszą. Artysta ten odgrywał z pamięci dźwięki, a wsadzając linijkę do ust w czasie utworu potrafił poprzez odczuwane wibracje wiedzieć, co jest grane. Geniusz muzyki.

Dźwięki z epoki na epokę, z cywilizacji na cywilizację stawały się coraz bardziej muzyką, a głos starano się coraz bliżej akompaniować z instrumentami, zestawiać je razem i łączyć. Rozkwit gałęzi tej sztuki następował wraz z amelioracją architektoniczną, rzeźbiarską i malarską, co ukierunkowuje tok naszego myślenia na pierwsze epoki scentralizowane względem tych oto tematów - Renesans i Barok, rzecz jasna i oczywista. Wtedy to ludzkość uczyniła duży krok naprzód w kierunku obecnej muzyki. Następny przewrót brzmień nastąpił już w wieku XIX. i XX.., kiedy to początki swe miała muzyka rozrywkowa, której w ulepszonej (niestety nie zawsze...) wersji słuchamy nawet dzisiaj w utworach Rihanny, Madonny i wielu innych gwiazdeczek tworzących pastisz za pastiszem, pod wzór kilkuletnich przebojów.

Lubimy muzykę. Czasami skrycie wyrażamy jej miłość, czasami mamy jej dość. Jednak jakby na nią nie patrzec (słuchać?), to ma ona ogromny wpływ na życie nasze i nam bliskich. Kierujemy się słowami z piosenek, traktujemy je jako własne motta egzystencjalne, a nawet podporządkowujemy się socjalnie, jej wysokości Muzyce. Style odzieżowe typu punk czy metal mówią same za siebie. Ludzie czczący wręcz pewien gatunek muzyki oddają mu się i poświęcają, i "Nothing Else Matters"******. Są też artyści, którzy mimo rosnącej sławy potrafią dalej tworzyć utwory piękne, z przekazem, a przy okazji nie robiąc z siebie publicznych - subtelnie ujmując sprawę - abderytów. Idealnym tego przykładem jest choćby Farrokh Bulsara, znany pod pseudonimem Freddy Mercury. Tworzył on całe życie, a proces ten zakończył zaledwie dwa tygodnie przed oddaniem ostatniego oddechu. Ostatni utwór "The show must go on" dedykował reszcie swego zespołu, gdyż uważał, iż muszą grać dalej bez niego, nie mogą teraz już przestać. Jego wola nie została jednak wypełniona, jego przyjaciele stwierdzili, iż wszyscy razem albo nikt. I tak już zostało... Szkoda, że nie wszyscy biorą przykład z grupy Queen.


* Adam Mickiewicz - "Pan Tadeusz"
** Porównania dokonywałem według własnej subiektywnej oceny twórczości, ale i stylu prowadzenia artysty/artystów
*** 50 Cent - "Candy shop"
**** "Marsylianka" - hymn Francji, nazwa pochodzi od miejscowości Marsylii.
***** Homer (gr.) - Ślepy
****** "Nothing Else Matters" - Metallica

0 komentarze:

Prześlij komentarz