10 kwietnia 2011

Kraina modą i mlekiem płynąca...

Moda od zawsze była obecna w naszym życiu. Pojęcie to w sposób dosyć zniekształcony przez współczesne potrzeby jawi się nam jako styl ubioru preferowany przez większość osobników pewnej grupy wiekowej w określonym okresie czasu. Najczęściej są to oczywiście ludzie młodzi, którzy udoskonalaniu swego wizerunku poświęcają nieraz więcej czasu, aniżeli zajmuje czytanie tego (tak, TEGO) bloga. :) Ludzie starożytni i średniowiecza ubiorem wyrażali publicznie swoje pochodzenie, pozycję społeczną. Niewolnicy i chłopstwo zazwyczaj wdziewało przepaskę na swe spalone słońcem uda, okrywając genitalia bądź też zakładając potargane, zniszczone łachmany. Natomiast szlachta czy magnateria zawsze odziana w skórę, drogocenne tkaniny, napuszona paradowała przed tłumem. Okres ten trwał bardzo długi czas, aż zaczęto zwracać uwagę na (o zgrozo!) naszą higienę. Wtedy nastąpił okres "damowania i dżentelemenowania" na świecie. Aż do XX wieku, kiedy to ubranie zaczęło stanowić o osobowości i personalistycznych cechach człowieka, a nie tylko o pochodzeniu. Nie nastąpiło to na szczęście tak hop-siup, jak to napisałem. Dawno, dawno temu....

Konkretniej już precyzując w Czasach Nowożytnych, termin "moda" (patrząc z perspektywy wieków) nabrał całkowicie odmiennego znaczenia. Za osobę godnie i adekwatnie do okazji ubraną, zaczęto uważać nie tę, która włożyła na siebie schludne, bez większych szwanków ubranie, a osobnika który w swej garderobie posiadał szykowne, powszechne natenczas odzienie. I tak jest właściwie po dziś dzień. Czas ten, gdy moda zaczęła po tysiącach lat przygotowań puszczać pierwsze plony był doprawdy wyjątkowy. Wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Kobiety w długich, ręcznie haftowanych sukniach, z wachlarzami w jednej dłoni, parasolkami w drugiej i okrągłymi kapeluszami na głowach. Panowie w wysokich butach, okryci opończami, z melonikami zakrywającymi włosy. Wśród niektórych grup etnicznych Anglii bądź Francji, styl ten podtrzymywany jest do dzisiejszych czasów. Świadczy to o jego ponadczasowości i co by nie mówić - urodzie.

Pierwsza rewolucja odzieżowa nastąpiła dopiero w wieku XX., a stało się to za sprawą Gabrielle Bonheur Chanel, znaną pod pseudonimem Coco Chanel. Urodzona jeszcze w wieku XIX., przyszła projektantka w roku 1915 rozpoczęła produkcję damskich kreacji. Niemalże z dnia na dzień stała się znana i bogata. Jej kolekcje rozchodziły się jak ciepłe bułeczki w cztery strony świata i idąc za ciosem, na początku lat 20 tegoż samego wieku, wypuściła ona na ogólnodostępny rynek własną, zalegalizowaną markę perfum - Chanel No.5. Od tej pory znana była również dzięki zmysłowym zapachom. Po serii sukcesów odeszła na szesnaście lat od wszelkich biznesów, by nabrać świeżości umysłu. Gdy powróciła z nowymi ideami w 1954 roku, wszystkim jej entuzjastom "opadły szczeny". Coco doszła do wniosku, iż kobiece ciało jest piękne i trzeba je troszkę wyeksponować publicznej opinii. Jako pierwsza w historii zaproponowała wprowadzenie damskich żakietów bez kołnierzy, z dekoltem. Pomysł przyjął się na świecie dzięki jej autorytetowi, a ruch ten miał niebagatelne znaczenie w kwestii późniejszej mody. Niedługo po tych wydarzeniach Chanel zaprojektowała jeszcze odważniejszą cześć ubioru, a mianowicie "małą czarną". I nie było pragnę prowadzić tu dyskursu na temat napojów pobudzających do życia, a o krótkiej, czarnej spódniczce. Chociaż jakby na sprawę nie patrzeć, mógł ten ubiór pobudzać do życia. Szczególnie tych z Marsa...

Muszę przyznać, że w pewnym momencie Was okłamałem. Stało się. Przypominacie sobie fragment tekstu, w którym stwierdziłem, iż Coco Chanel jako pierwsza wprowadziła krótkie spódniczki? To nieprawda. Pierwsze pojawiły się w... Średniowieczu. Istniała tylko jedna różnica dzieląca te dwie materie - w czasach średnich używali ich mężczyźni w zestawie z prototypem obecnych leginsów. Zestaw ten miał na celu lepszy przewiew w upalne dni. A że nastąpiła odzieżowa wymiana płci, no cóż...

Jak i pięćset lat wcześniej nastąpił okres fascynacji ludzkim ciałem. W rok po zakończeniu II Wojny Światowej francuski projektant Louis Reard wykreował strój składający się z fig i części okalającej narządy rozrodcze, nazwany później bikini. Nie mógł on jednak znaleźć ani jednej modelki, która zgodziłaby się pokazać w tak obskurnym zestawieniu. Swoje dzieło więc zaprezentował po raz pierwszy na... prostytutce. Początkowo stroje wywołały niemały skandal i wszechobecną abominację, ukazując porażającą przewagę adwersarzy projektu nad jej sympatykami. Jednakże po przełamaniu pierwszych lodów  przez Coco Chanel, koncepcje Rearda zyskały popularność przychylniejszą aniżeli w czasie w swej premiery. W latach 60. bikini stało się hitem plaż w USA, a kobiety mogły nareszcie odłożyć wielkie, jednoczęściowe stroje kąpielowe, okrywające je nieprzerwanie od kolan po brodę (włącznie z plecami). Wiele osób nie mogło zaakceptować ówczesnej myśli ubioru i próbowało poprzez abolicję doprowadzić do restytucji mody. Coco zmarła w 1971 roku, a dominium nad firmą sprawuje obecnie Karl Lagerfeld.

Takie sytuacje się zdarzają, bo nic nie jest takie samo, jakie było pięć minut temu. "Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki"*. Kontynuując wątek, ulubieniec Romana Polańskiego - Joan Paul Gaultier. Francuz jest postacią kontrowersyjną, a w swych kolekcjach zamieszcza on mężczyzn w spódnicach i sukniach, usprawiedliwiając się faktem, iż w Szkocji przykładowo jest to widok codzienny. Trzeba jednak umieć odróżnić szacunek i przywiązanie do historii oraz kultury ojczyzny a personalistyczne gusta. W Polsce zjawisko to spotykane nie jest właściwie wcale, aczkolwiek na świecie zyskuje sobie coraz większe grono fanów. Coś w tym wszystkim jest. Wchodząc do sklepów odzieżowych ciężko nam bez informacji rozróżnić, dla której płci przeznaczone są dane "wdzianka". Nawet kolory nie są w stanie nas salwować, gdyż powróciła moda na eklektyzm barw lat 70. Wszędzie wszystko - do takich wniosków dochodzę oglądając (gdyż słuchać nie mogę) Lady Gagę ubraną w mięso na koncercie. Pozostaje jedynie pytanie - czy za pięćdziesiąt lat  mężczyźni będą dreptać po kopalniach w spódniczkach czy stąpać w spodniach?

* Herakles (540-480 r.p.n.e.)

1 komentarze:

Tomasz Churas pisze...

Ja mam pewność, że za czasów starożytnej Grecji i również Rzymu, coś takiego jak lady zgaga, nie miało by szansy zatruwać świata ...

Prześlij komentarz