13 marca 2011

"Ktoś nie śpi, żeby spac mógł ktoś." [William Shakespeare - "Hamlet"]

Wszystko się zmienia. Zegar niemiłosiernie tyka... I wszystko się zmienia. Nawet uczucia, które są dla człowieka tak istotne - przemijają... Wielka miłość przeobraża się w przyjaźń, wierni przyjaciele stają się znajomymi, a znajomi - osobami, na widok których na ulicy nie czujemy potrzeby uchylenia rąbka kapelusza. A przecież w tych najintensywniej nacechowanych uczuciach zawsze jedna połówka czuje się odpowiedzialna za drugą i vice-versa. Dba o nią, troszczy się i przekazuje wszystko, co najlepsze posiada. Tak jak matka wysyłająca dzień w dzień swoje dziecko do szkoły, jak oblubieniec piszący wiersze dla swej Penelopy*, a nawet starszy pan kupujący po pięćdziesięciu latach małżeństwa kwiaty dla swej połowicy w dniu św. Walentego. Lecz jeżeli mówimy już o wzajemnej odpowiedzialności za drugiego człowieka, to czymże (jeżeli nie tym właśnie) powinien cechować się dobry lekarz, strażak bądź policjant.

I w tym oto momencie dotarłem do meritum sprawy, zagadnienia w kierunku którego staram się subtelnie dążyć od samego początku, a mianowicie panów w niebieskich mundurach, z odznakami, "kogutem" na aucie i numerem telefonu: 997. Panów, którzy  w przeciągu ostatnich kilku lat zostali tak gwałtownie zdegradowani na tle społecznych wartości i hierarchii. Czy zasłużyli na to, aby na co drugim przystanku, autobusie, parapecie, ławce, ścianie, krześle, portalu internetowym czy też innym miejscu widniały żałosne, tchórzliwe, haniebne (_!_) i rzecz jasna wulgarne bazgroły na ich temat? Czy ich zawód jest do tego stopnia niegodny, aby każdego dnia - chcąc czy nie chcąc - musieli sami ze sobą toczyć wewnętrzny pojedynek, pytając siebie "Czy warto?"?

Istnieje kilka czynników, które doprowadziły do aktualnego stanu rzeczy. Sięgając do kart historii okresu powojennego na terenach ziem Polskich jesteśmy w stanie odnaleźć jeden z nich. Za czasów "panowania" Wojciecha Jaruzelskiego (który gdyby przyjrzeć się dokładniej temu, co propaguje telewizja stał się właściwie symbolem komunizmu) i aż do upadku ustroju przez niego dowodzonego w Polsce, Policja jako instytucja nie miała prawa bytu. Organem jej pośrednim jawiła się być Milicja Obywatelska (MO). Jej funkcjonariusze byli zobowiązani do służby na rzecz państwa. Co za tym idzie - walczyli ze wszelkimi nihilistami i dezerterami, a także stawiali opór robotniczym strajkom, nawet gdy nie akceptowali ideologii, za którą muszą walczyć. O tym się jednak nie zwykło mówić. Każdy Polak "wie", że MO to teraz Policja, a że MO to było zło, więc myśląc analogicznie... CHWDP.

Dużo w dzisiejszych czasach poświęca się czasu na dyskusję dotyczącą przemocy, zła, prezentowaniu pejoratywnych wartości do publicznego wglądu i przedstawianiu ich w jasnym świetle. Niestety... Ziarnko prawdy tkwi w tej całej gadaninie. W sposób szczególny mam na uwadze współczesną kinematografię. Któż z nas nie widział "Człowieka z Blizną", "Leona Zawodowca" czy chociażby trylogii "Ojca Chrzestnego"? De facto, w produkcjach tych służby mundurowe nie są ukazane w sposób bezpośrednio negatywny, aczkolwiek główną rolę odgrywają w nich kryminaliści, budzący (dzięki umiejętnościom reżysera, scenografa i aktora) sympatię u widza. I wtedy do akcji wkracza Policja, psująca całą zabawę. Jak nietrudno się domyślić - działanie to natychmiast wywołuje niechęć u widza do "Psów".

"Naród dobry, tylko ludzie chu*e", powiedział Józef Piłsudski. Czyż sentencja ta - pomimo swej bijącej po oczach ordynarności - nie jest nadal aktualna? Przecież my sami w sobie źli nie jesteśmy; sęk w tym, iż zawsze może zjawić się ktoś, kto to zmieni. Sprawi, że zaczniemy za nim ślepo podążać, wpadając w kolejne turbacje losu lub nałogi. Ideologia anty-policyjna zrodziła się również w głowach domorosłych, źle wychowanych (albo niewychowanych) buntowników. Przez ludzi, którzy nie chcą, by prawo wymierzało na nich sprawiedliwość za popełnione występki. Są to też ludzie, którzy nie mają na tyle wyobraźni, by wiedzieć, że gdyby nie protekcja ze strony Policji, to zwyczajnie przyszedłby ktoś większy. A za tego większego jeszcze większy. I tak bez końca.

Wszystko się zmienia. Jeszcze nie tak dawno być policjantem, znaczyło być Kimś (przez duże "K"). Teraz - żaden funkcjonariusz nie może czuć się w pełni bezpiecznie; zresztą nie tylko on, ale i jemu najbliżsi. Mimo to chętnych do leczenia świata nie brakuje, w przeciwieństwie do antidotum na idiotyzm pokolenia "JP" (nie mylić z JP II). Być może sytuacja spotęgowana jest również poprzez nasz narodowy temperament. Polak musi czegoś/kogoś nienawidzić, mieć na co ponarzekać z sąsiadem przez płot. Cóż, mam nadzieję, że dożyję jeszcze czasów, gdy co drugie dziecko będzie miało marzenie, aby zostać kiedyś policjantem, jak bywało już w przeszłości.


*Celowe zespolenie ze sobą Oblubieńca charakterystycznego dla Biblii i Pieśni nad Pieśniami w niej zawartą oraz Penelopy z "Odysei" w celu ukazania wielości przykładów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz